06 kwietnia, 2013

o cuchniętej kości

Do napisania miałam dziesięć tekstów opisujących obrazy na wystawę Stacja autyzm. Towarzyszyło mi nieustannie czworo moich dzieci, spędzających ferie w domu. Dopóki szorowałam, prałam, zmywałam nikt ode mnie nic nie chciał. Wystarczyło, że usiadłam do laptopa i otwierałam plik "pierwszy obraz Józka" od razu pojawiało się któreś z dzieci. Najpierw wchodził Józek, który zawsze wcześnie zaczyna dzień:
- co za cuchnięta kość, co to znaczy?
Od rana oglądał film o Einsteinie, ale moja wiedza na temat filmu niewiele mi pomogła w odpowiedzi na pytanie:
- cuchnąca kość - zaczęłam od poprawienia go - to taka kość, co zbyt długo leży i śmierdzi. Psy takie lubią - odpowiedziałam wyczerpująco.
- nie - zakwestionował moją wiedzę Józek i wybiegł z pokoju.
Otworzyłam już plik i zaczęłam pierwsze zdanie, gdy Józek wrócił:
- co za cuchnięta gość - co to znaczy?
Skojarzeń miałam wiele i część z nich nawiązywała do poprzedniego tematu, a większość nie. Wolałam się nie wypowiadać. Józek nie do końca był zadowolony z tego, co powiedzi. W komputerze sprawdził interesujący go zwrot i przyszedł jeszcze raz do mnie:
- co za stuknięta gość - co to znaczy?
Józio przekręcił zwrot: zamiast "gość" powiedział "kość", "stuknięty" przekręcił na "cuchniętą" i tak zagadka "cuchniętej kości" została rozwiązana. Pozostała jeszcze inna kwestia:
- czy ktoś Einsteina nazwał stukniętym gościem? dlaczego? - zapytałam teraz ja, ale Józia już przy mnie nie było.
- chcę ubranie - usłyszałam jego głos z pokoju.
Ubranie było przygotowane, ale na samej górze leżały czerwone spodnie. Czerwony kolor Józek omija zawsze z daleka.
- chcę niebieskie spodnie - wypowiedział swoje zdanie.
- to tylko spodnie...- pogderałam trochę pod nosem, ale dowiedziałam się w końcu, dlaczego ten kolor nie pasuje mu:
- czerwony mnie nudzi - oddał mi czerwone spodnie z niesmakiem - jak Staś będzie większy, będzie je nosił - ekonomicznie zakończył sprawę spodni.
Jednak to nie był koniec tematu.
Niebieskie spodnie okazały się za ciasne na Józka.
- wyrosłem? - zapytał zaskoczony.
- przytyłeś! - byłam bezlitosna.
- muszę ćwiczyć - przestraszył się Józek i z obawy przed czerwonymi spodniami zaczął ćwiczyć.
- ile mam robić? Co mam robić? Mów!
- 5 przysiadów, wymachy rąk, skręty tułowia, brzuszki - wymieniałam, a Józek posłusznie ćwiczył.
- ile ja ważę? - dopytywał się. Wskoczył na wagę i znów się przestraszył.
- za dużo, co mam zrobić?
- a ile Ty ważysz? - zapytał mnie.
Moja waga bardzo poprawiła mu humor, chociaż nie wiem dlaczego... Potem na wagę wszedł tata:
- hihihihi tata zjadł chyba za dużo wszystkiego! - krzyczał radośnie Józek.
- dorośli mają duże brzuchy - podsumował nas krytycznie.
Ustaliliśmy Józkowi plan ograniczenia eklerków, wprowadzenie codziennej gimnastyki i większej ilości warzyw, czyli brokułów - bo to jedyne warzywo zjadane przez Józka.
Mogłam usiąść do laptopa.
- mamo, prawie mi spadło - z pokoju krzyknął Staś.
- co Ci spadło?
- nieważne! O mało co! O mały włos!
Łup!
- mamo, mamo, krótki był ten włos! - krzyknął Staś.
Co spadło, to spadło, dużo szkód nie narobiło, tyle, że ja odchodząc w pośpiechu od laptopa nie zamknęłam na klucz drzwi od dużego pokoju. A to jest zawsze błędem.
Ela z niezwykłą zręcznością wparowała do pokoju, nacisnęła szybko na sześć guzików przy pudełku z płytami. Szafeczka z hukiem spadła na ziemię. Takiego efektu Ela nie spodziewała się. Patrzyła na swoje dzieło z zachwytem i tylko trochę przypominała mi Nerona.
zek ocenił, że Ela powinna opuścić nasz dom i zamieszkać gdzieś indziej. Ela zaśmiała mu się prosto w nos i uciekła.
- ona śmieje mnie! - ze zgrozą powiedział Józek.
Staś z Jasiem debatowali nad nową rośliną owadożerną w naszym domu. Jaś z miną starszego brata wyjaśniał wszystkie zawiłości enzymów trawiennych rosiczki. Zakończył słowami:
- i tak owady zostają strawione.
- to przykre dla owadów - zmartwił się Staś.
- nie, to zwierzęta są biedne - wtrącił sięzek - zwierzęta pracują w rolnictwie, ludzie biczują zwierzęta, one są biedne!
- Jasiu, Jasiu, nie jedz za dużo - będziesz gruby! - zatroszczył się jeszcze o najszczuplejszą osobę w naszym domu.
I tak całymi dniami trwały rozmowy, spacery, suszenie mokrych od śniegu ubrań, potem znów rozmowy. Teksty opisujące obrazy napisałam w nocy.

