14 września, 2013

o głupim i nudnym

- czy on przyjdzie? kiedy on przyjdzie? - tęsknota Józka zawsze jest olbrzymia.
- ciągle pracuje i pracuje? - pytał, a ja nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć.
- zadzwoń do niego! - zawołał, odchodząc od okna.
Ach, żeby to było takie proste i dotyczyło na przykład taty Józka. Do niego mogłabym zadzwonić, ale Jarek wraca z pracy mniej więcej o tej samej porze i dlatego jego nieobecność Józka nie martwi. Gorzej było z wyczekiwanym listonoszem.
- nie mam numeru telefonu listonosza! - mówię Józkowi, który od rana oczekiwał na przesyłkę.
- a może pójdziesz na pocztę i powiesz, że pan listonosz nie umiał chodzić, nie umiał przyjść? - Józio wciąż szukał jakiś rozwiązań, które przyspieszyłyby otrzymanie paczki.
Z powodu deszczu nie zamierzałam tego dnia odwiedzać poczty, w dodatku w domu od tygodnia miałam dwóch zakatarzonych młodzieńców. Jeden z nich prawie ciągle siedział przy oknie, obserwował pocztę i kichał.
- jest! widzę go! - Józek przerwał nagle moje myśli o wpływie września na choroby dziecięce. Tak, jak połowa znanych mi dzieci Jaś i Józek zachorowali już w drugim tygodniu uczęszczania do szkoły. Właściwie to powinnam cieszyć się z tego, że przynajmniej tydzień do szkoły uczęszczali - wyjaśniała mi telefonicznie koleżanka - bo mogłam mieć chore dzieci już od drugiego września - tak, jak to się przydarzyło wielu innym znajomym.
Patrzę przez okno i listonosza nie widzę. Brakuje mi tego sokolego wzroku Józka, który pomiędzy drzewami i krzewami odgradzającymi nas od poczty wypatrzył uniform i charakterystyczną torbę listonosza.
- o nie! poszedł kupić jedzenie! - Józek poinformował mnie o dalszych poczynaniach listonosza.
To była nasz ostatni kontakt z pocztą tego dnia - przesyłki nadal nie otrzymaliśmy.
Następnego dnia już o piątej nad ranem zostałam obudzona przez Józefa:
- czy on zaraz przyjdzie?
W panice usiadłam wyprostowana na łóżku:
- listonosz śpi, a poczta zamknięta! - wyrecytowałam wcale niezaspanym głosem.
Józia zaskoczyło to lekko: jak można o tej porze spać?
- czy on nadchodzi? - dopytywał się następnie co godzinę, dopóki z poczty Jasiek nie przyniósł informacji, że przesyłek priorytetowych nie przynoszą listonosze z poczty za naszym blokiem - są one przywożone samochodem. Józek natychmiast zmienił front i przeniósł się do innego pokoju, skąd widać było nadjeżdżające samochody.
- około 15:00 ma przyjechać - dodał Jaś.
- to potrwa dłużej, do końca świata! - zmartwił się Józek i przynajmniej połowa jego wypowiedzi okazała się być prorocza.
O godzinie 15:00 Józek w podskokach przebiegł przez mieszkanie, ale już minutę później ogarnęło go przygnębienie. Zgodnie z jego najgorszymi przeczuciami listonosz nie dotarł do nas tego dnia, a ponieważ w sobotę i w niedzielę poczta jest nieczynna, to proszę o trzymanie za nas kciuków, abyśmy wytrzymali krzyki Józka i w zdrowiu psychicznym dotrwali do poniedziałku.
Wielki żal spowodował zmianę nastawienia Józka do nieświadomych niczego pracowników poczty. Do tej pory uważani byli za osoby, które wszystko potrafią, a na pewno wszystko dostarczą. Każdy listonosz miał według Józka pozycję wyższą niż św. Mikołaj i Spiderman. Teraz to się zmieniło:
- on nic nie rozumie. Jest głupi! - wykrzyczał Józek obelgę, którą stosuje tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Oj, oberwie się panu listonoszowi w poniedziałek. Na domiar złego może jeszcze usłyszeć, że jest nudny - a to określenie jest używane przez Józka w tych sytuacjach, gdy inni klną i tupią nogami.
Do tej pory Józek nie miał potrzeby wzbogacania swojego słownika o wyrazy bardziej dosadne. Coś mi się wydaje, że to Ela będzie osobą, która najszybciej do tego doprowadzi. Nie dość, że mały łobuz nie ustaje w dokuczliwych żartach, po których aż język świerzbi, to jeszcze ma bardziej urozmaicone słownictwo od starszego brata.
Przekonałyśmy się o tym z koleżanką, z którą spotkałyśmy się podczas wielogodzinnej podróży z Chorzowa, ze szpitala.
Miałam to szczęście, że ktoś znajomy zostawał z bagażami, gdy ja wędrowałam korytarzem do koła, wiszącego obok ubikacji. Koło przyciągnęło uwagę Eli - jak nic innego w tym pociągu.
Ela szybko zorientowała się, że samo słowo "koło" nie wystarczy, żeby mama chciała po raz kolejny przejść się tam i z powrotem. Oczywiście skojarzyła, że blisko koła jest ubikacja, a przecież dziecku nikt nie odmówi pójścia do toalety. O toalecie natychmiast zapominała, gdy widziała koło.
W którymś momencie mały uciekinier próbował sam pobiec do obiektu zainteresowania.
Bożenka zagrodziła jej drogę - a tego Ela nie lubi:
- keke - Ty!  - Ela podparła się jedną rączką pod bok, a palcem drugiej ręki wskazywała na Bożenkę, żeby było wiadomo, do kogo kieruje swoje ostre słowa. Wiedziałyśmy, że to na pewno jest coś mocnego, bo wszystkiemu towarzyszyła wściekła mina Eli.
- ciekawe, co ona powiedziała - zastanowiła się Bożenka.
- ciekawe... - też nie miałam zielonego pojęcia, co to znaczy.
Bożenka postanowiła zaryzykować i odpowiedziała Eli:
- keke Ty!
Wtedy okazało się, jak bardzo są to obraźliwe słowa. Ela rymsnęła jak długa na podłogę w pociągu (tfu! - na podłogę w pociągu!) i płakała długo i przejmująco. Czasem tylko spoglądała przez palce, którymi zakrywała oczy - sprawdzała, czy wiemy, jak bardzo została urażona.
"Głupi" i "nudny" - używane przez Józka - trochę blado przy tym wypadają.

