17 czerwca, 2013

o pani Krysi

Postać pani Krysi, opisanej na blogu mamy Antosia, pojawiła się w mojej głowie w sobotę i odtąd ten obraz nie chce mnie za żadne skarby opuścić. Zostałam zresztą uprzedzona - spotkanie z panią przewodnik z okolic Opola i małego autystycznego Antosia zostało zatytułowane "Obuchem w głowę". Sam tytuł zapowiada ogrom uczuć, jakie ogarną czytelnika podczas zagłębiania się w tę historię: mniej więcej w połowie tekstu otworzyłby mi się scyzoryk w kieszeni, gdybym tylko taki posiadała. Pod koniec czytania nabrałam ochoty odwiedzenia opisywanego zamku z moją całą rodziną, rodziną Antosia Bajkiewicza na dokładkę i przyjrzenia się z bliska pani Krysi...Czy pani Krysia też odmówiłaby nam zwiedzania zamku tłumacząc, że moje dzieci wydają dźwięki? Czy poradziłaby nam podanie dzieciom smoczków w celu ich uciszenia, jak to zaproponowała rodzicom Antosia? Czy po obejrzeniu legitymacji o niepełnosprawności Józka powiedziałaby nam, że skoro mamy takie dziecko, to dbajmy o to, by należycie się zachowywało?
Toczę wciąż niekończące się rozmowy z panią Krysią w mojej głowie i czekam, aż minie gniew i niesmak wywołany tą historią.
- pani Krysiu - mówię, chociaż tylko ja siebie słyszę - siostra Antka płakała, bo Antoś nie mógł z nią obejrzeć zamku.
- pani Krysiu - powtarzam - brawa dla rodziców za to, że wychodzą z dzieckiem, zamiast trzymać je w domu.
- pani Krysiu - dajmy tej rodzinie spokój, bo spokoju i zrozumienia potrzebują najbardziej. Potem milknę, bo wyobrażam sobie minę pani Krysi, gdyby towarzyszyła nam wczorajszej niedzieli. Otóż na festynie z okazji Święta ulicy Dąbrowszczaków miał odbyć się m.in. pokaz dzieci z integracyjnej szkółki piłkarskiej. Józek z braćmi od kilku miesięcy uczestniczy w każdym spotkaniu dzięki zaproszeniu Fundacji "Zdążyć z pomocą". Uczestniczy, bo zachęcamy go co czwartek, wytrzymując jego krzyki - z niechęcią podchodzi do wyjść z domu. Wczoraj też napotkaliśmy na jego głośny protest, spotęgowany białą koszulką, którą miał założyć. Nasz syn - pani Krysiu - akceptuje tylko niebieski kolor i nie jest to związane z naszymi błędami wychowawczymi. Udało nam się w końcu dojechać na festyn, chociaż z tylnego siedzenia samochodu wciąż słychać było mamrotanie Józka. Mamrotanie nasiliło się, gdy Józek zobaczył trenera i pozostałe dzieci ze szkółki. 
- to nie jest czwartek! - krzyczał i odwracał się tyłem do innych, tak jakby obraz dzieci, które spotyka nagle w inny dzień tygodnia boleśnie wwiercał mu się w głowę. Całkiem możliwe, że tak to odczuwał.
Jakimś cudem otrząsnął się z tego i wyszedł na scenę.

 
Głośno oklaskiwane, z medalami na szyjach dzieci zgarnęliśmy bocznymi uliczkami do samochodu, omijając pozostałe atrakcje festynu. Prowadziliśmy Józka, który jak lunatyk z zamkniętymi oczami próbował skręcać w stronę budek z hamburgerami i kiełbasami. Doświadczenie podpowiadało nam, że tłum ludzi tylko nasili takie sobie samopoczucie Józka.
Pojechaliśmy na lody z wybuchającą posypką, wcześniej już obiecane. Te z naszych dzieci, które dobrze reagują na zmiany, zaproponowały spacer rodzinny w kierunku małego wodospadu obok zamku. Józio głośno zaprotestował i tylko dzięki zakupionemu sokowi dał się namówić na podjechanie samochodem na miejsce. Reszta rodziny odbyła spacer, ciesząc się słońcem. Wypatrzyliśmy ciekawy plac zabaw, na który Józio, kolejny raz podczas tego dnia, zareagował krzykiem. Wcale nie przyjmujemy spokojnie tych głośnych dźwięków, jak być może myśli pani Krysia. Zawsze reagujemy, uspokajając Józka. Jaki jest koszt tego, wie każdy rodzic autystycznego dziecka - po spacerze zasnęłam w domu mimo wczesnego popołudnia, Jarek jeszcze dziś odsypiał niedzielne rekreacje.
Na placu zabaw mój starszy syn zaproponował:
- to jest zaginiona świątynia, będziemy szukać skarbu, a potem uciekniemy stąd!
Józek w białej koszulce - tej z występu - rzucił się na piasek i leżał powtarzając, że to nie jest żadna świątynia!
Wyszedł szybciej niż to planowaliśmy, za nim biegł Jarek - już tylko z jedną kulą, Jaś ze Stasiem, ja z Elą wierzgającą nogami, wściekłą z powodu opuszczenia nowego miejsca.
W samochodzie Józek uspokoił się nareszcie i zapanowała upragniona przez nas cisza.
- jestem wielkim szczemściarzem! - powiedział Staś, siedząc z medalem na szyi i z torbą upominków na kolanach.
- rzeczywiście jest szczemściarzem, na niego chyba najmniej działają te wszystkie krzyki - stwierdził Jarek.
Szczemściarą jestem i ja - pomyślałam. Zjadłam lody i byłam na spacerze z rodziną, nawet jeśli potrzebowałam potem kilku godzin regeneracyjnego snu. Widziałam krzyczące autystyczne dziecko - moje dziecko - i w każdym momencie rozumiałam, co wywołuje jego krzyk.
Prawdziwa ze mnie szczemściara - wiem o tym i tego samego życzę dziś wszystkim pani-Krysio-podobnym. 

