29 maja, 2013

o skradzionym czasie

- Jasiek ukradł mi czas! To przez niego! - krzyczał Józek, leżąc na chodniku prowadzącym do szkoły.
- nie mam czasu... nie mam czasu... - w geście rozpaczy wzniósł ręce do góry, po czym opuścił je, zamiatając rękawami ziemię dookoła.
Mieliśmy jeszcze dziesięć minut do godziny ósmej, szkoła była tuż za zakrętem. Wszystko to było jednak już nieważne dla Józka, którego poranny rytuał właśnie został zmieniony. Otóż po przyjściu do szkoły Józio siada do drugiego śniadania. Gdy na kasowniku w autobusie zobaczył wyświetloną godzinę 7:45, nagle zorientował się w zmianie planów. Pierwsze śniadanie zostało zjedzone zaledwie pół godziny wcześniej, więc zakładam, że to nie głód był przyczyną jego polegiwania na chodniku.
- zjem teraz - krzyknął i wyciągnął drugie śniadanie, wciąż tkwiąc w tej samej pozycji. 
Popijał właśnie sok z butelki, gdy zrezygnowałam z bycia bierną publicznością:
- wracam do domu - powiedziałam.
- o nie! - zawołał Józio, wyciągając tosta.
- Józio, a jak Ty mnie przekonasz, do tego, żebym została?
Józio nawet na mnie nie spojrzał, za to Staś, jeszcze jeden widz porannego show, przybiegł do mnie z kwiatkiem zerwanym z sąsiedniego trawnika.
- mamo, nie kłóć się z Józiem, to dla Ciebie kwiatek!
Józio rozżalony przeżuł tosta, okruchy strzepał na chodnik i zrezygnowany poszedł w stronę szkoły.
- Jasiek ukradł mi czas - powtarzał.
Rzeczywiście Jasiek tego ranka zgłaszał wiele problemów: brak tego i owego, głównie stroju na basen i usprawiedliwienia za brak stroju w ubiegłym tygodniu. Chrupki do mleka nie były tymi co trzeba, a czas nieubłagalnie płynął dalej.
Po zaledwie kilku godzinach przyjechaliśmy po Józka, żeby zabrać go do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Nadszedł czas na staranie się o kolejne orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.
- Józio... - zaczęłam rozmowę określającą czas pobytu w poradni. Siedziałam w stołówce, a między nami stał talerz z obiadem szkolnym. Józio przed wyjściem ze szkoły postanowił zjeść obiad - to był jego następny rytuał porządkujący dzień.
- Józio ... pojedziemy teraz do domu, spędzimy tam pół godziny. Potem pojedziesz z tatą do poradni na trzygodzinne spotkanie.
- ile czasu? - zapytał Józek.
- pół godziny w domu, a potem trzy godziny w poradni.
- trzy godziny? gdzie jest ta poradnia? chyba w Toruniu jest ta poradnia!
- poradnia jest w Olsztynie, niedaleko naszego mieszkania, dojedziecie do niej po 10 minutach, ale spędzisz tam trzy godziny.
- w Toruniu jest ta poradnia!
- w Olsztynie.
- w Toruniu!
- w Olsztynie.
- w Toruniu!
- w Olsztynie!
Pół godziny w domu minęło zbyt szybko. Ledwo Józio zdążył pomyszkować po kuchni w poszukiwaniu jedzenia, a już trzeba było wyjeżdżać. Posiłek po przyjeździe ze szkoły to następny ważny moment w dniu Józka. Niestety i to zostało dziś zmienione.
- mój czas! mój czas! - łkał Józek.
Na miejscu długo negocjował godzinę wyjścia i nawet coś udało mu się utargować.
Gdy chcemy z Józkiem gdzieś wyjść, zawsze zmieniamy się w złodziei jego czasu. To nie koniec naszych przewinień: nasze wspólne wyjścia trwają do późnej nocy - według Józka oczywiście, nawet jeśli przeczy temu świecące słońce.
Za to zawsze jest wesoło, gdy już gdzieś wyjdziemy razem. Oto film, który wciąż mnie rozśmiesza do łez. Jarek nakręcił go w ostatnią niedzielę, gdy z trudem udało nam się wyciągnąć Józia na Marsz dla Życia i Rodziny. Bawiliśmy się później na pikniku rodzinnym, z którego Józek wyszedł jako pierwszy.
Przygotujcie chusteczki, bo tego nie da się spokojnie obejrzeć. Oto Niebieski Sumo - Józio, Czerwony Sumo - Jasiek. Komentarze zza kamery wygłasza tata Jarek. A mama gdzieś obok zwija się ze śmiechu!

11 komentarzy:

  1. Chusteczka rzeczywiście się przydała, ale była mi już potrzebna przy waszym dialogu - gdzie znajduje się poradnia.
    Ciepło pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja się ciągle śmieję i płaczę ze śmiechu - dobry film na zakończenie dnia i rozpoczęcie

      Usuń
  2. no tak - Józek do ciebie to trzeba cierpliwości ;-) dobrego dnia i mam nadzieję, że już jest lepiej ha ha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy Józku przeważnie kasuję wszystkie swoje wyobrażenia na temat jakiejś sytuacji, inaczej co chwila bym była zaskoczona

      Usuń
  3. Anonimowy31 maja, 2013

    Mam wrażenie ,że Józio kiedyś jechał 3 godz. do Torunia...Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy31 maja, 2013

      Rozumiem Józka doskonale, też wpadam w panikę jak " ktoś lub coś" kradnie mi czas ;)
      Denerwuję się że czegoś nie zdążę zrobić, czegoś nie zobaczę, coś mnie ominie,
      a już szczególnie gdy zaburzony jest mój plan dnia ;)
      Staś jak zwykle uroczy, znajdzie rozwiązanie w każdej sytuacji :) :W:

      Usuń
    2. Małgorzata- właśnie tyle czasu jechaliśmy do Torunia. Jak kiedyś nie będę mogła sobie przypomnieć czegoś z życia Józka - to od razu do Ciebie napiszę! Jesteś skarbnicą.
      W: z moim czasem dzieją się ostatnio przedziwne rzeczy- pilnuję godzin spania, a reszta- dzieje się- czekam na wyleczoną nogę Jarka -wciąż

      Usuń
  4. kurczę, oplułam monitor herbatą;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha ha!!!!!!!!!!!!!!! Płuca :D !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Cudownie się zapada w tym kostiumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak Józio później powiedział, gdy obejrzał film- mam duże płuca!!!!

      Usuń