07 października, 2013

o torcie po pogrzebie

- sto lat, sto lat! - zagrzmiało w autobusie, którym wracaliśmy z pogrzebu. Józek tego dnia zachowywał się niezwykle elegancko, a teraz uznał, że nareszcie nadszedł czas, żeby przypomnieć mi o moich urodzinach sprzed tygodnia. 
 - zrób tort, mamo - teraz! - krzyknął. Rozejrzałam się dookoła szukając możliwości ucieczki przed hasłem zrobienia tortu. Pieczenie ciast to zdecydowanie nie moja działka.
Józio patrzył na mnie, jak zawsze, ufnie:
- upieczesz! spokojnie, mamo!
- było mi smutno dzisiaj - wrócił na chwilę w rozmowie do uroczystości, z której właśnie wracaliśmy. 
Niespodziewanie dla samej siebie zabrałam Józka na pogrzeb teścia mojej siostry. Józio wyraził się na ten temat bardzo zdecydowanie. Gdy tylko usłyszał, że jadę na pogrzeb osoby, której właściwie nie znał, zawołał:
- jadę, a ty... - tu skinął w stronę taty - ... pilnuj dzieci!
A żeby nas zupełnie zaskoczyć dodał:
- położę różę na grobie!
Ubrał się błyskawicznie i czekał na mnie cierpliwie na podwórku. W pewnym momencie ocenił, że chyba za długo się przygotowuję i nie zdążymy kupić róży w kwiaciarni. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i próbował wyrwać krzak róży smętnie rosnący pod oknem.
- Józek! - zbeształam go, stojąc w jednym tylko bucie, ale za to już w kurtce.
- no dobrze, dobrze - powiedział, uważnie mi się przyglądając. Chyba pomyślał, że jednak zdążymy i odstąpił od krzaczka.
- nie martw się, pan Kazimierz będzie w grobie, ale po trzech dniach zmartwychwstanie - pocieszał mnie w drodze do kwiaciarni.


- będę smutny i będę płakał - uprzedził.
Nie byłam z Józiem na wystawieniu zwłok, chociaż teraz myślę, że Józek spodziewał się zobaczyć pana Kazimierza w trumnie.
Kilka razy podczas Mszy św. kładł się na ławce i oceniał, w którym miejscu wieko się otwiera.
- piękna trumna - westchnął.
- nie mogę zajrzeć do środka? - zapytał.
- nie, nie możesz!
Gdy trumnę podniesiono do góry Józek stanął wraz z innymi i z pełną powagą machał na pożegnanie. Wyraźnie mu przecież powiedziałam przed wejściem, że przyszliśmy się pożegnać.
Ile go kosztowało przyjście do kościoła pełnego ludzi było widocznie tylko wtedy, gdy podawał rękę wujkom i ciociom na przywitanie, patrząc jednocześnie w drugą stronę. Mylił ich imiona, ale widać było, że bardzo się starał.
Przy wyjściu z kościoła, niby nie patrząc i nie rozglądając się, szybko wypatrzył znajomą twarz, której z nikim innym nie pomylił:
- hmm...Ludwik Pastuer... - powiedział do siebie, a ja od razu zaczęłam rozglądać się na boki.
Rzeczywiście na tablicy ogłoszeń wisiało zdjęcie prekursora mikrobiologii.

