20 listopada, 2013

o byciu perfekcyjnie punktualnym

Jak podróżować z trójką dzieci autobusem nocnym i nie stracić przy tym fasoli? Taki plan naprawdę może się powieść, a przepis na to - poniżej.

Najtrudniejsze jest obudzenie całej rodziny, ale tym niech zajmie się osoba, która nie akceptuje braku punktualności ani u siebie, ani u innych. W takim wypadku najskuteczniejszy jest oczywiście Józek, który zrobi wszystko, żeby zdążyć na zajęcia. To nic, że socjoterapia rozpoczyna się o paskudnej porze, czyli o siódmej rano. Nawet nagła awaria naszego samochodu nie powstrzyma Józefa przed wyjściem do szkoły - zawsze przecież pozostają wczesne autobusy.
Realizując plan "bycia perfekcyjnie punktualnym" ustawiliśmy wewnętrzną nawigację na dotarcie do przystanku autobusowego i nie zapomnieliśmy o zabraniu fasoli, która od tygodni rosła na potrzeby szkolnego eksperymentu. Rosła to zbyt duże słowo. Pierwsze cztery ziarna zakupione w najbliższym supermarkecie nie zmieniały swojego kształtu mimo wody, ciepła i upływającego czasu.
- no chyba mamo kupiłaś sztuczną fasolę - zdenerwował się Józek i ziarna skończyły marnie w koszu. Oczywiście natychmiast zostały zastąpione przez kolejne fasolki, pochodzące z pobliskiego warzywniaka. Podczas, gdy przyjaciel Józka - Igor - mógł już strąki zbierać ze swojej hodowli, my obserwowaliśmy pierwszy korzonek. Listki na długiej łodydze przywitaliśmy radośnie, bo już czas był najwyższy, żeby eksperyment zawieźć do szkoły.
Ciemno wszędzie i głucho wszędzie było, gdy szliśmy szeregiem na przystanek. Marsz rozpoczynał Józef z ciężkim plecakiem i z torbą z fasolą. Dalej szedł Staś, przyjaźnie nastawiony do przygód, nawet tych o wczesnej porze. Za nimi wlokłam się ja - niosąc na rękach Elę, która odmawiała spaceru po chodniku, który ledwo co było widać.
- lubię autobusy nocne - stwierdził Staś, gdy na pustej ulicy zobaczyliśmy światła nadjeżdżającego pojazdu.
Oczywiście nie podróżowaliśmy nocnym autobusem, na zegarze kilka minut już po szóstej było, ale niech Stasiowi będzie. Jak przygoda - to przygoda!
Jak to z przygodami bywa, w naszej reklamówce z fasolą coś zaczęło przeciekać i niezbyt przyjemnie pachnieć.
Przejęłam reklamówkę od zaaferowanego Józefa i biodrem zablokowałam Eli ucieczkę do kasownika ze skasowanym już biletem Stasiowym.
- nie porwaj biletu, Elu! - upomniał siostrę Staś.
- nie porwam - przytaknęła Ela, która jak zawsze wygrała przepychankę o to, kto będzie trzymał bilet. Dawno odkryła zasadę: kto ma bilet - jest najważniejszy.
Zajrzałam do torby z fasolą, ale zawartość nie wyglądała tragicznie - tylko trochę płynu pływało w reklamówce, reszta wody pozostała w słoiku. Łodyga trzymała się dzielnie.
- kocham Cię, mamo, więc usiądź tutaj -  poklepał miejsce obok siebie miłośnik przygód i nocnych autobusów, któremu niestraszny był dziwaczny zapach z reklamówki. Następnie wyjawił mi swój plan na ten rozpoczynający się dzień:
- nie będę dziś nosił czapki - lubię, gdy wiatr rozwiewa mi włosy - przeraził mnie swoim wyznaniem.
Józio, wyjątkowo cichy, nie wykładał nam tym razem ani o paleolicie, ani o epoce brązu. Był skupiony na dowiezieniu słoika z zawartością i na myśli o zajęciach, na które po prostu nie mógł się spóźnić.
- nie połam łodygi, Józio - przypomniał jeszcze młodszy brat tuż przed wejściem na świetlicę i już mogłam wracać do domu. Zaczynało się przejaśniać. Byłam straszliwie głodna, bo oczywiście podczas przygotowań do szkoły i przedszkola zabrakło czasu na moje śniadanie.
Właściwie, gdyby tak się zastanowić, to chyba nawet zjadłabym fasolę.

