08 listopada, 2013

o szczęku

Szczęk jest u nas w domu od wczoraj, ale ma już swoje miejsce na tyle dostępne, żeby można było po niego często sięgać. Nie należy mylić go ze szczęką, ani szczękami, chociaż ma z nimi wiele wspólnego. Po raz pierwszy o szczęku usłyszałam od Józka, który tak nazwał u ortodonty gipsowy odlew swoich górnych zębów.
Szczęk dotarł do domu w stanie nienaruszonym tylko dzięki mojej interwencji. Józio oglądałby go pomimo deszczu i dziur w chodniku. Gdy wyraziłam się zdecydowanie na temat wyciągnięcia szczęku z mojej torebki w zatłoczonym autobusie, Józio chcąc nie chcąc musiał pogodzić się z tym, że ponownie zobaczy gipsowe zęby dopiero w domu.
Oczywiście, że obawiałam się wizyty Józka u ortodonty. Widziałam zdrowe dzieci, które miały odruch wymiotny po użyciu przez lekarza masy wyciskowej. O aparatach ortodontycznych, które raz założone dziecku nie były później wyciągane z pudełka też krążą opowieści. Zaprzątały mnie zupełnie inne sprawy, a ortodonta wśród nich zajmował jakieś odległe, bliżej nieokreślone czasowo i w przestrzeni miejsce.
To Józek postanowił odwiedzić ortodontę, gdyż nie spodobał mu się jeden z jego zębów.
Kolejki oczekiwania na wizytę przekraczają ilość dni, podczas których pisałam swojego pierwszego bloga: termin wizyty wyznaczono nam za 365 dni. A jednak nad Józkiem i jego pomysłami czuwa Ktoś bardziej sprawczy i dostaliśmy się do nieznanej mi wcześniej lekarki w ciągu zaledwie miesiąca.
Przygotowałam Józka na to, że masa wyciskowa może być nieprzyjemna. Wbrew moim niepokojom uśmiechał się z pełną buzią najpierw różowej, a potem blednącej plasteliny.  
- nie było nieprzyjemne - stwierdził już po wszystkim.
- a jaki kolor aparatu zrobimy? - dopytała się pani doktor.
- niebieski - odpowiedziałam natychmiast. Tak, jakby mój Józek był jeszcze małym chłopcem, za którego podejmuję decyzje.
- ja lubię wszystkie kolory - odparł z wyrzutem Józek. Pomyślał chwilę i wybrał kolor niebieski.

Wieczorem Józio uroczyście założył aparat ortodontyczny. Gdy zawijał się w swój ulubiony, wiadomego koloru koc, usłyszał ode mnie jeszcze o niewygodzie aparatów, o czasie, jaki potrzebny jest, żeby przyzwyczaić się do aparatu w buzi.
Zasnął.
Rano obudził się z aparatem pod plecami.
Przez chwilę zastanawiał się, co się wydarzyło.
- obawiam się, że aparat był niewygodny - ocenił.
A że jego ambicja i obowiązkowość zawsze wygrywają, to założył aparat, czekając na płatki z mlekiem.
- czy autyści jedzą codziennie to samo na śniadanie? - zapytał nagle.
- przeważnie tak.
- to ja już nie będę jadł tego samego na śniadanie.
- super! świetny pomysł! może chcesz bułeczkę?
- a nie, dziękuję - odparł uprzejmie Józio, dżentelman i posiadacz jedynego w swoim rodzaju szczęku, po czym wrócił do swojej zupy mlecznej.

28 komentarzy:

  1. ha ha ha ha- jakoś się nam dzieci chcą zmieniać ;-) u nas rano miało nie być kiełbaski, a skończyło się jak zwykle ;-)
    szczęku-hhmmm super, że masz tak obowiązkowego syna, mój aparat spał zawsze za łóżkiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zobaczymy, gdzie aparat będzie jutro...byleby nie zleciał na mnie, gdy będę przechodzić obok wysokiego łóżka Józka - bo wtedy wrzaskiem obudzę wszystkich. U nas śniadanko też takie, jak zawsze. Ale chęć zmian wisi w powietrzu...

      Usuń
  2. Hehe, z tymi sniadaniami to racja, ale do czasu ;) Kasper dluuuugo jadal dosc monotonnie, ale kilka tygodni temu byl w sklepie na zakupach, wyliczyl, ze mu gotowki wystarczy i... wrocil z platkami ;) Pol roku wczesniej nawet by ich do ust nie wzial, teraz moglby je jesc niemal codziennie.

