08 lipca, 2013

o pierwszym dniu wyprawy Stacja autyzm: Łódź

Z dziennika podróży: Olsztyn - Łódź
Wyruszyliśmy 28 czerwca, od razu po rozdaniu świadectw szkolnych. Na dachu samochodu Jarek zamontował wypożyczony bagażnik - przewoziliśmy w nim dziesięć obrazów Józka, które następnego dnia miały zostać wystawione w Manufakturze łódzkiej. Między fotelami leżały plecaki i pudełko po butach, w którym przewoziliśmy leki - na wypadek, gdyby spełniły się moje lęki dotyczące chorujących w podróży dzieci. Na plecakach leżały soki, pudełko z ciastkami i dżem, które w ostatniej chwili przyniosła nam - na drogę - nasza kochana sąsiadka.
Do pamięci nawigacji Jarek wpisał adres Pauliny - blogerki, u której mieliśmy nocować.
 - "witam w systemie nawigacyjnym Auto Mapa - ze mną na pewno dojedziecie do celu - Krzysztof Hołowczyc" - przedstawił się lektor, mistrz kierownicy. Józek miał inne zdanie na temat nazwiska naszego przewodnika:
- ze mną dojedziecie do celu - Krzysztof Kolumb! - powtarzał już zawsze po włączeniu GPSa.
Nie planowaliśmy tego wcześniej, że Józek będzie siedział obok taty - kierowcy. Okazało się, że to strategiczne miejsce pozwoliło mu na opanowanie lęku przed setkami kilometrów. Niczym wyprostowany pilot wycieczki obserwował drogę, porównując ją jednocześnie z tym, co widział na GPSie.


- jechamy - krzyknął Józek na początku naszej drogi i pojechaliśmy.
Zostawiliśmy za sobą dom, którym opiekował się kolejna z naszych sąsiadek, do których mamy po prostu szczęście. Przez tydzień Marzenka podlewała naszą kwitnącą maciejkę i rosiczkę Jaśka - obwarowaną następującymi instrukcjami:
- "nie dotykać pułapek!"
- "nie karmić owadami - rosiczka łapie je sama!"
- "podlewać tylko wodą destylowaną - do podstawki!"
Krzysztof, zwany nadal przez Józka Kolumbem, obiecał nam, że w Łodzi będziemy w przeciągu trzech i pół godzin. Pasowało nam to, bo mieliśmy umówione spotkanie z Szymonem z fundacji JiM, który odpowiadał za organizację wystawy w Łodzi.
W drugim rzędzie foteli posadziliśmy naszego Staśka i Elę. Staś - chłopak złoto - okazał się być wiernym naśladowcą wydry Marlenki z "Pingwinów z Madagaskaru". Im dalej Marlenka oddalała się od zoo, tym bardziej zamieniała się w dzikie stworzenie. Podobnie Staś w miarę mijanych kilometrów zaczynał rzucać różnymi przedmiotami w pasażerów, chichotał, gdy rzut był udany, a potem zasypywał różnymi pytaniami tych, którzy przetrwali.
Pytania głównie dotyczyły celu naszej podróży.
- Łódź - odpowiadałam spokojnie, zanim jeszcze nie dostałam w nos odchylającym się znienacka do tyłu fotelem Staśka, który właśnie odkrywał różne przyciski przy swoim siedzeniu.
- a - łódź! Byłem tam z grupą z przedszkola - odpowiadał Staś, który nigdy nie był w Łodzi - a ryby będziemy tam łowić?
Rozbrykanym dzieciom stawialiśmy opór śpiewając z Jarkiem głośno: lalalalala! lub wymyślaliśmy konkursy na to, kto dłużej wytrzyma nic nie mówiąc. Nieodmiennie wygrywający Józek nadal obserwował GPS i drogę, natomiast Staś przegrał wszystkie podejścia.
Tak, jak Józek, przyjrzeliśmy się uważnie nawigacji. Mimo mijanych godzin i kilometrów wciąż mieliśmy trzy i pół godziny drogi do Łodzi.
Jechaliśmy różnymi trasami - ciągle posłuszni mistrzowi kierownicy - ale zaskakujące było to, że wciąż przejeżdżaliśmy przez małe miasteczka, w których prędkość oczywiście była zmniejszana.
- byk sika - dzielił się z nami obserwacjami Józek.
Raz na drodze gruntowej stanęło stado kur z kogutem na czele. Gdyby nie szybka reakcja Józka, kilka sztuk pojechałoby z nami na kolację do Pauliny.
- gdzie jesteście? - pytała nasza gospodyni, która smażyła dla nas naleśniki.
- widzę sady! - odpisywałam jej w smsie.
Spotkanie z Szymonem trzeba było odwołać, naleśniki musieliśmy sobie odpuścić. Mimo, że nie robiliśmy żadnych przystanków i żywiliśmy się tym, co sąsiadka nam przyniosła - w Łodzi byliśmy dopiero po pięciu i pół godzinach!
Na szczęście wystawa miała odbyć się dopiero następnego dnia i tylko dlatego nie załamała nas Masa Krytyczna - czyli olbrzymia grupa rowerzystów, którzy raz w miesiącu opanowują ulice Łodzi, manifestując różne swoje cele.
Zablokowali nasz przejazd na ponad pół godziny. Jarek wyłączył silnik samochodu i razem z innymi kierowcami i pieszymi staliśmy długo i bezczynnie.
Gdy dotarliśmy na miejsce nasze dzieci z miejsca zainteresowały się kotem i psem. Niewiele obchodził ich fakt, że wychodzimy i zostawiamy ich z wolontariuszkami z Fundacji. Dostaliśmy zaproszenie na spotkanie Jimowskie z okazji końca sezonu, podsumowujące rok pracy terapeutów, rodziców i wolontariuszy.
Przypominały mi się po drodze ich wszystkie akcje: partyzancki wyjazd do Warszawy i wyświetlanie na budynkach napisów związanych z autyzmem, akcja autyzm stop dyskryminacji w szkole, kalendarz z Dumnymi Mamami, założenie klubów Autyzm Help dla rodziców w Łodzi, Warszawie i kolejnych miastach, utworzenie na Facebooku grupy dla rodziców, w której można wyżalić się i pochwalić się.
zdjęcie Michał Awin
Już od jakiegoś czasu wszyscy dbali o to, by często pojawiały się komunikaty o wystawie Józka prac. Sylwia - koordynatorka Klubu Rodzica, pisała:
"to dla mnie ważne wydarzenie i szalenie się cieszę:) Zaproście rodzinę, przyjaciół, panie z przedszkola i szkoły, sąsiadów, miłe panie ze sklepu i razem z nami pokażcie światu to lepsze oblicze autyzmu. Oswajamy:)"
Na Facebooku pierwszy raz widziałam ponad sto udostępnień plakatu z wystawy.
To była fala życzliwości, która towarzyszyła nam do końca pobytu w Łodzi!
Szczęśliwi - jak nie wiem co - razem z Pauliną wróciliśmy do jej mieszkania. Czekała nas pierwsza noc poza domem.
cd oczywiście nastąpi...

