19 sierpnia, 2013

o zwierzętowym kocie

Wprost proporcjonalnie do upływających wakacji zanika w moim domu poprawna polszczyzna. Problem dotyczy na razie tylko moich dzieci, ale wiadomo, że kto z kim przestaje, takim się staje... jeśli zobaczycie za jakiś czas zupełnie nieczytelny wpis, będzie to oznaczało, że i mnie dotknęła ta przypadłość. Przykłady można by mnożyć, bo i musztarda okazuje się być robiona z ocetu, a w Krasiejowie moje dzieci widziały pawy, które chodziły po łące. Pogoda zagarsza się ostatnio - w ocenie mojego Staśka, a kolację dorośli ją, a nie - jedzą.
Czasem jedna z osób - błędnie używająca języka - poprawia drugą i tak powstaje nowomowa:
- dlaczego ten tam w środku chciał zdobyć dwie kielich?- pyta Józef podczas oglądania filmu o Indiana Jonesie.
- kielichy dwie - poucza go młodszy brat i - kurczę blaszka  - jak tak dalej pójdzie, to i ja za jakiś czas będę się przy tej formie gramatycznej upierać.
Wśród zwrotów nieznanych polonistom jest też zwierzętowy kot. Jestem prawie całkowicie pewna, że to określenie pojawiło się w drodze do Opola, przed lipcową wystawą. Zwierzętowego kota wymyślił oczywiście Józio, zdesperowany i bezradny wobec odgłosów miauczenia wydawanych przez Elę. Na szczęście dla Józka Ela odkryła windę w bibliotece, w której zorganizowano wystawę. Winda była ciekawsza od widoku zdenerwowanego brata, więc miauczenie natychmiast ucichło.
Uwolniony od uporczywego dźwięku Józio mógł w spokoju zająć się tym, co lubi najbardziej: czytaniem książek. Zorganizowanie wystawy jego prac w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu zaplanowała i obmyśliła mama Antosia z blogu Pomóżmy Antosiowi, współpracująca z fundacją Prodeste. Miedzy terapiami i opieką nad dziećmi Gosia znalazła czas, żeby ustalić szczegóły z dyrekcją biblioteki, uzyskać patronat prezydenta miasta i wzbudzić zainteresowanie mediów. Dzięki temu wystawa przyciągnęła wiele osób.
Przy wejściu do biblioteki czytelników i gości witał plakat zapowiadający spotkanie z Józkiem.




Naszego artystę (mającego za sobą już cztery wystawy) nie przestraszyło ani nowe miejsce, ani tłum nieznanych mu ludzi. Oglądał z ciekawością ciasta na stolikach, a z rąk nie wypuszczał długopisu podpisanego jego imieniem i nazwiskiem, który sprezentowała mu jedna z uczestniczek wystawy. Z nosem w książkach czuł się prawie jak u siebie.

na zdjęciu Józek z Pawłem, którego znaliśmy do tej pory tylko wirtualnie
Gdy Józek przejrzał już książki przygotowane na stoliku poszedł poszukać następnych pozycji. Gdybyż tylko poinformował nas o tym - tak, jak go tego uczymy. Swoim zwyczajem jednak wstał - prawie nie zauważony przez nikogo - i poszedł do windy w tej akurat chwili nieokupowanej przez Elę. Szczęśliwie jego cichą wyprawę obserwowała Antosiowa mama, która zdążyła wsiąść, zanim drzwi windy zamknęły się. Minęli jedno piętro, potem drugie. Na kolejnym Józio powiedział, że niżej widział książkę o historii Polski i chciałby ją teraz zobaczyć. Jego tajemnicą zostanie, jak zdołał wypatrzeć tę książkę na oddalonych półkach podczas kilkusekundowego przejazdu windy przez piętro. Gdy zjechali Józio podszedł pewnie do półki i wyciągnął książkę, którą widział z daleka. Poprosił jeszcze o wizytę w dziale przyrodniczym, po czym wrócił na dół na wystawę.
Pewnie nie obyło się od kolejnego obejrzenia ciast, za którymi Józio nie przepada, natomiast zawsze zainteresowany jest proces ich przygotowywania. Ciasta specjalnie na wystawę przywiozła Ela - mama Pawła z blogu Inny, ale nie gorszy. Taka to już jest solidarność rodziców osób z autyzmem. Wśród gości krążyły też dziewczyny z blogu o Justynce, które przyjechały dla Józka - z daleka.

 



Goście nie chcieli nas wypuścić, a obrazy Józka podobały się tak bardzo, że nawet padła propozycja pozostawienia ich na dłużej. Wystawa miała jedna charakter objazdowy, więc tak, jak w Łodzi i we Wrocławiu po kilku godzinach spotkań z ludźmi zdjęliśmy obrazy ze ścian i zapakowaliśmy je w ochronne folie.
 