    U nas kroluje pomaranczowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania - czytam właśnie o projekcie Kacpra! Niesamowity chłopak - a i o kolory z Józkiem nie pokłóciliby się

      Usuń
  3. Dzielny Józek. Kuba też miał aparat. Czerwony, bo lubi wszystko, co czerwone. A Mateusz kocha żółty. :) Kuba aparatu nie nawidził ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ambicji w dążeniu do celu wszyscy moglibyśmy się uczyć od Józka - może kiedyś chłopak warsztaty poprowadzi: jak przełamać niechęć, gdy cel błyszczy w oddali

      Usuń
  4. No no dzielny facet, ja tam sobie wizyt u orto czy dento nie wyobrazam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, że dzielny! odpychałam tę myśl o ortodoncie- bo jak on to zniesie -a tu proszę bardzo- niespodzianka: druga noc już w aparacie, a częściowo na aparacie

      Usuń
  5. Józek musi znów nas dowiedzieć wtedy n śniadanko z pewnością zażyczy sobie jajko Sherlocka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek w ogóle bardzo się rozwinął na wyjazdach: czasem wspomina to, co widział. Was też wspomina i Wasz telewizor :)

      Usuń
  6. Nasze dzieci mimo swojego autyzmu to wbrew pozorom bardzo dobrzy obserwatorzy otaczającej ich rzeczywistości. Obserwują innych ludzi widzą różnice i chcą być podobni,chcą mieć ząbki proste i ładne jak pani z reklamy od pasty do zębów,dlatego wizja ortodonty ich nie przeraża bo cel jest szczytniejszy.
    Mój syn już po wizycie u ortodonty.Na super ludzi trafiłam którzy rozumieją inność mojego syna.Wszystko wytłumaczyli pokazali cierpliwie i zrozumiale dla niego.Zer stresu zero trudnych zachowań w czasie wizyty.wszystko dokładnie zapamiętał co ma robić a czego mu nie wolno robić ,jeść.Idealany pacjent :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idealny pacjent! właśnie tak! Józio dopytał się o wszystko, a nawet o swoje dolne zęby -czy one też wymagają leczenia? gratuluję spotkania takich lekarzy!

      Usuń
  7. Ten dylemat śniadaniowy wybrzmiał prawie jak:być albo nie być...autystą:)))Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, z pełną świadomością słowa autyzm :)

      Usuń
  8. Zuch chłopak i dzielny pacjent :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam ..
    Pani Bogusiu, czy nie zechciałaby Pani poczytać dzieciom jako "Super Mama" u mnie w bibliotece? I gratuluję błyskawicznego spotkania z ortodontą! To zakrawa na cud.
    A czytanie - to tak na serio....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję pani Elżbieto -pojawię się w bibliotece i porozmawiamy

      Usuń
  10. Matko Kochana ! Szacun!!! Nam dotąd udało się przekroczyć próg dentysty, dokonać przeglądu ale bynajmniej lakierowanie się już nie odbyło!!! A co dopiero aparat!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko przed Wami- jeszcze o tym przeczytam - a na razie pamiętaj: SZCZĘK!

      Usuń
  11. "Szczęk\" jako nowa nazwa dla aparatu orto. - GENIALNE... Józio przełamuje wszelkie schematy i pokonuje kolejne "zamknięte" drzwi (jakby się zdawało czas jakiś temu)...Brawo!!! A dzięki Tobie Bogusiu, te małe ale WIELKIE chwile nie ulecą w zapomnienie. Ciekawe, czy Józio kiedyś przeczyte wpisy o sobie i jaki powie komentarz??? doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytałam sobie ostatnio jeszcze raz stację autyzm i okazało się, że już nie pamiętałam niektórych spraw sprzed miesiąca - gdyby nie blog...

      Usuń
  12. Może jakby Józio tłumaczył innym dzieciom jak ważny jest aparat to chętniej by go nosiły :) Szczęk wymiata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda! Józka teksty mają coś takiego w sobie, że wpadają w ucho - ma talent chłopak do nazywania rzeczywistości

      Usuń
  13. Podziwiam Józka,my zostaliśmy przy krzywych zębach,nawet nie przekroczyliśmy progu gabinetu ortodonty,chociaż do dentysty bez obaw chodzimy :) :W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie kolejnej nocy aparat znalazł się pod plecami, a zdziwiony takim obrotem rzeczy Józio nosił go podczas dnia

      Usuń
  14. Słowotwórstwo Józka zawsze budzi mój podziw :) też bym tak chciała umieć :)
    no i jaki dzielny chłopak!

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahaha :D Jak zawsze - Super Józek!

    OdpowiedzUsuń