- kiedy dotarniemy? - pytał w drodze na cmentarz.
- dlaczego idziemy za trumną?
- czy to wszyscy to nasza rodzina? - spróbował się zorientować w tym wszystkich zawiłościach.
Oczywiście Józek wepchnął się do pierwszego rzędu ludzi, chociaż nie jesteśmy najbliższą rodziną. Stał tuż przy samym wykopanym dole. W pewnym momencie złapałam go za kaptur, gdyż podbiegł do grobu i wychylił się do przodu, żeby zajrzeć do środka.
- jestem bardzo smutny - zapewniał mnie, a jednocześnie wszystko uważnie obserwował. Razem z moją siostrą wrzucił różę na opuszczoną trumnę. A potem poklepał stojącą obok panią:
- nie smuć się i nie płacz - powiedział.
Potem szybko przeliczył lata życia pana Kazimierza i już czas było wracać do domu i do tortu.
Nie w swoje urodziny i zupełnie nie przygotowana zabrałam się do pieczenia tortu, który miał być tym pierwszym.
Józio znalazł mi świetny przepis - z filmem i obrazkami i pomagał w każdej czynności. Wypisaliśmy wszystkie składniki, przygotowaliśmy wszystko na stole, całość mieliśmy pod kontrolą i z dala od naszej Eli. Przygotowaliśmy ciasto, miksując mąkę z jajkami na najwyższych obrotach, a na końcu dodaliśmy drewnianą łyżką pianę z białek.
 - wlać szybko ciasto do tortownicy i włożyć do piekarnika - przeczytałam.
Sięgnęłam do szafki po tortownicę, ale moje palce napotkały pustkę.
...przecież była, miałam ją na pewno...pytanie brzmi tylko - kiedy widziałam ją po raz ostatni? Przed naszą przeprowadzką trzy lata temu na pewno piekłam okrągłe ciasto...
Wyciągnęłam kwadratowe blachy, ale Józio potrząsnął głową: tort na obrazku był okrągły, to i nasz musiał taki być.
Jarek pobiegł do najbliższego sklepu, ale w sobotnie popołudnie pozostał nam tylko supermarket. W tym czasie razem z Józkiem siedzieliśmy nad miską z opadającym lekko surowym ciastem i pilnowaliśmy przyszłego biszkoptu przed Elą. Jarek wrócił dość szybko, ale chyba ten czas oczekiwania jednak wpłynął na nasz biszkopt, który wcale nie urósł podczas pieczenia.
Mieliśmy biszkopt podzielić na trzy warstwy, a ledwo starczyło na dwie.
Nikt tym zbytnio się nie przejął: pozostały krem, który już nie był nam potrzebny zjedliśmy. Natomiast przy nakładaniu kremu na spodzie zobaczyłam obłupane krawędzie. A przecież Ela była pilnowana wtedy, gdy ciasto stygło, zatem kto:
- kto to zrobił? - huknęłam.
- hmm, to ja już pójdę - Staś dyplomatycznie wyszedł z kuchni.
Dżem miał zostać posmarowany na kremie, ale wiadomo, że my z takiej autystycznej rodziny jesteśmy, bardzo wybiórczej jedzeniowo. Po wspólnym głosowaniu dżem został schowany z powrotem do lodówki.
Ciasto Jaś obficie posypał migdałami - aż z dwóch paczek i poziom tortu nieznacznie podniósł się, choć nie na tyle, by dorównać temu trzywarstwowemu z przepisu.
- niespodzianka! - krzyczała po swojemu Ela na widok tortu wyjętego z lodówki następnego dnia.






- dobre było - podsumował nasze wspólne dzieło Józek. I dodał, płynnie przechodząc z tematu na temat:
- nigdy w życiu nie widziałem prawdziwej trumny, a teraz już tak!

40 komentarzy:

  1. po pierwsze - wszystkiego najlepszego :-*

    po drugie - "kiedy tam DOTARNIEMY" :-)
    słyszę od Moni dokładnie taki sam zwrot :-)
    uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za życzenia- cztery świeczki mówią same za siebie. A świetnych zwrotów naszych dzieci nigdy dość

      Usuń
  2. Józkowa ufność chwyta za serce i ściska gardło ze wzruszenia.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tym torcie mówisz, tak? że mnie jego ufność za gardło chwyciła i uległam? właśnie tak było

      Usuń
  3. Józek jest genialny- wiem, że to nic nowego, ale jak zawsze można na Niego liczyć, widzę, że do pieczenia ciast nadajemy się obie :-) są smaczne tylko trochę niewyrośnięte :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten Pasteur wypatrzony tak znienacka na gazetce wśród ogłoszeń parafialnych- cudowne! Aniu- sałatki pyszne za to robisz, a z tymi ciastami to ja sama nie wiem, o co chodzi

      Usuń
  4. Jestem pod wrażeniem wzorowego zachowania Józia na pogrzebie:) I o róży pamiętał- zuch Chłopak:) A torcik wygląda smakowicie- wszak włożono weń tyle serca:)Całusy Kochani!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staś był zawiedziony- uważał, że dla mamy tort powinien być w kształcie serca -wszystko w temacie Twojego komentarza

      Usuń
  5. Młodziak jest świetny :-)
    I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin

    OdpowiedzUsuń
  6. Powtórzę za Anią: Józek jest genialny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a propos genialnych tekstów naszych dzieci - to przesyłam pozdrowienia dla Justynki!

      Usuń
  7. Józek jest po prostu niesamowity. I już.

