22 maja, 2013

o wystawowym zawrocie głowy

Gdy zapytałam Józia o wrażenia z wystawy "Stacja autyzm na UWM" usłyszałam od niego krótkie hasło:
- jedzenie!
Nie byłam tym zdziwiona - też mi się podobał poczęstunek, który dla nas przygotowano. Marcin, Kuba i Milena z Parku Pracy, działającego przy szkole Józka doskonale poradzili sobie z nową dla nich sytuacją i z tłumem ludzi. Stół był pięknie przystrojony,  uczniowie podawali napoje, częstowali zgromadzonych gości ciastkami. Józek, naśladując ich, przyniósł mi herbatę w filiżance:
- proszę - mamo, to dla Ciebie - powiedział.
Filiżanka była do połowy pełna - zupełnie jak w opowieści o optymistach i pesymistach. Dzięki patentowi "do połowy pełna" Józek idąc nie uronił nawet kropli herbaty mimo tego, że wykonywał przedziwne manewry: trzymając filiżankę wpatrywał się w podłogę i omijał każdą napotkaną osobę.
- bezy - bezy - takie białe ciasteczka - były bardzo dobre! - dołączył się do wspomnień o wystawie Staś, brat Józka.
Ciekawa jestem, co opowiedzą mi moje dzieci, gdy zbledną już wspomnienia zjedzonych ciastek.
Józek na pewno zapyta o gości z Niemiec, z którymi bardzo chciał porozmawiać podczas wystawy. Tak do końca to nie wiem, czy interesował go kontakt z drugim człowiekiem, czy bardziej fascynowały go wypowiadane słowa w innym języku.
- dlaczego oni mówią po niemiecku? - pytał - muszę to wiedzieć!
Szybko odnalazł ich pośród innych ludzi:
- jestem Józio Budny - przedstawił się kulturalnie.
- Andreas - odpowiedział nasz gość z Towarzystwa Parytetowej Pracy Socjalnej, zaproszony na wystawę przez Bożenę i Federację Organizacji Socjalnych.
- co?! dlaczego on powiedział: Andreas? - zaśmiał się głośno Józek, a potem ciągnął dalej ten trudny do powtórzenia dialog:
- mieszkam w Olsztynie!
- Allenstein - włączyła się tłumaczka.
- Jaki Einstein? - zdziwił się Józek, a Andreas w tym czasie zmierzwił włosy i w krótkiej chwili upodobnił się do znanego fizyka.
Później dowiedziałam się, że najlepiej dogadywał się z nimi mój Staś, na pożegnanie nawet przybili sobie piątki. W jakim języku rozmawiali - nie pytajcie mnie nawet. Józek dopiero w domu rozwinął swoją myśl o języku niemieckim. Zaczął od podania daty pierwszego rozbioru Polski - rok 1772, potem orzekł, że gdyby nie było niepodległości - i tu podał następną datę - wszyscy mówilibyśmy po niemiecku. 
To duży krok do przodu - jeszcze rok temu Józio z trudem uznawał, że istnieje język angielski. Napotkanym obcokrajowcom nakazywał mówić po polsku, a o istnieniu innych języków i ich liczbie woleliśmy mu nawet nie wspominać.

zdjęcie Jaś Budny
Wystawa miała kilka bardzo ważnych dla mnie momentów.
Bożenka, organizująca wystawę na UWM, podziękowała wszystkim osobom pomagającym nam przy wystawie: studentom za pomoc w przygotowaniu "Faktów i mitów o autyzmie", Orestowi za ulotki i plakaty, mojemu Jaśkowi za nazwę "Stacja autyzm" i Kacprowi za projekt plakatu i zaproszeń na wystawę. Pani Agnieszka Jabłońska, dyrektor Zespołu Placówek Edukacyjnych powiedziała o dumie, którą czuje, gdy patrzy na swoich uczniów - tego życzyła zgromadzonym studentom - przyszłym pedagogom. Pomyślałam o tym, że moje marzenie właśnie spełniło się: stoję na wystawie Józka prac, otoczona tłumem ludzi. Powiedziałam to głośno i zapewniłam, że to nie jest koniec realizacji marzeń - teraz czas na następne!
Wielu ludzi podchodziło do nas i mówiło o obrazach Józka i o wrażeniu, jakie zrobiły na nich. Wszyscy czytali naklejone na kartony fakty i mity o autyzmie. Kuba - maturzysta powiedział, że dziesięcioletni Józek bez problemu poradziłby sobie z pytaniami, które na tegorocznej maturze dotyczyły świata prehistorii. Józek, niestety, tego już nie słyszał. Kierowany swoim wewnętrznym zegarem, którego istnienie może potwierdzić Wanda, jedna z pierwszych czytelniczek blogu, wyszedł na korytarz o 19.00, żeby - tak, jak to robi codziennie o tej porze - odrobić lekcje. 
Nagłe zniknięcie Stasia przez chwilę zupełnie wytrąciło mnie z równowagi. Po bezach nie zostały nawet okruszki, a wraz z nimi ulotnił się Staś. Okazało się, że wymknął się na pogawędkę z panią portierką, której opowiadał o moim i o swoim życiu. Wcześniej Staś też przyprawił mnie o zawrót głowy. Gdy zgromadzonym gościom przedstawiałam historię powstania obrazów Staś podbiegł do mnie, złapał mocno za moją spódnicę i ciągnąc ją w dół, zawołał:
- chcę z Tobą razem zjeść, a nie z ciocią. Tylko z Tobą!
Spódnica miała mocne zapięcie, które utrzymało ją na miejscu. Gdyby to była zwykła gumka, wszystko potoczyłoby się inaczej.

zdjęcie Jaś B.

