03 czerwca, 2013

o zgubach warszawskich

Podczas naszego sobotniego pobytu w Warszawie zgubiliśmy zęba, ołówek i Józia. Najmniej przejęłam się ołówkiem, pozostawionym prawdopodobnie w metrze.
- jak się szukać go? jak szukać się go? - pytał Józek, gdy następnym razem znów wsiadaliśmy do wagonu.
Rozglądał się myśląc chyba, że metro ma tylko jeden wagon, którym jeździmy w różne miejsca o różnych godzinach.
- mój ołówek! - krzyczał, dopóki nie kazałam mu robić przysiadów po każdym głośniejszym wybuchu żalu.
Ołówek nie został znaleziony.
Podobnie jak ząb. Gdy Staś jadł jabłko, nazwane później przez Agnieszkę "dentystycznym jabłkiem", nagle z buzi wypadł mu (po raz pierwszy) ząb. Zachwycony tym wszystkim otworzył usta i wtedy zobaczyliśmy, że wypadły mu obie dolne jedynki. Gdzie podział się drugi ząb - do tej pory nikt nie wie. Możemy się tylko domyślać.
A co do zaginięcia Józia...
Myślałam, że mamy już to z głowy. Kilka lat temu właściwie każdy spacer wiązał się z ryzykiem jego ucieczki. Biegł zawsze szybko przed siebie, a my próbowaliśmy go złapać! Kilka jego sprytniejszych i bardziej wyrafinowanych ucieczek opisałam na blogu autyzm dzień po dniu. Mieliśmy za sobą m.in. Wielką Ucieczkę Józka, wspinanie się za nim po rusztowaniu i skrócenie sobie drogi w lesie do upragnionego celu.
W sobotę rozmawiałam z Basią, naszą nieocenioną przewodniczką po stolicy, o bransoletkach z imieniem dziecka i telefonem do rodziców. Powiedziałam, że już tego nie potrzebuję, choć wcześniej obwiesiłabym Józka od stóp do głów, gdyby tylko mi na to pozwolił. Patrzyłyśmy na bawiące się dzieci: Antka - jej syna i naszą olsztyńską brygadę: Jaśka, Józka, Igora, Stasia i Elę. To Basia pokazała nam niesamowity plac zabaw przy Placu Wilsona, na którym spędziliśmy kilka godzin.
zdjęcie Jaśko
Odpoczywaliśmy po zwiedzaniu muzeów. Padał deszcz, za chwilę wychodziło słońce i grzało tak mocno, że nasze ubrania parowały. 

