23 października, 2013

o jesieni

- jestem źle czujący się! - stwierdza jesienny Józio, któremu ograniczamy ostatnio czas spędzany przy komputerze. 
Odchodzi od swoich filmów historycznych i mocno owija się kocem:
- bez komputera jest mi zimno!
Ja bez komputera jakoś jeszcze wytrzymuję, natomiast brak światła odczuwam depresyjnie. Rano, gdy wstajemy jest jeszcze ciemno, gdy siadamy do obiadu - już zapalamy lampy.
- czy wszystko dobrze Stasiu? - patrzę na markotnego, jesiennego Stanisława.
- nie. Źle się czuję - odpowiada smutnym tonem.
- a o Ci jest?
- jeszcze nie wiem.
Rozkopane podwórko nie zachęca nas do wyjścia, a z miejsca, w którym na wiosnę ma powstać labirynt z krzaków chłopcy przynoszą do domu grudy czarnego błota na butach. Uciekając z innego, mokrego od deszczu, placu zabaw kręciliśmy się ze Stasiem w kółko trzymając się za ręce.
- uff, udało się, chociaż jesteś ciężką kobietą - zaśmiał się Staś. Gdy zobaczył moje spojrzenie, natychmiast się poprawił:
- jesteś ciężką mamą - chciałem powiedzieć!
Nawet nasze rozmowy tematycznie też są zbliżone do jesiennej aury, trochę smętne i ponure. Jako, że doświadczyłam ostatnio na własnej skórze technik manipulacyjnych, czytam teraz o nich sporo i ciekawych rzeczy się dowiaduję:
- wyobraź sobie, Jarek, że do rozmowy na przykład wrzuca się zdechłą rybę – coś, co właściwie nie jest nam potrzebne i na czym nam zupełnie nie zależy. Kiedy druga strona intensywnie na to zareaguje, oferujemy odstąpienie od naszego żądania, ale za cenę odpowiednich ustępstw. Nazywa się to techniką zdechłej ryby.
- o nie, ja tego na obiad nie chcę - stwierdza przechodzący obok Józek, zawinięty w koc.
Dodatkowo przygnębił chłopaków mój wyjazd do Katowic. Wybieram się na konferencję o metodzie Tomatisa, organizowaną przez Young Digital Planet. Będę miała kolejny raz okazję mówić o Józku.
- a ja jak będę chciał o coś zapytać, a Ciebie nie będzie, to co? - zdenerwował się Staś.
Uprzejmie go poinformowałam, że wyjeżdżam na jeden dzień i dwie noce. Z pytaniami może poczekać do piątku.
Tylko Ela nie traci humoru z powodu jesiennej atmosfery. Mimo, że ma gorączkę, kategorycznie sprzeciwia się nazywaniu jej osobą chorą:
- ja nie! To Tasio!
Wyraża chęć wyjazdu razem ze mną:
- ja też! ja też!
A dziś wyjrzała przez okno i zawołała:
- jesień! słońce!
...chociaż na naszym podwórku jest dziś tak ponuro, jak tylko może być.


12 komentarzy:

  1. zdrówka chorowitki widze ze wszyscy wkoło chorują..U nas nie lepiej niestety. I powodzenia na wyjezdzie

    OdpowiedzUsuń
  2. udanego powrotu z wyjazdu, pogody takiej jak u nas: właśnie jest 22 stopnie i piękna złota jesień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjazd był bardzo udany, o czwartej nad ranem w Katowicach było całkiem ciepło, a potem spadł deszcz- podczas gdy moja parasolka odjechała samochodem Mariusza, znajomego z Olsztyna. Odpoczywam teraz

      Usuń
  3. Ela pędzi z mową:)Mama pędzi między miastami(ani Cię dogonić:)))A podwórko mogło być asfaltowe,nie jest tak źle:)))
    Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zasypano już doły, a krzaki może na wiosnę urosną i stworzą ten zaplanowany labirynt. Ela pędzi ze słowami, to prawda - nie było mnie tylko przez dwie noce i jeden dzień, a dziś rano usłyszałam: talerz.

      Usuń
  4. "bez komputera jest mi zimno!" mam te same objawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dogadałabyś się z Józkiem, a ja byłabym od pilnowania czasu

      Usuń
  5. Też lubię jesień i też taka jakaś melancholia przychodzi. Ja, struś pędziwiatr, srednie nowe wcielenie Hanki Bielickiej( bo najnowsze to nasza Hanka) jakoś tak milnę, cichnę na chwilę. Widzę, ze fekt chorobowego domina dopadł i Was, życzę więc dużo zdrówka i byle do mrozów, co bakcyle wymrozi. Natomiast jedno pytanie mam, kiedy, no kiedy Elisimma się nauczyła tyle gadać? ?? Jak? Przecież to dech zapiera z wrażenia!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Elisimmie jeszcze będzie nie raz - a jej rozgadanie się jest prawdziwą zagadką

      Usuń
  6. Ja też Wam zdrówka życzę, bo jedno chore w domu to już zmartwienie, a czwórka jednocześnie i to w różnych stadiach chorowania, to ja już to sobie wyobrażam Bogusiu:).....Buziaki i oby do wiosny- labirynt na placu zabaw będzie super i dopiero wtedy to bedę miała kłopot z zabraniem Mai do domu z "placu zabaw koło Eli i Józi" haha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie mamy troje chorych w domu, a że jedno z nich to Jarek to tak jakby tych chorych było więcej. Na plac zabaw zapraszamy!

      Usuń