W tle zdjęcia widoczni są mistrzowie drugiego planu - nasz Staś i Hania, siostra Antka. Pod czujnym okiem ochroniarza i mamy Bogusi robiącej zdjęcia skrzętnie wyjęli kamień po kamieniu z dekoracji zdobiącej hall biblioteki. Przywrócenie wcześniejszego kamiennego ładu zajęło potem prawie dwadzieścia minut.


Józio pilnujący porządku i pory posiłków ciągnął nas już na zewnątrz. W pobliskiej restauracji zamówiliśmy naleśniki, które wróbelki próbowały wyskubać nam z rąk. Prawdziwą ucztę ptaki miały przy naleśniku Józia. Nasz spec od rysunku odmówił potrawy, której nadzienia nie znał, nazwał cały posiłek nudnym i nie przestawał mówić o pizzerii, która tylko on zauważył w drodze na wystawę. Widocznie już wtedy zaplanował sobie obiad, a naszymi naleśnikami z bitą śmietaną i owocami najzwyczajniej w świecie wytrąciliśmy go z równowagi.
...bo tak to już jest, jak przy każdej okazji powtarza nasz Józek - smakosz tego, co znane:
- pizza i spaghetti - to mój ulubiony posiłek!

19 komentarzy:

  1. No wzrok to rzeczywiście ma sokoli. Macie fajne wspomnienia z wakacji

    OdpowiedzUsuń
  2. " Z kim się zadajesz takim się stajesz" ha ha witaj w klubie.
    Moje wpisy ostatnio wyglądają tak jakby dzieci je pisały :-)
    Super zdjęcia i wspomnienia- Gratulujemy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w końcu opisałam opolską wystawę- co chwila coś mnie odciągało- a to wyjazd z Elą, a to następne wydarzenia. Wystawa objazdowa już zakończona, chociaż za tydzień pojawimy się jeszcze w bibliotece osiedlowej z obrazami

      Usuń
  3. Hahah bo nigdy nie może być nudno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze tylko Twoich dzieci zabrakło i już byłby fajny komplet do przekładania kamyków z dekoracji

      Usuń
  4. Spostrzegawczość Józka jest do pozazdroszczenia:)gdybym tak ja miała choć 10 procencików...Bo we własnym domu wciąż czegoś szukam i szukam:)
    Kulinarnie-zgadzam się z Józiem:)))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. talenty Józka są tak praktyczne- ja też mu zazdroszczę

      Usuń
  5. Do słownika dorzucam GORFY i PĄCZKĘ,które dzięki Józkowi zyskały znacząco na smaku :) Tudzież KOŁO,które dzięki Eli stało się synonimem kulturalnego informowania o cielesnych potrzebach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mogłam zapomnieć o gorfach- jeszcze się pojawią przy wpisie o Juraparkach.

      Usuń
  6. :-) - gratuluje kolejnej udanej wystawy! joziu pizza i spaghetti gora!!! :-) - u nas to zupa pomidorowa i frytki z sola :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps - jak odmienia sie poprawnie slowo Blog? - Bloga czy Blogu ? czy obie formy sa poprawne? , bo ja pisze raz tak , raz tak i nigdy pewna nie jestem

      Usuń
    2. mniam! a co do blogu i bloga to sprawdziłam od razu u polonistów: "piszę blog", "publikuję na blogu", ale i forma "mam bloga", choć potoczna, jest poprawna.

      Usuń
  7. Witam.Mam podobnie,u nas od zawsze były i są dalej ciekawe słówka,a czasem całe zdania.Nie zapomnę jak Stefcia płakała w szkole Łukasza,że chce żarówkę :D ,a chodziło o drożdżówkę oczywiście,a dziś chciała kotlety z mandarynką i z tym miałam problem :D (miała na myśli mortadelę w cieście)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak Ci się udało tę mortadelę rozszyfrować?

      Usuń
    2. Stefcia mówi "martadelka" więc do słowa "mandarynka" blisko :):):)Zgadywaliśmy z mężem razem i muszę być szczera i przyznać,że to mężowi się udało rozszyfrować:) Pozdrawiam

      Usuń
  8. a już myślałam, że to cudowne miejsce Opole minie bez opisu jak szybko mijają wakacje, a językiem polskim w nowomowie możesz spotkać się niestety wszędzie :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opole jest zachwycające! piękne miasto z niesamowitymi pomnikami - Papa Musiał z rozwianym szalikiem rozbroił mnie zupełnie, most przy bibliotece - taki romantyczny, a w fontannach łowiliśmy tęczę
      nowomowa- tak- to nie tylko moich dzieci dziedzina

      Usuń
  9. Spłakałam się ze śmiechu: kielichy dwie! Cudne. I ja zauważyłam u nas w domu taką przypadłość. Ale szkoła za pasem!
    Katarzyna W.

    OdpowiedzUsuń