14 sierpnia, 2013

o flakach z olejem

...czyli słów kilka o muzeach z pozycji mamy zwiedzającej z dziećmi różne miejsca.
Otóż zbyt wiele już widziałam w tym roku przybytków kultury, nauki i sztuki - podobnych do siebie, jak dwie krople wody. Szklane gabloty z eksponatami straszyły mnie nieraz ilością szczegółów i małymi literami opisów. Niechętne bileterki patrzyły na mnie zaskakująco podejrzliwie. Być może widziały we mnie to coś, co nie pozwala mi zaakceptować podstawowej zasady przeciętnego muzeum: "niczego nie dotykaj, niczego nie doświadczaj, a przy tym jak najwięcej się naucz!" Jeszcze trudniej jest mi ukryć zniecierpliwienie, odkąd zobaczyłam miejsce, z którego siłą trzeba było mnie wyciągać. Wszystkie inne muzea wydają mi się teraz straszliwą stratą czasu i przestrzeni - w porównaniu z tym Jedynym.
Oczywiście, że tym Jedynym jest Muzeum Powstania Warszawskiego. Jakżeby inaczej!
Tuż przy wejściu potknęłam się raz i drugi na granitowym bruku i to było to! Koniec ze śliskimi muzealnymi posadzkami - tu nawet podłoga idealnie oddawała klimat Warszawy z 1944 roku. Zaraz potem zobaczyłam serce Muzeum - wysoki monument, do którego przysuwaliśmy się blisko, żeby usłyszeć nawoływania ludzi, powstańcze piosenki i odgłosy wystrzałów. Obok zawieszonego bombowca Liberatora leżały paczki z pomocą - zrzucane dla walczącej Warszawy. Niby zwykła rzecz - to były puszki z jedzeniem - ale te najprostsze rzeczy czasem najbardziej pozostają w mojej pamięci. Chciałam biec wyżej, do następnych pięter i do kanału, o którym opowiadał mi Jasiek, ale ktoś musiał zostać z dziećmi w Sali Małego Powstańca. I tak pieczętowaliśmy zapamiętale wszystkie kartki napisem "Poczta Powstańcza", bawiliśmy się zabawkami - replikami z tamtych czasów, a gdy dzieci zajęły się sobą - czytałam zgromadzone w sali listy.
- gdybym była w powstańczej Warszawie, to byłoby moje miejsce, obok dzieci - przeszło mi przez głowę. To, co widziałam wokół było tak bardzo realne.
Oj, ciężko było mi potem wrócić do szarej, przeciętnej rzeczywistości muzealnej.
Odwiedzony wczoraj Grunwald wraz z Muzeum Bitwy pod Grunwaldem już mnie nie zachwycił. Po wejściu do środka stanęliśmy przed gablotami z bronią i manekinem w stroju rycerskim.
- czy ten człowiek jest z gumy, czy z plastiku? - zapytał mnie Józek scenicznym szeptem. Nie miałam - niestety - zielonego pojęcia. Gdybym tylko mogła pomacać tę wystającą z rękawa rycerską rączkę...
Stasia interesowało położenie Grunwaldu:
- czy ten Grunwald jest nad ziemią, czy pod ziemią? - pytał co chwila. Trochę czasu zajęło mi zrozumienie jego pytania, ale odkrycie tego, o czym pomyślał szalenie mi się spodobało. Skoro mówimy: "bitwa pod Grunwaldem", "jedziemy do Grunwaldu", "jestem w Grunwaldzie" - to ciekawy wszystkiego pięciolatek może nabrać pewnych podejrzeń co do wymowy. Staś nie byłby Stasiem, gdyby nie znalazł swojego rozwiązania i tak - według jego słów - wszyscy byliśmy tego dnia na Grunwaldzie.