30 komentarzy:

  1. no to narozrabiałyście z Bożenką ;-)
    Józek już kiedyś tak czekał na jedną paczkę- wymarzona grę, ale nie używał epitetów ;-) dorasta
    ;-)wyraża się - sił na weekend zatem- poczta zamknięta na głucho do szkoły tez się nie chodzi, bo trzeba iść do kościoła???? głośno myślę, ale To Ty jesteś na miejscu i wiesz najlepiej :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też pamiętam, jak wszyscy na blogu czekali z Józkiem na konsolę, której przesłanie się opóźniało. Teraz jest inaczej- dziś rano J. powiedział- że da radę, wytrzyma- to i my wytrzymamy - byle do poniedziałku (a brak szkoły też swoją drogą tęsknotę nasila)

      Usuń
    2. a z Bożenką do tej pory używamy kodu: "koło", zamiast mało eleganckiego w towarzystwie: "idę do toalety". Z obelgi rzuconej przez Elę śmiałyśmy się przez całą drogę, a była to droga 9-cio godzinna

      Usuń
  2. :D :D nie chciałabym być w skórze listonosz w poniedziałek :P hehe, choć ja też nie mogę się zawsze doczekać moich przesyłek :) pozdrowienia dla Was i zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obawiam się, czy nowa fala chorób nie nadchodzi. Gdy tak patrzę na moją Elę mam pewne podejrzenia - obym się myliła- bo czeka mnie wtedy następny tydzień z zasmarkańcem

      Usuń
  3. Łukasz tak samo wyczekuje swoich przesyłek.Wytrwałości na weekend.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łukasz to dopiero pomysły- już go sobie wyobrażam z przesyłką w ręku

      Usuń
  4. Biedny będzie w poniedziałek Wasz listonosz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieświadomy niczego w spokoju spędza sobotę i niedzielę

      Usuń

  5. Mam nadzieję, że pan listonosz rychło w pn dotrze do Józefa.

    U mego Przystojniaka "epitety" niestety goszczą, i dziwi się negacji przecież jest duży...
    Jakby to pozwalało na sianie tymi słowami...
    Ach...
    Przystojniaka nieraz po prostu nie informuję...
    Bo przeżywa...
    Martwi się...
    Ale tak trudno czasami trzeba powiedzieć...
    I swe wytłumaczyć...wysłuchać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet sobie nie wyobrażam, co nas czeka - gdy w poniedziałek przesyłki nie będzie

      Usuń
  6. Ach, a mnie ogromnie ciekawi na co tam Józek tak czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek tak bardzo czeka zawsze na dwie rzeczy: na książki, z których na przykład kawałek strony został urwany i on już tej książki nie może mieć, musi być nowa. Albo na osprzęt do swojego nintenda. Teraz czekamy na kartę z grami właśnie do tej ulubionej niebieskiej konsoli.