    Ps. Myślałam, że o czym innym będzie ten wpis...ehm...ale chyba po prostu za bardzo "zostałam w kontekście";-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. burze- burzami- jak to napisałam na FB - a my idziemy dalej

      Usuń
  8. Miałam kiepski dzień....ale mnie rozbawiliście!Józio to potrafi!
    Tortów nie lubię, ale jutro zjem pączka .Chodzi za mną tydzień! A co tam kalorie...
    Ja również życzę naj...naj...naj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za życzenia,a Józek- wiadomo - jest najlepszy!

      Usuń
  9. Tort wygląda bardzo dobrze :) A Józek jak zwykle cudowny, wyjątkowy i niezastąpiony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podstawa to dużo migdałów- optycznie wyciągnęły tort w górę i przykryły różne niedociągnięcia :)
      a Józek- wiadomo- pierwsza klasa elegancji i dobrych manier

      Usuń
  10. Samo życie...śmierć...urodziny...wszystko musi być w harmonii...dla dzieci wszystko jest proste:) Bogusiu tort cudny, wygląda pięknie i brdzo pysznie. Jeszcze raz 100 lat!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek to człowiek renesansu - wszystko, co ludzkie nie jest dla niego obce- dzięki za życzenia!

      Usuń
  11. Drugi dzień prób wstawienia komentarza, może dziś się uda ;)
    Tort cudowny :) a po przepis na biszkopt, który zawsze wychodzi polecam telefon do mnie :p
    Józek kocham Twój tekst

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. włączyłam moderację komentarzy na czas poprzedniego wpisu- bardzo to było potrzebne, bo ...hm..różne osoby pisały...ale dziś już tu jest spokojnie, także i komentarze będą ukazywać się poprawnie.
      Oczywiście, że zadzwonię po ten przepis na zawszewychodzącybiszkopt- coś takiego mi potrzeba, bo chyba Józek widzi we mnie królową kuchni - dzięki

      Usuń
  12. Jakbym Janka swojego czytała,Mamo.Dziękuję,że nie muszę być sama w tym czytaniu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam czytać Twoje wpisy Bogusiu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To się nadaje na sitcom - Józek "badający" trumnę...nie myślałaś o napisaniu scenariusza?????????? Świadomość na temat autyzmu na pewno by wzrosła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek to kopalnia pomysłów na dobry serial, już szykuję tekst o wczorajszej naszej wyprawie w sprawie orzeczenia o niepełnosprawności

      Usuń
  15. Nie będzie w tym nic nowego jak napiszę, że Józek jest genialny w swoich wypowiedziach :) A słowo "dotarniemy" chyba wejdzie do codziennego słownika Twoich czytelników już na stałe :)
    A dla Ciebie Bogusiu wszystkiego co najlepsze. Dużo sił i zdrowia bo to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Justynko! mój Ty wierny czytelniku!

      Usuń
  16. Dorośleje Ci Józio:)I ponoć ma nie wyrażać i nie przekazywać emocji????
    Ja nie lubię tortów,przekładanych masą i dżemem,a pieczenie ciasta to ciężka dla mnie kara:)Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to w kwestii tortu i nie tylko - mamy podobne zdanie!

      Usuń
  17. Józek pokazał swoją "kierowniczą "naturę ;) Jarek nie miał wyjścia i musiał zostać z dziećmi;)
    Bogusiu twoje zdolności cukiernicze wcale nie są takie małe,ubiegłoroczne pierniczki były smakowite mniam,mniam :)
    Tort wygląda wspaniale i pewnie też tak smakował. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego,spełnienia marzeń i tradycyjne
    STO LAT !!:)
    Zawsze mnie zastanawiało skąd u naszych dzieci taka zdolność zauważania szczegółów.To niesamowite że Józek wśród tylu twarzy wypatrzył tą którą "zna" pozdrawiam :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. być może Józio wypatruje tych Swoich i Ważnych dla niego twarzy- i dla niego to było zupełnie naturalne, że Ludwik był obecny na tablicy ogłoszeń :)
      a kierownictwo Józkowe mnie też ubawiło, bardzo!

      Usuń
  18. Cudny tort Bogusiu upiekliście z Józiem :) może wstawisz przepis na kulinaria? ;) Józek fantastycznie zachowywał się na pogrzebie. Moje dzieci wciąż pytają przy takich okazjach, kiedy idziemy, kiedy się skończy itd... A mojej przyjaciółki syn na pogrzebie swojej prababci, zapytał szeptem teatralnym: mama, a gdzie zakopiemy babcię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek był tak cudowny, tak szczery - po prostu zachwycający! a tekst o prababci- przedni!

      Usuń