18 komentarzy:

  1. Że też nie przywieźliście tych kogutów i kur, byłyby suto zastawione stoły :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e tam kury, trzeba bylo byka na hol wziac ;)

      Usuń
    2. następnym razem będę napotkane zwierzęta konsultować z Wami

      Usuń
  2. jak widziałaś sad,to może byłaś bliziutko mnie?Rosołki od Kolumba-super!Tylko brać:)
    A poważniej:nie mogę wyjść z podziwu ,ile w sumie fajnych znajomości przyniosła ta kampania "na jednym wózku":)))I co na to wszystko,po Waszych wystawach powie pan Marszałek??Premia dla Józia???Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pan Marszałek polubił od razu Józka, także na pewno ucieszyłoby go spotkanie.
      Właśnie zastanowiłam się, skąd my właściwie znamy się z Dumnymi Mamami z Łodzi - chyba z Facebooka? Właściwie w Łodzi cały czas rozmawialiśmy, buzie nam się nie zamykały -a o to nie zapytałam. Kampania na jednym wózku-utwierdziła te znajomości, bo zaglądaliśmy na swoje blogi codziennie i już w następnych miastach to odczuwałam: o spotkanych blogerach wiedziałam wszystko to, co napisali

      Usuń
    2. Małgorzato- być gdzieś niedaleko i nie spotkać Ciebie- nigdy bym sobie tego nie wybaczyła

      Usuń
  3. ..nie mogę się doczekać następnej części :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już ogarnę moje dzieci i te wakacje, to od razu napiszę!

      Usuń
  4. Piękna opowieść, i chętnie czytam kolejny raz :-)i oczywiście czekam na cd. Cieszę się że mogliście pokazać Autystę Geniusza i Jego prace :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. artysta myślami był już trochę w parku z dinozaurami, ale dał radę

      Usuń
  5. Józek jest boski. Wszyscy jesteście! Czekam na cd. I na kolejną wystawę w Łodzi. Jeśli będę musiała zmienić plany, to zmienię i tym razem będę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia - musi być ciąg dalszy! za krótko było

      Usuń
  6. Może zrobisz odstępstwo od zasady poniedziałek,środa,piątek i napiszesz coś jutro ?
    Czemu na coś fajnego trzeba czekać :)
    Nigdy nie lubiłam czekać na odcinek ciekawego serialu wyświetlanego raz w tygodniu (był kiedyś taki o Henryku VIII) ;)
    pozdrawiam :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje dzieci są na wakacjach, z mamą w domu. Czyli ze mną. Do laptopa nawet nie mam szans dostać się, chociaż jest mój. Będę pisała- dla Was jak najszybciej, jak się da- bo jest dla kogo

      Usuń
  7. Do kolekcji tytułów Józka dołączam kolejny "nawigator- narrator" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byk sika- oczywiście powiedziane było takim tonem- narratorsko poważnym

      Usuń
  8. Oczywiście, że Krzysztof Kolumb! Na Józku można polegać, bo on nigdy nie pozwoli na intelektualne lenistwo :)

    OdpowiedzUsuń