zdjęcie Jaś

Zyskaliśmy mnóstwo wolnego czasu dzięki temu, że po Warszawie oprowadzała nas Basia. Po kolejnej spędzonej godzinie na placu zabaw Jarek nawet zaczął zastanawiać się:
- jeszcze dwie godziny do autobusu - co my będziemy robić?
Otóż niepotrzebnie się o to martwił: Józio znalazł dla nas zajęcie.
Gdy wróciłam ze Stasiem z pobliskiej kawiarni dla dzieci, w której odwiedzaliśmy toaletę, z przyzwyczajenia rozejrzałam się za Józkiem.
Oko mam już wyćwiczone: teren był rozległy, ale od razu wiedziałam, że na placu go nie ma.
- był tu chwilę wcześniej, pytał, kiedy już pojedziemy do domu...- mówił Jarek. Rozdzieliliśmy się. Aga została z dziećmi, Jarek pokuśtykał na kulach z jednej strony parku, ja obiegłam plac od strony metra. Nawet dworzec sprawdziłam. Wracając wysłałam sms-a Jarkowi:
- nie ma!
Zdecydowaliśmy, że dzwonimy po policję. Wybierałam już numer, gdy usłyszałam straż pożarną jadącą na sygnale.
- o ho! To do Józka - pomyślałam od razu i nie pytajcie mnie, skąd wiedziałam.
Wysiadło sześciu strażaków.
- czy oni z drzewa go będą ściągać, czy co? - zastanawiałam się, ale nie mogłam za bardzo zobaczyć, co tam się dzieje. Stałam przed przejściem dla pieszych, przed przebiegnięciem przez dwupasmową ulicę powstrzymywało mnie czerwone światło. Nagle między strażakami zobaczyłam Józka. Zaczęłam skakać do góry, machając rękami, ale nikt mnie nie zauważył. Stałam za daleko! Pięciu strażaków zatrzymało się przed bramą parku, a jeden razem z Józkiem skierował się w stronę placu zabaw.
W końcu zapaliło się zielone światło - jak torpeda pobiegłam do nich.
- to Józek, mój syn, szukaliśmy go, uciekł! - wydyszałam.
- ja wcale nie uciekłem! - zaoponował Józek.
- wszyscy go szukamy, gdzie on był?
- zatrzasnął się w ubikacji, w tojtojce - wyjaśnił mi strażak - krzyczał, bo nie mógł wyjść. Ktoś go usłyszał i zadzwonił po straż, tylko pomylił straż miejską ze strażą pożarną i dlatego my przyjechaliśmy - dokończył swoją opowieść strażak.
Józio, coraz bardziej rozzłoszczony, wrócił ze mną na plac zabaw. Wszyscy otoczyli go i pytali:
- dlaczego uciekłeś?
- ja nie uciekłem, nie zrobiłem nic złego! - tupnął na nas raz i drugi nogą.
Pewnie wypatrzył tę przenośną ubikację, gdy wchodziliśmy na teren parku. Przypomniała mu się w momencie potrzeby.
- musisz mi mówić, gdzie idziesz! Jesteśmy w nieznanym miejscu! - tłumaczyłam mu. Powoli schodziło ze mnie napięcie, nogi dopiero teraz zaczynały się trząść.
- ja nie zrobiłem nic złego - powtarzał Józek - nie jestem w żadnym nieznanym miejscu - jestem w Warszawie! - tłumaczył mi.
- a na jakiej ulicy teraz jesteś? znasz ją?
- jestem na ulicy plac zabaw - swobodnie wyjaśnił mi Józek i pewnie to samo powiedział strażakom.

42 komentarze:

  1. Bogusiu, telepatia! Przed chwilą właśnie na temat ucieczek Antosia opublikowałam post. I bardzo współczuję przeżyć, bo naprawdę wiem jaki to strach. To jest właśnie myslenie- Józia i Antka- którego my naszymi rozumkami jeszcze długo nie dogonimy. Ściskam Was mocno i ze zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale przygód! Domyślam się, co czuliście, jak szukaliśie Józka. Dobrze, że się szybko znalazł. No i nie ma jak matczyna intuicja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - przyzwyczaiłam się do myśli, że już mi nie ucieknie -a tu nadszedł nowy etap- samodzielność

      Usuń
  3. w całej tej sytuacji pozytywne jest to, że Józek potrafił wezwać pomoc i nie stracił "zimnej krwi". Zastanawiam się nad zakupem zegarka z lokalizatorem - obawiam się, że w podobnej sytuacji Tomek wpadłby w panikę. Plac zabaw znany mojemu maleństwu - jest tam jeszcze "mówiąca rura"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. plac zabaw -cudowny- Ela przez godzinę nie schodziła z kręcącego się w kółko talerza pod kątem ostrym. O rurę zapytałam chłopców- nie odkryli jej:)

      Usuń
  4. jesuuuu :-0 ja sie cala w srodku trzese jak tylko o tym pomysle! jak dobrze , ze wszystko dobrze sie skonczylo! buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. historia dla ludzi o mocnych nerwach! było ciężko, ta ubikacja była oddalona od placu zabaw - stąd nawet go tam nie szukaliśmy...bo Józek nie specjalnie lubi spacery dłuższe...

      Usuń
  5. no chyba bym umarla ze strachu, dobrze ze wszystko tak sie skonczylo
    co ze sroda bedziesz gdzies w poblizu zpe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takich sytuacjach reaguję jak automat -robię -co trzeba, idę- gdzie trzeba, uczucia schowane, dopiero później po wszystkim odreagowuję
      Kaśka- będę w ZPE i na pewno się spotkamy!

