15 lipca, 2013

o trzecim dniu wyprawy: kierunek Wrocław

Wyprawa "stacja autyzm" jest już za nami - w pierwszym tygodniu wakacji przejechaliśmy setki kilometrów z czwórką kłócących się w samochodzie dzieci i z obrazami w wynajętym bagażniku. Zdarzało się kilka razy, że Józek kategorycznie stwierdzał:
- to najgorsze wakacje na świecie!
ale patrząc na sytuacje, w których to mówił, raczej pękaliśmy ze śmiechu niż traktowaliśmy to poważnie.
Po raz pierwszy usłyszeliśmy od niego ocenę naszego wyjazdu tuż po pierwszej wystawie. Postanowiliśmy wtedy, że zostaniemy na noc w Łodzi. Józio nagle zdał sobie sprawę, że rodzina nie rozumie jego potrzeb, pozostając ciągle w zbyt dużym oddaleniu od JuraParku w Krasiejowie, do którego jemu tak bardzo się śpieszyło. Od roku przecież rysował mapy tamtejszego parku z dinozaurami! W tej sytuacji mógł pomóc tylko telefon do przyjaciela.
Dzwoniliśmy do Igora, gdy tylko Józek zaczynał powtarzać:
- to najgorsze wakacje!
Ze strony przyjaciela padały dwa zdania, czasem jedno - ale to wystarczało Józkowi, żeby znacznie spokojniej podchodził do zmiennych, rodzinnych planów.
W deszczową niedzielę ostatniego dnia czerwca wyruszyliśmy z Łodzi zmieniając po raz kolejny umiejscowienie naszych dzieci w aucie. Nieprzerwanie toczyły się partyzanckie walki polegające na kopaniu w fotel lub nagłe opuszczanie siedzenia tak, by przygwoździć z tyłu przeciwnika. Tylko Józek pozostał na swoim miejscu do końca naszej drogi. Siedząc obok taty - kierowcy wyglądał na bardzo zadowolonego.
Po drodze mijaliśmy wóz, który toczył się powoli, aczkolwiek dostojnie. Dzieci zapewniły nas, że następne wakacje chciałyby spędzić właśnie w takim wozie. Ja tylko pomyślałam, że przyczepka na nasze ubrania musiałaby być znacznie większa.



W małym miasteczku za połowę ceny olsztyńskiej pizzy zjedliśmy pyszny obiad, którego przygotowanie Józek uważnie obserwował. Wzrokiem odprowadził przygotowaną pizzę aż do pieca. Staś w tym czasie ćwiczył fikołki na rynku miasteczka. Widocznie wcześniejszy przewrót do tyłu, który przypadkiem wykonał w ławce kościelnej podczas Mszy świętej, był tylko jedną z wielu akrobacji tego dnia.

Niedaleko Wrocławia czekała na nas Ania - mama Madzi - blogerka, u której mieliśmy spędzić dwie noce. Przy wejściu przywitał nas Goldi, pies, który okazał się wielką miłością moich dzieci.
- dlaczego ten pies kocha? - pytał Józek, gdy Goldi podbiegał do nas z kolejną zabawą. Wieczorem zapytał konkretnie:
- dlaczego ten pies tak mnie kocha?
Józio przeważnie utrzymuje dość duży dystans wobec psów, ale Goldi przełamywał jego strach. Do wieczora trwały zabawy, które... hmm ...hmm... pies wymyślał. Chyba nawet wygrał z chłopcami w przeciąganie liny.
Nareszcie nie byliśmy w centrum zainteresowania naszych dzieci. Czasem słychać było jakiś radosny okrzyk z ogrodu i to by było na tyle. Jarek odpoczywał po prowadzeniu wesołego auta przez 212 kilometrów. Ja oglądałam wiszące wokół rysunki Magdy, Ani i nieobecnego Szymka.
Józek niby nie zauważał tego, w każdym razie nie przyglądał się ścianom. Jednak następnego dnia, gdy usiadł przed laptopem, powiedział, że nie może grać, bo widzi rysunki. Dopiero, gdy wyszedł do innego pokoju, nic go już nie rozpraszało. Pewnie dlatego kiedyś pozbywał się każdego obrazu na ścianie naszego mieszkania. Bujał obrazami tak długo, aż spadały na ziemię. Widocznie były bardzo rozpraszające.
Nasze ciuchy wirowały w pralce, z Anią rozmawiałyśmy już kolejną godzinę, chłopcy kończyli zabawę z Goldim. Pozostała kwestia przekonania Józka do jutrzejszej wyprawy w Góry Stołowe - wiedzieliśmy, że nie będzie zbyt zadowolony. Może nawet nazwie nas Wielkim Chaosem - cóż... zawsze w pogotowiu była mama Igora z włączonym telefonem.
ciąg dalszy nastąpi, jak tylko uda mi się ogarnąć czwórkę dzieci rozbawionych wakacyjnym czasem

4 komentarze:

  1. Cieszę się, że z wyprawą dotarłaś Bogusiu do nas :-), tych rozmów miałyśmy za mało,ale cieszę się, że znaleźliście u nas chwilę na wypoczynek :-))
    Dobrego tygodnia Kochani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpoczynek był wspaniały, a spało nam się tak dobrze jak w domu

      Usuń
  2. Takie SPA-psychiczne z dogoterapią:)Gdyby nie ta odległość,Aniu:))Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj daleko, daleko, ale za rok powtórzymy wizytę, byle bez tego wozu konnego

      Usuń