25 komentarzy:

  1. ojej :-) - te nocne autobusy :-D - skad ja znam ten glod , kiedy po bardzo obfitym w przygody poranku wracam do domu :-) - pozdrowienia dla was wszystkich - tym razem chwycil mnie za serce milosnik wiatru we wlosach i wyznan milosnych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda! mnie ten wiatr we włosach też chwycił za serce, chociaż czapkę Stasiowi do głowy tuż przed wyjściem z autobusu przywiązałam pod brodą

      Usuń
    2. Stasieniek - bezapelacyjnie, bohater romantyczny :)

      Usuń
  2. brr nocna przygoda ;-) fasola dowieziona mama zadanie wykonała ;-)))), śniadanie dla mamy hmmm skąd ja to znam ;-)
    Ja nienawidzę tych krótkich dni, szybkich nocy ;-) i przemieszczania się w tych warunkach brr -zaopatrzcie się w kamizelki odblaskowe bo słabo widać pieszych w nocy.... Staś -"miłośnik przygód nocnych" :-) Pisz, bo robisz to świetnie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, właśnie napisałam na Facebooku, że pisanie to coś, co jest po prostu moje i bardzo przyjemne. A przy tym najmniej znajduję na to czasu

      Usuń
  3. punktualność.. lubię to!
    U nas podobnie bus przyjeżdża o 7:25, a Jaca widząc 7:23 już stoi gotowy w kurtce i w butach..:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę mnie wpisać do klubu fanek Stasia:))
    Ja byłam z tych wrednych mam-syn na lekcje,a ja do sklepiku szkolnego,na cieplukiego zapiekanego cebularz z serem:)
    Małgorzata:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla fanek Stasia, do których i ja się zaliczam - jakieś zdjęcie trzeba by wstawić -koniecznie z wiatrem we włosach. Tylko z tym workiem z fasolą, z pustym żołądkiem i z Elą pod pachą o zdjęciu zapomniałam

      Usuń
    2. Także czekam na zdjęcie :) jaka ocena za fasole?

      Usuń
    3. nic nie wiem, nic nie wiem, a Józio taki małomówny...

      Usuń
  5. Ha!!!I z tej Józkowej fasoli była dziś pyszna zupa w szkole:)Maja powiadomiła mnie o tym tak: " a na obiad był zupa falosowa mamo, przepyszna!!!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba fasola Igora sypnęła ziarnami, bo nasza jedynie listki i łodygę osiągnęła

      Usuń
  6. Pamietam nasze eksperymenty z fasolą. Cala klasa miala hodowac czerwona fasole. Po 3 tyg nawet nauczyciel sie poddal bo nawet jemu nic nie wyroslo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my za pierwszym i za drugim razem przygotowaliśmy po kilka ziaren. Wyrosła jedna łodyga- ojojojoj- chyba ręki do roślin nie mamy

      Usuń
  7. Przepraszam,że zapytam, mam nadzieję, że nie urażę Pani, ale mam pytanie czy Staś również jest Autystą? Poczytuję Pani bloga i zastanawiałem się nad tym..Pozdrawiam. Tata autysty Jacka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie - Staś to nie autysta, za to zdarza mu się diagnozować autyzm. A ja już jestem przyzwyczajona do różnych pytań: jedno z najlepszych to było pytanie mojej późniejszej blogowej koleżanki: to ile ja mam dzieci - bo raz o tym piszę, raz o tamtym: od ponad dwóch lat bez zmian mam czworo dzieci: Jaśka, Józka, Stasia i Elę. A Józek i Ela są ze spektrum autyzmu.

      Usuń
  8. Bogusiu ,Ela nie była u Ciebie na rączkach z powodu niechęci do spaceru. Ela zamiast radia wolała posłuchać bicia Twego serduszka :) A że tak niefortunnie się składa, że serce mieści się na wysokości ramion.......to już nie jej wina :):):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też nie lubię się spóźniać, ani nie lubię spóźnialskich. Fasolę hodowaliśmy kiedy Kuba był w 4 klasie. Przezornie z trzech ziaren i wszystkie wyrosły. A tę najpiękniejszą złamał mu po złości kolega w szkole. Ryk nie z tej ziemi... Na szczęście nauczycielka przyrody, bardzo wyrozumiała, przytuliła naszego nieszczęśnika i postawiła 6 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby coś wydarzyło się naszej fasoli, życie by się nam odmieniło- na gorsze

      Usuń
    2. Wiem Bogusiu. Kuba przeżywał to z pół roku. I wciąż koledze nie wybaczył.

      Usuń
  10. Bogusiu, a ja tak codziennie ! :) No ale z jednym egzemplarzem i bez fasoli..co z przygód nas nie zwalnia :)
    Pozdrawiam najgoręcej. Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki! zapisuj koniecznie, bo to wszystko umyka

      Usuń
  11. No od zawsze wiedziałam, że Staś to kulturalny gość, miejsca mamie ustąpił.
    Dobrze, że fasola wyrosła, bo już wyobrażam sobie frustracje Józka, zresztą kto by mu się dziwił

    OdpowiedzUsuń