      Usuń
  6. No i przydałby sie "magiczny otwieracz",Józio miał intuicję:)Nie myślicie jeszcze o komórce dla Józia?Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ahahahaha! faktycznie tu bardziej byłby potrzebny niż przy Muzeum Geologicznym, o którym notabene Józek rozprawiał co chwila podczas naszego wyjazdu. Bałam się, że samodzielnie pojechał do tego Muzeum, znużony naszym brakiem chęci do pojechania do nieczynnego budynku. Dlatego pobiegłam w kierunku metra.

      Usuń
    2. Jak widać,Józio się jeszcze nie wyłamuje:)Zgubiła Was (nie Józia) jego spostrzegawczość i pamięć do szczegółów:)

      Usuń
    3. niebieska była i schowana za krzakami, w dodatku stała poza parkiem i w pewnym oddaleniu od placu zabaw. Wypatrzona przez Józka po jednym tylko spojrzeniu -ubikacja!

      Usuń
    4. A w sumie ,to jest b.optymistyczne.Pomyślałam ,jak to by było wszystko niemożliwe jeszcze rok temu!Dzi s Józio w Warszawie,czuje się "U siebie"to rewelacja:))M.

      Usuń
  7. No widzisz, no widzisz!!! Pisz do ITAKA po bransoletki. Ale przygoda!!! Po drugiej stronie góry, w tym parku, jest Fort, dobrze, ze tam Józio nie poszedł. Na drugi raz nie zostawię Was samych! Ale Antek już nie dawał rady, zasnął mi w tramwaju. Do następnego spotkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, nas to tylko spuścić na chwilę z oka i już zaczynamy rozrabiać. Dobrze, że nas pilnowałaś przez kilka godzin, bo kto wie, ile tych przygód jeszcze by było.
      Fort?- o rany!
      Następne spotkanie- koniecznie

      Usuń
  8. Ale przygody! Pamietasz, jak sie caly czas za jozkiem ogladalam podziwiajac Twoj spokoj? Mam nadzieje, ze ta jednorazowa przygoda go nie zburzy. Jozek faktycznie wlasciwie nie zrobil nic zlego wedle jego pojecia, bo co zlego jest w pojsciu do toalety? A ze sie zatrzasnal, to juz nie jego wina przeciez? Ale to cale zamieszanie to i jego chyba niezle zdenerwowalo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdenerwował się! nie każdy po wyjściu z ubikacji nagle widzi sześciu strażaków.
      Cieszę się z jednej strony, że Józek bardziej się nas pilnuje i dlatego pozwalam mu na większą samodzielność -już nie chodzę za nim tak jak kiedyś -krok w krok. Czy teraz nie zacznę go znów mocniej pilnować? Na pewno, do czasu, aż coś wymyślę - chodzi mi po głowie pomysł z komórką -z tej ubikacji mógłby do nas zadzwonić!

      Usuń
  9. Nawet nie wyobrażam sobie co czułaś widząc tą straż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ulgę! wierzę w strażaków, tylko zastanowiło mnie to, dlaczego jest ich tak dużo i co Józek zmalował.

      Usuń
  10. wiesz ja już tak przywykłam do ucieczek, że czytałam ze stoickim spokojem, wiedząc że Józek musiał zrobić coś ważnego, pech chciał, że się zatrzasnął, ale widzisz przynajmniej Straż pożarna nie zawiodła ;-)
    współczuję napięcia, paniki,strachu w obcym miejscu i wyrzutów Jarkowi, że nie patrzył za Józkiem ;-)
    Bransoletki są fajnym pomysłem- rozmawiałyśmy o nich rok temu na Twoim starym blogu i moim, u nas nie zdały egzaminu, bo Magdalena je wszystkie zdejmowała i wyrzucała ... Wycieczkę do Warszawy będziecie pamiętać długo mam tylko nadzieję, że toytoi nie będzie Wam się kojarzyć z warszawą ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mlodemu moj numer komorki na wewnetrznej stronie ramienia markerem pisalam ;)

      Usuń
    2. u nas bransoletki nie przejdą- będą pytania -dlaczego Jaś tego nie ma, a dlaczego Staś tego nie ma. A gdybym coś dała Józkowi jakiś napis o autyzmie to dodatkowo byłoby jego zdziwienie: "ja nie mam żadnego autyzma!"
      pomysł z telefonem napisanym markerem prosty i przez to- świetny!

