27 maja, 2013

o godzinie dziewiętnastej

Stałam na przystanku z plecakiem, który ciągnął mnie niebezpiecznie w dół. Oczywiście wypełniały go książki, które znów w zbyt dużej ilości wiozłam z biblioteki do domu. Książek będzie tym razem mniej - powtarzałam sobie, chodząc pomiędzy regałami. Ciągle w pamięci miałam 2,5 kilogramową "Ewolucję Ziemi", którą wypożyczyłam ostatnio dla Józka. Tym razem nauczona doświadczeniem i bez wsparcia w osobach moich dzieci ominęłam dział wielkich i ciężkich encyklopedii. Jak to w bibliotekach bywa nagle zobaczyłam najnowszy "Dziennik cwaniaczka", na który Jasiek czekał już od kilku tygodni. Same wpadły mi w ręce "Stare parowozy" dla Józka, małe książeczki dla Eli z nauką prostych słówek, coś o porach roku Kubusia Puchatka dla Stasia przed snem, "Najważniejsi wynalazcy" dla Józka et cetera, et cetera...
I tak znalazłam się na przystanku autobusowym z wypchanym plecakiem. Z nieba lało. Nawet nie mogłabym powiedzieć, że padało. Gdy pada deszcz - Ela mówi kap, kap. Teraz deszcz - do złudzenia przypominający wodospad Niagara - zalewał autobus, którym wracałam do domu. Nie chciałam wysiąść, właściwie prawie nic by mnie nie powstrzymało od jazdy tym autobusem tam i z powrotem, od pętli do pętli, aż do zniknięcia chmur. Nie miałam parasola, a nawet kurtki z kapturem. Tylko, że zbliżała się godzina dziewiętnasta, a to spowodowało moją przymusową wysiadkę.
Godzina dziewiętnasta to Józkowa godzina odrabiania lekcji, której bezwzględnie przestrzega od miesięcy. Gdybym nie zdążyła wrócić, zawsze w domu był mój mąż - pocieszałam się. Tylko, że jego zachęta do tego, by radośnie robić zadania powyżej szkolnego poziomu nie została pozytywnie przyjęta przez moje dzieci. Chłopcy do tej pory nie mogą zrozumieć, dlaczego tata ustawił nazwisko francuskiego chemika jako hasło do komputera. A zmiana hasła na łacińską nazwę pierwiastka chemicznego była po prostu okazją na naukę poprzez zabawę, czyż nie?
Zawahałam się przed wyjściem spod daszku. Podliczyłam możliwe straty: wychodziło na to, że tylko zamszowa kurtka była zagrożona. Książki były bezpieczne w wodoodpornym plecaku. Pobiegłam.
Do domu dotarłam w lekko zmienionym stanie: fryzura, kolor kurtki i rajstop pozostawiały wiele do życzenia.
- lało Ci? - zapytał stroskany Staś.
- tak - lało na mnie - i to jeszcze jak!
Józio szybko przejrzał swoje książki o wynalazcach, historii Polski i parowozach:
- a gdzie jest historia powstania Ziemi? - padło pytanie, którego się spodziewałam.
Przebrałam się, kurtkę odwiesiłam do wysuszenia, nałożyłam ręcznik na włosy i przygotowałam gorącą herbatę.
O godzinie 19:00 Józek, jak zawsze o tej porze, zawołał:
- mamo!
- co Józeczku? - zapytałam, tak jak to robię codziennie.
- a dziś nie mam lekcji do odrobienia, bo jutro jest występ dla rodziców! - zagadnął mnie swobodnym tonem mój obowiązkowy syn.

18 komentarzy:

  1. Anonimowy27 maja, 2013

    ..ale Ci Mamo zmyłkę synek zrobił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za to powiedział mi o tym równo o 19:00

      Usuń
  2. Hhaha, ale Cię załatwił :)

    My dziś tez mamy występ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staś powiedział mi rano, że u niego też jest występ - już myślałam, że trzeba będzie jakimś cudem dwa spotkania obskoczyć, ale okazało się, że to tylko jego sposób na wyścigi z Józkiem.

      Usuń
  3. Anonimowy28 maja, 2013

    Caaały wooolny wieczór???Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Która książka spodobała się Józkowi? "Stare parowozy" czy "Najważniejsi wynalazcy"?

    U nas też dziś występ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stare parowozy zdecydowanie wyprzedziły wszystkie inne książki. A ile tam ciekawostek...nie wiedziałam, że Rocket mimo zwycięstwa już po roku była do poprawki

      Usuń
  5. Zmoczona kurtka zamszowa..ooo, mogłaby tylko Eli pasować-kurczy się zazwyczaj. To nie byłaby strata, ale książki zmoczone- tych nie odtworzysz. Czytam i sumuję.W Waszym domu prawdziwy Uniwersytet. Józia wiedza- bezcenna, hasło do komputera- naukowo , tok myślenia - pełen rozsądku, umysły ścisłe. U mnie - jestem od zawsze totalny głąb w tej materii. Tablica Medndelejewa , czarna magia. Nie chciałabym eksperymentować ze swoją wiedzą np. ćwiczeń chemicznych.Mikstura najprostsza w moim wykonaniu - Jezu, lepiej nie myśleć. Obwiniliby biednych obywateli Korei dajmy na to o wywołanie III Wojny, a to nieprawda. Babcia miksturę taką stworzyłaby , że planeta mogłaby "pierdyknąć". Tym samym robię swoje - do podmiotów "strzelam" paragrafami- bezpieczniej!! Ściskam całą Rodzinkę.
    Babcia Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babciu Gosiu! Twój styl jest nie do podrobienia, nawet gdybyś nie podpisała się, to i tak wiedziałabym, że to Ty!

      Usuń
    2. Anonimowy28 maja, 2013

      Ha,ha nawet "nieodrabianie lekcji " jest u Józka punktualnie o 19.00, no i po co wam zegary w domu ;)
      a na książki może torbę na kółkach :) Stasia "lało Ci" świetne,jeżeli autor pozwoli będę używać :) :W:

      Usuń
    3. lało Ci - jest tak trafne, ze aż się dziwię, że nikt przed Stasiem tego nie powiedział

      Usuń
  6. Józkowa punktualność jest cudowna i rozczulająca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a przy tym, jak bardzo porządkująca życie rodziny...nigdy nie byłam tak uporządkowana, jak teraz

      Usuń
  7. ach ten Józek- temat na 19.00, to o 19.00 rozmowa ;-) mam nadzieję, że się nie rozchorowalaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymam się, nie daję się chorobom, padnę ze zmęczenia pewnie dopiero wtedy, gdy Jarek będzie chodził już bez kul

      Usuń
  8. Bogusiu, a myślałaś o porządnym plecaku ze stelarzem? wiem, wiem, nie kobiece to to, ale przy wiedzy którą zwykle taszczysz to nie jest glupi pomysł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszę po prostu pomyśleć realnie: na pewno wrócę z kilogramami książek, nie ma co się oszukiwać - tu porządny plecak jest potrzebny

      Usuń