29 listopada, 2013

o kuchni

W naszej kuchni od rana jest głośno i tłumnie - jak na Marszałkowskiej. Dzieci przepychają się między sobą w drodze do szuflady z łyżeczkami. Staś lamentuje, że tak wcześnie dziś wstał, a Ela nie tracąc czasu śpi na siedząco. Dodatkowy dźwięk dochodzi ze strony blatu, o który Jarek stuka zamarzniętym masłem:
- przepraszam, ale to pieczywo jest czerstwe! - woła mój mąż, parafrazując znany film.
Bywa i tak, że do ogólnego harmideru dołączy dźwięk tłuczonego kubka lub miski z mlekiem, które Józek strąca swoim niebieskim kocem. Wczesnym rankiem w naszej kuchni brakuje tylko wywodów Jaśka, który korzysta z przywilejów dłuższego spania. To, co dla niego jest nagrodą, dla Józka stanowi nieustanne źródło żartów. Lubi stanąć obok śpiącego brata i chichocząc, pokazywać na niego:
- a Jasiek jeszcze nie wstanął!
W naszej kuchni wisi zegar od przyjaciół, dzięki któremu Józek dyryguje porannym wychodzeniem do szkoły. Pogania wszystkich, którzy razem z nim wyruszają rano do placówki, a na końcu upomina tatę:
- nie spóźnij się do pracy!
Jeszcze tylko z trudem obudzony Jaśko uwiesi się u drzwi lodówki, marudząc, że w domu nic nie ma do jedzenia i nagle w kuchni robi się dziwnie pusto.
Nie na długo, zaskakująco szybko nadchodzi godzina powrotu dzieci ze szkoły i przedszkola:
- zjadłem mamo w szkole dziewięć widelcowych - opowiada Józio o swoim obiedzie i od razu zaczyna poszukiwać czegoś do zjedzenia.

zdjęcie autorstwa Jaśka- rodzinnego fotografa
W kuchni kontynuowane są rozmowy, które rozpoczęły się jeszcze w samochodzie:
- powiedziałeś mi, tato, o czarnej dziurze i tak bardzo się teraz boję - z wyrzutem wypomina tacie Staś. 
- Stasiu, nie martw się - uspokaja go tata - zanim czarna dziura wessie całą Ziemię, to najpierw Słońce wybuchnie!
Słowo wybuch przypomina mi od razu frytki w naszej wcześniejszej kuchni. Wraz z Nowym Rokiem przygotowałam talerz dopiero co pokrojonych w prostokąty ziemniaków. Przenosząc talerz nie zauważyłam kropli wody, która kapnęła ze spodu na rozgrzany olej. Ogień buchnął wysoko, chłopcy w pokoju zobaczyli nagle łunę z kuchni. A ja, chociaż stałam obok, zachowałam i włosy i brwi.
W naszej obecnej kuchni Ela ustawia sobie przy meblach piłkę do rehabilitacji i zaczyna ćwiczyć, tak jakby czuła, co jej jest potrzebne.
Gdy zgłodnieje, ma blisko do ulubionego jedzenia:
- chlebek z sinką cę! - mówi po ćwiczeniach.
- zjedz z serem - rozkazuje jej Józek, który stroni od kanapek z szynką.
- z sinką - Ela staje w rozkroku i bierze się pod boki, ale Józek nie zauważa zmiany w jej wyglądzie i ciągnie, jak gdyby nigdy nic:
- dlaczego ona zawsze chce kanapkę z szynką - zastanawia się głośno i dopiero wtedy widzi mordercze spojrzenie, które wysyła mu spod brwi Ela.
- mamo, a ona jest mięsożerna - skarży się Józek z bezpiecznej już odległości, czyli z pokoju.
Uciekając przed Elą zwolnił miejsce, na którym od razu usiadł Staś. Przy stole kuchennym postanowił napisać list do św. Mikołaja. Staś rozpoczął swój list następująco:
- "Mikołaju: oki doki"...
Trochę czasu zajęło mi pokazywanie mu po kolei pisowni każdej z liter. Na końcu zainteresowałam się:
- ale co to jest: oki-doki? czy to jakieś przywitanie amerykańskie?
- to przecież takie urządzenie,  mamo,  do mówienia na odległość, mamo! - wytłumaczył mi Staś.
Sprzątam okruchy po kanapce z sinką, a już przy stole próbuje się zainstalować z laptopem i Minecraftem Jaśko. Przegoniony do odrabiania lekcji wraca za chwilę z zeszytami, burcząc coś pod nosem. 
- kolacja! - krzyczy nagle Józek i znów zaczyna węszyć w lodówce.
A potem gasimy światła i jeśli sumienny Józek nie obudzi mnie wcześniej, to nawet do 5:30 znów jest w naszej kuchni pusto.