      Usuń
    3. Najprostsze pomysly sa czasem najlepsze :) Nie da sie zdjac ani zlizac, wiec w razie czego bedzie doslownie pod reka :) Psa tez podpisuje, na wewnetrznej stronie obrozy, bo zawieszki zrywa, zawsze gdzies zawadzi, ale psica jak Kasper, pcha sie tam, gdzie najciasniej (i najbardziej mokro).

      Usuń
  11. Ale on przecież nie uciekł, tylko poszedł do ubikacji i się biedaczek zatrzasnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak! a że ubikacja była trochę oddalona od placu zabaw, to już nie jego wina! i w dodatku zamek, który zatrzasnął się...ajajaj!

      Usuń
  12. O rany.... podziwiam Twój spokój Bogusiu. Gdy to czytałam ciarki chodziły mi po plecach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawdę mówiąc to chyba miałam wszystkie objawy szoku:)

      Usuń
  13. takie przygody sa fajne do wspominania po fakcie..józek,kibelek i straż pozarna ale w trakcie trwania...brrr ciary.ekko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po latach powiemy tak: a pamiętasz Józek, jak otworzyły się drzwi do kibelka, a tam sześciu strażaków stało!

      Usuń
  14. Milena, niby zdrowa, a też mi niedawno w Warszawie uciekła, w ogrodach BUW - u, w ramach zabawy z siostrą cioteczną. A tam takie labirynty, że trzy osoby szukały dziewczyn przez jakiś kwadrans. Zabeczane towarzystwo znalazłam w końcu przy fontannie, nieopodal strumyka, do którego łatwo było wpaść. Na szczęście nie wpadły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. opasłe tomy można pisać o naszych pomysłowych dzieciach, od razu mi się przypomina historia z mojego dzieciństwa, jak wskoczyłam do głębokiego rowu wypełnionego wodą w futerku z królika. Środek zimy był wtedy, futerko ciągnęło w dół- brrr! jakiś przechodzący pan mnie wyciągnął

      Usuń
  15. ależ emocje !!!
    Ale " tylko spokój nas uratuje "
    Pozdrawiamy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz, gdy to wszystko jest już za mną -to rzeczywiście zaczynam czuć spokój

      Usuń
  16. Józek tak naprawdę nic złego nie zrobił, poszedł do toalety i na pewno wróciłby gdyby ta nie zatrzasnęła się.
    Nawet nie zwróciłby niczyjej uwagi swoją nieobecnością. Chciał wykazać się samodzielnością, którą chcemy nauczyć nasze dzieci, szkoda tylko że zabrakło poinformowania rodziców "dokąd idę."
    Czytając pierwsze zdanie tego posta poczułam niepokój o Józka. Dobrze że tak się skończyło,a wszystko to przez zamknięte Muzeum Geologiczne :) :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szukając go cały czas myślałam o tym nieszczęsnym Muzeum - a co jeśli sam się tam udał? ubikacja nie przyszła mi do głowy, bo nie skorzystałabym z tego przybytku. To wszystko długo nie trwało, pewnie Józek tak sobie pomyślał: szybko wrócę, wszystko będzie ok.

      Usuń
    2. o nie, nie wierze, ze Jozkowi takie mysli do glowy zaswitaly ;) Poczul potrzebe, skojarzyl toalete, wiec poszedl i glowe daje, ze nawet mu przez mysl nie przemknelo, co to moze oznaczac dla innych. Jakby tak pomyslal to by powiedzial, gdzie idzie ;)

      Usuń
    3. Bardzo trafne. Gdyby pomyślał to poinformowałby.
      J.B.

      Usuń
  17. Oj Bogusiu stalowe masz nerwy. A Józek to dla mnie bardzo odważny chłopak. Zareagował zupełnie prawidłowo. No każdy z nas by wrzeszczał :)) A że sprowadził strażaków? Ja tam wiem, że on super zdolny chłopiec jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się cieszę, z tego, że krzyczał! kurczę, gdyby zawstydził się, nie wiedzielibyśmy, gdzie jest! Jego złość na to wszystko była po prostu zdrowa.

      Usuń