Ela nudziła się w muzeum, dopóki nie zabrała Stasiowi miecza - zabawki. Mieczem zamachnęła się w stronę mojej głowy, przecięła powietrze obok nosa.
- proszę pani, a może pani mi powie, co mam zrobić, gdy siostra zabiera mi mój miecz? - zapytał Staś bileterki.
- nie wiem, dziecko, co Ty do mnie mówisz - odpowiedziała nieuprzejmie pani. Panią wytrąciła z równowagi dopiero wrzeszcząca Ela, pozbawiona oręża bojowego. Od razu usłyszałam typowe dla takich sytuacji burknięcie pani z muzeum oraz oczywiście kilka słów dotyczących charakteru Eli. Co ciekawe - naprawdę mnie to nie obeszło. Szkoda mi było mojego czasu na rozmowę z panią, wolałam zająć się Elizabeth. I dobrze zrobiłam: od mojej niesamowitej córki usłyszałam bowiem rzecz powalającą na kolana.
Otóż obok gablot z łukami ustawiono (właściwie dlaczego...?) obrazy współczesnego malarza. Zbiegiem okoliczności obrazy przypominały dzieło, które poprzedniego dnia Ela namalowała na swoim ubraniu, ścianie, ławie oraz nogach. Tak samo grubo położona farba, która zastygała spływając.
Ela za swoje dzieło usłyszała ode mnie kilka przykrych słów, a teraz stała, jak wryta, przed wiszącymi obrazami.
- fuj! ble! - jak prawdziwy krytyk podparła się pod boki - nu! nu! - karzącym palcem pomachała w stronę niewidocznego autora obrazów.
To mi wystarczyło! Żeby zobaczyć coś takiego, warto było przyjechać do Grunwaldu!
Wracaliśmy do samochodu przez pola, na których stoczono kiedyś znaną bitwę. Chyłkiem ominęliśmy wątpliwą okazję za jedyne sześć złotych sfotografowania się na koniu w ubraniu bojowym. Ciekawa jestem, co moje dzieci najbardziej zapamiętały z naszej wycieczki?

22 komentarze:

  1. bogusiu , no co ty - nie badz taka samokrytyczna !!! - Ela sie przedewszystkim nauczyla tego, ze jestes czlowiekiem, ktory tez czasami ma prawo do zmeczenia - a to bardzo dobra lekcja socjalna:-) - co do innych rzeczy i doswiadczen - jak bedziesz wypoczeta i ela bedzie miala ochote , rozlozysz folie w calym mieszkaniu , rozbierzesz ele i pozwolisz jej sie tarzac w farbie jesli tylko bedzie taka ochota :-))) - fajnie , ze milo spedzacie czas - nos do gory supermamo :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Twoją opinią co do muzeów. Muzeum Powstania Warszawskiego to numer 1. My wracamy do niego co roku i co roku mamy nowe wrażenia. Nawet Bartek jest tam miej znudzony. Mogę polecić Wam jeszcze jedno, w którym byliśmy i nam się spodobało,jest w Krakowskich Sukiennicach w podziemiu. Nigdy nie przypuszczałam, że muzeum archeologiczne mnie zachwyci (do tej pory unikałam ich jak ognia). Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarek przeczytał Twój komentarz i już chce jechać do Sukiennic!

      Usuń
  3. A ja jednak ubawiłam się setnie :):)Od momentu,w którym Józek przeistoczywszy się w trenera, zarządził intensywne ( jak sam powiedział) "ćwiczenia mieczowe" :D i z żelazną konsekwencją pilnował swoich uczniów ( Stasia i Igora ) aby zbytnio się nie wałkonili,jeno pracowali zakupionym na wejściu orężem. Jednak najbardziej wzruszająca była reakcja Eli,która w przypływie miłosierdzia kilkukrotnie wsparła Igora,ofiarując mu swój mieczyk na bańki do zabawy :) Och,pardon..... ofiarując mu rodowy Zerwikaptur do walki :P Zacna z Ciebie białogłowa Elu :* :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miecze- to jest to! chłopcy są wciąż zafascynowani nimi. Ela zawsze ma w Tobie obrońcę - i adwokata - i dobrze!

      Usuń
  4. o rany, buuu; Muzeum Powst. Warszaw., pamiętam do dzisiaj choć byłam tam wieki temu, nasz pobyt ostatni to Panorama Racławicka- Magdalena postawiła na głowie wszystko i wszystkich- ale było miło- nie jak w przeciętnym zapyziałym muzeum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panorama jeszcze przed nami- może w przyszłym roku

      Usuń
  5. Jestem ciekawa,jak teraz Ela zareaguje,kiedy dowie się ,że ktoś jest artystą malarzem:)I jak pokażesz jej kolejne dzieła?:)Ale może tak właśnie rodzą się krytycy?:)))Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nareszcie! już się rozglądałam za Tobą - mam nadzieję, że już zostaniesz i będziesz pisać, bo ja się przyzwyczajam do komentujących i potem mi ich brakuje.
      Pamiętasz, jak przy "autyzm dzień po dniu" piłaś kawę- czasem wieczorną, gdy spóźniałam się z wpisem? ostatnio zajrzałam sobie na poprzedni blog i uśmiałam się szczerze!