17 komentarzy:

  1. Kiedys myślałam ze dzieci niepełnosprawne są uprzywilejowane, że wkoło nich rotwiera się parasol ochronny, nie wiedziałam tylko ze rodzice sami muszą ten parasol otwierać, żyłam mrzonkami że tak jest wszędzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u naszych dzieci niepełnosprawności nie widać - jak już na początku pani Krysia pomyśli, że ma przed sobą dziecko niegrzeczne, to potem tej myśli się trzyma

      Usuń
    2. R Fardreamer18 czerwca, 2013

      Bo prawda jest taka, że dzieci niegrzecznych z zaniedbania jest zwyczajnie więcej. I rodzice/otoczenie takich dzieci sądzi wszystkich innych po sobie.
      Drze się? Niegrzeczne. A rodzice głupi.
      Sami sobie tym wystawiają opinię.

      Tylko czy opiekunom i przyjaciołom osób niepełnosprawnych jest łatwiej z tą świadomością?

      Usuń
    3. ...i tak odkrywamy -warstwa po warstwie - motywy pani Krysi...

      Usuń
    4. To by tłumaczylo po co smoczek- zapchajbuźka, by siedziało cicho. A czemu ryczy...to juz przecież bez znaczenia.

      Usuń
  2. My również z chęcią wybierzemy się do pani Krysi i porozmawiamy.

    Matka Aspika,
    Szczemściara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...że Ty też ze Szczemściar to już wiem od dawna...

      Usuń
  3. Ja też jestem szczemściarom, że Was znam..... Gdy byłam mała, podczas festynów moja mama zawsze prowadziła mnie z dala od budek z goframi i kiełbaskami! Ciekawe dlaczego?! Propo niepełnosprawności to ostatnio podczas mojego pobytu w Częstochowie dowiedziałam się od Pani (która pobierała opłaty za toaletę)ciekawych rzeczy......, a mianowicie, że nie jestem niepełnosprawna bo nie jeżdżę na wózku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe jakby sie Pani Krysia zachowala jakby ja moj Jozek obcalowal;/
    Pozdrowionka dla calej Jozkowej rodzinki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkanie z Twoim Józiem zmieniłoby świat pani Krysi na zawsze. A jeszcze jakby swojego pieska zabrał...i my pozdrawiamy Józkową rodzinę z Malezji

      Usuń
  5. Życie im dalej tym trudniej. Jednak mam w nosie p. Krysie, wręcz pozwoliłabym madzi przejżeć jej torebkę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie od Ciebie to rzut beretem...

      Usuń
  6. Bardzo Ci dziękuję Bugusiu( i Jarkowi też). Proces przycierania nosa pani Krysi trwa, ale im więcej będziemy nagłaśniać takie zachowania tym wieksza nadzieja, że ktoś powie im "nie".
    A szczemciarami jesteśmy w każdej minucie tak naprawdę, nawet jak czasem bywa cieżko. Tylko panie Krysie chyba nie wiedzą, że można szczęście czerpać z rzeczy tak małych w ich mniemaniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Słów brakuje. Trudno sobie wyobrazić taki brak empatii i takie chamstwo. Bogusiu, chiałam napisać więcej, ale wyjeżdżamy na krótkie wakacje. Zaraz biegniemy na lotnisko i nie zdążę napisać to, co chciałam. Po powrocie sie odezwę. ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, dziękuję Ci za wszystkie Twoje komentarze!

      Usuń