      Usuń
    2. Oj to w czekaniu na coś do konsoli Lukasz chyba spałby na wycieraczce:D Stefcia znowu ma to samo z książkami. Najgorsze,że niektórych książek już nie ma. Najbardziej był płacz nad książką z przedszkola po Łukaszu, Stefcia ją przejęła i tylko raz udało mi się wynaleźć na internecie taką.W wydawnictwie nie mieli już w żadnym magazynie:( Radzę zrobić zapas ulubionych książek o ile to możliwe.

      Usuń
    3. Basiu- właśnie tak! ja czasem szukam po wydawnictwach książek ulubionych Józkowych, a dowiaduję się, że już ich nie ma -pozostaje wtedy Allegro, antykwariaty- jedną książkę nawet w ciucholandzie znalazłam

      Usuń
  7. z tego własnie powodu najczesciej wybieram opcje dostawy kurierskiej czesto jest niewiele drozsza a pewnosc szybiej dostawy o wiele wieksza. Powodzenia przez weekend ja swoja droga tez wolę dni robocze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niniejszym informuję, że przetrwaliśmy- nie było aż tak źle. Józek powtarzał: dam radę, dam radę. Z katarem też już sobie chłopak poradził - oby nie zachorowała Ela, to uda mi się dokończyć drogę przez mękę, czyli urzędy wrześniowe

      Usuń
  8. Rany, Franula tez uwielbia wizyty listonosza:) Tylko rozpacz jest, gdy się okazuje, że nic dla niego nie ma. Rozpacz nad rozpaczami. Dlatego zawsze w pogotowiu jest jakaś koperta, albo zafoliowana gazetka reklamowa specjalnie dla Frania:)

    Próba rozszyfrowania znaczenie 'ke-ke ty' bardzo ciekawa:)

    Uściski dla Was:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolejny raz brawa dla rodziców dzieci autystycznych- jesteśmy twórczy aż do bólu! trzymanie koperty dla Frania w razie nagłej wizyty listonosza mnie popchnęło do takiego wniosku -prawdziwego, a jak!
      a co do "keke, ty" to wolę się nie zastawiać dłużej, co to znaczy. Bo do różnych wniosków mogę dojść.

      Usuń
    2. Pozwolę sobie zacytować Jaśka : " Kiedy przebywasz z Elą, wiedz,że "keke" oznacza wszystko". I miał Jasiek świętą rację, bo Elusia Igora ochrzciła Igora mianem "Keke" :D

      Usuń
  9. Jak dobrze jest rozumiec dziecko... Tylko zeby sil starczylo na dlugo jeszcze:) Pozdrawiam
    marianna

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy dziś listonosz przyniósł przesyłkę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że tak- niestety Józka przy tym nie było, więc listonosz nie dowiedział się o zmianach, jakie zaszły w Józka nastawieniu do poczty polskiej.
      Listonosz przyniósł przesyłkę z karta dla Józka do konsoli- a ja następnie spędziłam cztery godziny próbując wgrać oprogramowanie na tę kartę. Padam - idę spać!

      Usuń
    2. Ważne,że jest :):):) Miłych snów, u mnie nikt nie śpi jeszcze - jak zawsze

      Usuń
  11. Mój szesnastoletni syn mówi bardzo niewiele ... używa tylko tych słów , które pozwalają mu określić czego potrzebuje ... i bardzo rzadko układa te słowa w proste zdania ...
    Każde nowe jego słowo jest wiec przez nas bardzo zauważane i oczekiwane ...
    I kiedyś w jego słowniku pojawiła się " KUTIA" ... a , że to okres przedświąteczny akurat był - to ja blondynka myślałam , że on tak sobie pięknie zapamiętał co ja mu o świątecznych zwyczajach czytałam i może chciałby tej kutii spróbować / nie , nie chciał - na świątecznym spotkaniu w jego szkole okazało się , że w ten nieudolny sposób powtarza przekleństwa , którymi w chwilach ekscytacji lubi rzucić jego szkolny kolega :) /

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super historia! keke i kutia zdobywają świat

      Usuń
  12. Wielkie brawa i podziw dla Józka za cierpliwość. A dla Eli za twórczość językową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. twórczości Eli zawsze towarzyszy jej niezwykła ekspresja- nawet, gdy słów Eli zabraknie- to twarzą wszystko wyrazi

      Usuń