Dzięki wystawie zdobyłam też dodatkową wiedzę na temat wyposażenia damskiej torebki. Otóż w mojej torebce, pełnej przeróżnych rzeczy, brakuje bardzo przydatnego narzędzia: kombinerek. Ileż razy poprzedniego dnia, gdy wieszaliśmy obrazy w galerii okazywało się, że kombinerki są nam niezbędne. Tyle razy powtarzałam sobie, że zacznę kombinerki nosić przy sobie - tak na wszelki wypadek!

16 komentarzy:

  1. Od czasu poniedziałkowej burzy moje relacje z internetem określiłabym jako burzliwie. Prace modernizacyjne już są zakończone- jak zapewniono mnie dziś mailowo- rzeczywiście w końcu połączenie z internetem nie jest przerywane i wpis bez problemów pojawił się na blogu. Nareszcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha odnośnie spadających spódnic to jak byłam mała to kiedyś mamie w urzędzie ściągnełam ją do połowy, trzymając się kurczowo :) tak bałam się, że nie zostawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. utwierdzasz mnie w tym, że trzeba się rozważanie ubierać.

      Usuń
    2. tfu! miało być rozważnie, coś mało rozważna jestem dziś

      Usuń
  3. Anonimowy23 maja, 2013

    ..dzisiejsza "opowieść"..to prawdziwy wyciskacz łez :) jakieś takie wzruszenie ogarnia ,kiedy się czyta cytuję "Pani Agnieszka Jabłońska, dyrektor Zespołu Placówek Edukacyjnych powiedziała o dumie, którą czuje, gdy patrzy na swoich uczniów - tego życzyła zgromadzonym studentom - przyszłym pedagogom." to chyba najlepsza puenta wszystkiego co Wy,My i wszyscy wokoło robimy aby "przeciągnąć " te dzieci do "Naszego " świata ...
    J.N end M.N

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak było. Stali obok siebie: Milena, Marcin i Kuba, wokół jak satelita krążył Józek.Świetnie sobie poradzili w nowych warunkach i byliśmy z nich dumni. A moja historia o pancernej spódnicy- to przecież też wyciskacz łez.

      Usuń
  4. A może powinnaś scyzoryk nosić ze sobą? :D Albo jakiś harcerski niezbędnik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdziwiłam się, do ilu rzeczy kombinerki się przydają - mogą nawet służyć jak pół harcerskiego niezbędnika

      Usuń
  5. Bogusiu, kombinerki - toż to niezbędnik każdej kobiety ;-) - przynajmniej takich jak my - ja wożę w swoim "bączku" odkąd nie mogli mi odkręcić kurka od gazu

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy23 maja, 2013

    Jaś pięknie wyłapuje chwile:)Staś dba o uatrakcyjnianie wystawy-utrudniasz mu:)))
    A ja się niezmiennie cieszę,że do Ciebie wpadam:)))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie zaglądaj!Ty i Wanda to już stali bywalcy blogu. Jaśkowi przekażę komplement, a co do Stasia- to rzeczywiście atrakcja byłaby szeroko komentowana

      Usuń
  7. Poryczałam się ze śmiechu przy historii o Allensteinie vel Einsteinie :D:D:D I rozczuliłam nad Stasieńkową troską o morale bliźnich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy23 maja, 2013

      Możecie śmiało wyrzucić wszystkie zegary ;) Józek to "prawdziwy szwajcarski zegarek", jego wyczucie czasu jest bardzo precyzyjne: godz.5.00 budzenie , 19.00 odrabianie lekcji, a jak spóźnisz się pięć minut (np.godz.14.05),
      to możesz stracić prawa rodzicielskie :)))
      Podziwiam Józka,Milenę, Kubę, Marcina - ten tłum był trochę męczący, a oni dali radę, wytrzymali :)
      pozdrawiam :W:

      Usuń
    2. Anonimowy23 maja, 2013

      Może spódnice na szeklach ?? :W:

      Usuń
    3. spódnica na metalowych karabińczykach? i tak pewnie trzeba będzie zrobić, bo jak pewnie zauważyliście Elci nie było na wystawie. Jakby ona ciągnęła z drugiej strony, spódnica nie miałaby żadnych szans.
      Allenstein vel Einstein hihihi!

      Usuń