      Usuń
  6. Wakacje i brak netu-ale jasne,że jestem:)i dalej czekam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj późna czasem ta kawa, ale i u mnie wakacje- co oznacza czwórkę dzieci w domu oczekujących uwagi i zabaw. Wrzesień już niedługo, to i na blogu częściej i wcześniej coś się pojawi

      Usuń
  7. Oho, czyli lata lecą a muzeum na polach grunwaldzkich nadal się nie zmienia. Trzeba im było pokazać ruiny kaplicy którą wybudował Jagiełło po bitwie, jej historia jest ciekawsza niż wszystkie eksponaty z muzeum. Albo zabrać na stanowisko pracujących nieopodal archeologów, powiedzieć" my od Gośki" i już byście mieli atrakcje z prawdziwą historią bitwy pod Grunwaldem w tle. A swoją drogą Elcia na stanowisku archeologicznym to byłoby COŚ!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, wróciłam już, może jakiś miting wieczorny on line?:)

      Usuń
    2. gdybyśmy tylko wiedzieli, że ty od Grunwaldu - to nawet transparent ze zdjęciem bym zrobiła. Eli na stanowisku archeologa nawet sobie nie wyobrażam - dużo byłoby sprzątania

      Usuń
  8. No to Grunwald już zaliczony:) widać i Twoi "rycerze" musieli stoczyć tam bitwę -miejsca o wiele więcej niż w olsztyńskim mieszkaniu ;)) Popieram opinię Eli co do malarstwa nowoczesnego;) jednak haftowana "Bitwa pod grunwaldem" zrobiła na mnie wrażenie:0 . W krakowskich sukiennicach można "posprzeczać się" z wirtualnym strażnikiem:)) muzeum naprawdę ciekawe !!
    pozdrawiam :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bitwy po powrocie też są toczone - jakby nie było zakupy w straganach zrobiliśmy. A obok haftowanej bitwy wisiała informacja o ilości osób, które ten obraz stworzyły.

      Usuń
  9. Znalazłem właśnie taką informację:

    http://histmag.org/Interaktywne-Muzeum-Panstwa-Krzyzackiego-w-Dzialdowie-o-rycerzach-zakonnikach-nowoczesnie-i-bez-stereotypow-8312

    może to muzem warto dopisać do listy miejsc do odwiedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaciekawiłeś mnie tym linkiem, trzeba to sprawdzić, koniecznie

      Usuń
  10. Oj Bogusiu widzę, że w wielu kwestiach mamy podobne zdanie :)) Zdecydowanie muzeom polskim brak otwartości na dziecko, a informacje o Muzeum Powstania Warszawskiego zachowuję, bo udajemy się w październiku do Warszawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Muzeum Powstania Warszawskiego moimi zmysłami....
      Wchodząc do środka przyjąłem postawę przede wszystkim opiekuna swoich dzieci, a dopiero w drugiej kolejności zwiedzającego. Dlatego nie wszystka treść do mnie dotarła. Najbardziej utkwiła mi w pamięci instalacja "czarnego muru". Zaraz po wejściu (tak się złożyło) usłyszałem narastający świst zrzucanej bomby i jej wybuch. Jeszcze nie wiedziałem skąd ten dźwięk pochodził. Idąc dalej usłyszałem bicie serca. Zlokalizowałem go w obrębie czarnego muru. Ujrzałem ludzi przykładających uszy do muru w taki sposób jakby wsłuchiwali się w to bicie serca. Dalej przyjrzałem się murowi. Były na nich symbole Powstańczej Warszawy i ślady otworów po strzałach i odłamkach. Okazało się, że ludzie którzy przykładali ucho do muru robili to w miejscach tych otworów. Gdy to zrobiłem usłyszałem dźwięki, które mogli słyszeć powstańcy przedzierający się kanałami lub odgłosy karabinów, komunikatów podawanych przez megafony itd. Sam również zrobiłem wycieczkę po tych wszystkich odgłosach. I wtedy ponownie usłyszałem ten sam narastający świst zrzucanej bomby i jej wybuch. Muzeum Powstania Warszawskiego kryje przede mną jeszcze wiele tajemnic i na pewno odwiedzę je jeszcze niejeden raz, najlepiej indywidualnie.
      Jarek Budny

      Usuń
    2. lasche - w październiku odwiedzicie Muzeum Powstania Warszawskiego - czy Centrum Kopernika?:)

      Usuń