10 komentarzy:

  1. radośnie :) gorzej, gdyby było cicho :) jak mój synek jest w domu, to czasami chce mi się wyć, ale jak idzie do szkoły, to... smutno bardzo bez niego! Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, właśnie tak. Cisza aż dźwięczy w uszach, o której wracają moje dzieci?

      Usuń
  2. Napisałam kom. ,ale chyba trafił .na czarną dziurę:)No to jeszcze raz:Ależ Ty piszesz!!!:))))Wpuszczasz mnie do siebie do domu,jednocześnie wywołując moje wspomnienia:)Weź gosposię a Ty zajmij Się tylko pisaniem bloga i książek:).
    I skąd jeszcze w Józiu tyle lęków-toż Tata uspokaja jak balsam:)))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś ostatnio dzieje się z komentarzami i być może winowajcą jest czarna dziura...
      oj gosposia przydałaby się w mojej kuchni i jeszcze zaopatrzeniowiec, nie zapomnijmy o wędrownym bibliotekarzu oraz cierpliwym naukowcu odrabiającym lekcje z moim Jaśkiem...
      Pisać i tak będę- bo ja to lubię

      Usuń
  3. barwne i dynamiczne życie opisane jak zawsze z dużym poczuciem humoru. Jesteś niesamowita i cieszę się,że mogłam Ciebie i Twoją szaloną Rodzinkę ;-) poznać w realnym świecie,czekamy na Was latem

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli tak jak lubię, życie odbywa się w kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W kuchni zawsze najfajniej :) zwłaszcza takiej ludnej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam kuchenne życie! W mojej kuchni jest mało miejsca, więc najczęściej siędzę tam ja i moje koty. Chłopaki zaglądają jak sæ głodni, lub chcą coś slodkiego. Mąż przychodzi na moje wezwanie. Ale za to koleżanki zawsze siedzą kiedy coś piekę lub gotuję. Pijemy kawkę, herbatkę, plotkujemy ;) Kuchnie są super!

    OdpowiedzUsuń
  7. "Kuchnia jest sercem mieszkania" tak mawiała moja Mama i czytając od razu wróciły mi wspomnienia z dzieciństwa.
    W moim domu też było tak jak u Ciebie gwarno,głośno i każdy z jakimiś prośbami do mamusi.
    Mój Wojtek tego nie ma ( jedynak), co prawda kuchnia ta sama lecz bardziej cicha.
    Kiedy przychodzi moje rodzeństwo najchętniej siedzimy w kuchni, gdzie "najwspanialsze jedzenie na świecie" przygotowywała nasza Mama.
    Widać respekt Józka przed Elą -mięsożerna to może Go zjeść, to jest dopiero powód do lęku ;)
    a te dziewięć widelcowych to musiało być bardzo smaczne :) :W:

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj lubię ja tę Waszą kuchnię i przecież wystarczy tylko jeden telefon do przyjaciela i już Monia za 3 minuty jest:)

    OdpowiedzUsuń