29 komentarzy:

  1. A co z "cuchniętą kością"?? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cuchnięta kość vel cuchnięty gość vel stuknięty gość - to tylko zdanie z filmu o wynalazcach. Na Einsteina ktoś tak powiedział - nie wierząc w jego wczesne odkrycia. Józek wychwycił zwrot, którego nie zna i to go zaciekawiło go. Albert E. na filmie nie wyglądał, jakby coś go stuknęło, a jednak ktoś to powiedział...to ciekawe...

      Usuń
    2. chyba trochę zbyt zagadkowo napisałam w tekście o kości- już poprawiam

      Usuń
  2. Bogusiu, a kiedy ty spisz?bo mysli wlasne zbierasz pewnie dopiero noca , co? czy moze jestes cyborgiem ;-) - za chwile koncza sie ferie,i (prawie) cala twoja cudowna i inspirujaca gromadka wybedzie do szkol i przedszkoli to odsapniesz troszeczke:-D - a co z ta koscia mnie tez bardzo interesuje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cuchnięta kość brzmi prawie tak samo jak stuknięty gość - mógł się Józio pomylić...

      Usuń
    2. od cuchniętej bądź stkniętej gości-chroń nas ...losie:))))Małgorzata

      Usuń
    3. zasypałam Was długim tekstem, w tym wszystkim krótki włos przepadł ...ja śmiałam się długo

      Usuń
    4. Nie przepadł.on wybrzmiewa:)))M.

      Usuń
    5. a - to dobrze, bo to wspaniały tekst!

      Usuń
  3. Dziękuję Bogusiu za "zieloną alternatywę" :) Tylko co Staś na to :D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mówisz o tej zielonej stronie? a tak mnie natchnęło...mama Mai mi podpowiedziała, że dobrze jej się czytało na zielono.
      A Staś -z uśmiechem wszystko przyjmie- nawet czerwone spodnie...takie nudne spodnie

      Usuń
    2. Pomysł z kolorem miałaś super Bogusiu i dzięki Bogu,że Cię natchnął takim pomysłem bo naprawdę przyjemnie i kojąco działa na wzrok i pozostałe zmysły:)
      Ale nie zgadłaś o co mi chodziło :D A chodziło mi o zmianę naszego ( Józia,Stasia i Igora) sekretnego rytuału środowo-piątkowego:D Aby tradycji stało się zadość i wilk był syty i owca cała,zamieniamy piekarnię na warzywniak:D:D:D I za to Ci dziękuję,bo pozwoliłaś mi wyjść z honorem z impasu:D:D:D Elastyczność i tolerancję Stasia znam dość dobrze ;)

      Usuń
    3. zielonego nam trzeba i nie tylko na blogu. Koniec z eklerkami, zaczynamy ćwiczenia- raz dwa, raz dwa!

      Usuń
  4. Mój Maciej niebieski kolor lubi najbardziej:)Tekst mamo daj mi ubranie znam:)Ale bywa,że drugorodny potrafi się odziać samodzielnie:)Siostrę też wyprawia z domu:)I mnie także jak ma mnie dość:)
    Moc pozdrowień:)
    A.M.Maniak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niebieski nie jest nudny -według Józka, który śnieg rysuje na niebiesko i bociany też

      Usuń
  5. Czyli znajomy "dom wariatów" ;-) świat kolorów i wzorów, dzisiaj Magdalena nie chciała ubrać czarnych leginsów ubrała wybrane przez siebie czarne w białe kropki i od razu miała zajęcie- zaczęła kropki liczyć :-)
    A przy okazji znajdź chwilę na sen, bo popadniesz w "dołkowe tarapaty" wiem co piszę ;-) zmęczenie to ogromny wróg w naszym życiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to dobry sposób, na wizytę w Sejmie założę coś w kropki, Józek będzie miał zajęcie

      Usuń
  6. Ja mam tylko dwojeczkę, więc wymiar pewnnien niepełny...ale jak to wszystko znajomie brzmi!!!!Nawet czerwone spodnie tylko w wersji spódniczki do przedszkola!!!!I pamiętaj, nastepne "wolne" za miesiac!!!
    Dziękuję, usmiałam sie do łez( choć Tobie pewnie do smiechu jak Ela szalała nie było).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela szaleje z takim wdziękiem,że nie sposób się na nią gniewać :)

      Usuń
    2. Gosia- jak zaglądam na Twój blog- to wszystko znajome
      Agnieszka- Ela potrzebuje takiej osoby, jak Ty -wyrozumiałej, cierpliwej i doceniającej jej spryt:). Za porównanie do Nerona pewnie by się na mnie obraziła.

      Usuń
  7. hehe z tym odchudzaniem super sprawa pewnie kazdemu z nas by sie przydalo. Milosz wcale warzyw nie jada i cos czuje ze i my kiedys bedziemy dietowac, Milosz lubi jesc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama stosuję metodę Józka z porównywaniem swojej wagi do innych:) Kiedy stwierdzam,że są osoby ważące więcej ode mnie jest mi wtedy radośniej niż w momencie zobaczenia kilogramów na wadze :D
      Wypowiedzi Stasia -cudowne :) rozmowy Twoich dzieci nie do podrobienia :) :W:

      Usuń
    2. właśnie się zastanawiamy, co mogłoby Józkowi zastąpić eklerka, który z radością pożera, gdy wraca z Igorem ze szkoły. Brokuł jakoś nie pasuje.

      Usuń
  8. o nie, jak wy tu o odchudzaniu, to ja stad ide :/ a do sejmu nic w kropki nie zaloze bo juz w nic nawet bez kropek sie nie mieszcze:/ Chyba czas na odwyk kawowy :/
    Powiedziala, pochlaniajac kolejny kubek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to my z Józkiem w Sejmie pokażemy zestaw ćwiczeń! a tak naprawdę - nie mogę się doczekać

      Usuń
    2. Ani sie waz! Wiosna idzie, wiecie? Gdzie nie zajrze, to o odchudzaniu ;)

      Usuń
  9. nudne czerwone spodnie mnie rozwaliły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też! tyle się zastanawiałam, dlaczego on tak bardzo tych spodni nie lubi -a ten kolor po prostu nudny jest i tyle

      Usuń