09 lutego, 2014

o filetowym kurczakowym

- do zobaczenia w sobotę! - Józek elegancko pożegnał się z ekspedientkami ze sklepu.
- do widzenia! - krzyknął głośno i tak zakończyła się nasza druga sobota pod hasłem: "zakupy Józka".
Od dawna przymierzałam się do tego, żeby nauczyć Józka samodzielnych zakupów i ... wciąż odkładałam to na później. Ciężko mi było wyjść ze strefy komfortu, w której nikt mnie nie ocenia i nie zwraca mi uwagi na zachowanie mojego dziecka. Dodatkowo moja niezawodna pamięć podsyłała mi obrazy sprzed roku, dwóch, trzech lat: Józek kręcący się w kółko wśród półek sklepowych, łapiący kolorowe produkty i biegnący przed siebie, Józek źle oceniający odległość od innych i wpadający na każdą przechodzącą osobę, Józek, dla którego w sklepie jest za dużo bodźców, za dużo zmian i za dużo dźwięków.
Ale też jest Józek, który chce być taki, jak inni - Józek, który na bzdurne pytanie kobiety z komisji ds. orzeczeń o jego trudności odpowiedział:
- pewności mam takie, że jak będę miała 18 lat będę wtedy sam rozmawiał - bez mamy i taty!
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że Józek marzy o samodzielności.
Nie wspominał o tym w naszych rozmowach, które przeważnie krążą w rejonach dat historycznych i dinozaurów. Nie próbował metody sprawdzającej się w naszym domu, polegającej na zawieszeniu się u moich udręczonych łokci i wołaniu: "kiedy, kiedy pójdę już sam? kiedy będę mógł spróbować?"
On po prostu czekał.
Jak bardzo ważne to było dla Józka, widać było już po naszym pierwszym wyjściu w ubiegłą sobotę.
Po powrocie od razu chciał rozmawiać z Agnieszką, mamą jego przyjaciela Igora:
- a czy Igor już był w sklepie, kupował?
Sprawę zakupów poruszył wczoraj w rozmowie z babcią:
- dzień dobry babcio! udało się! kupiłem dziś sześć! sam!
Rozpoczęliśmy akcję zakupy tydzień temu. Bez przygotowań, które odciągały mnie zbytnio (a to jeszcze nie zapowiedziałam paniom w sklepie, że zaczynamy naukę z Józkiem, a to jeszcze nie ułożyłam planu naszego wyjścia, nie narysowałam planu sklepu...). Wystarczył telefon koleżanki, żeby mnie ruszyć z miejsca. Mama autystycznego Krzysia powiedziała:
-  a Krzyś już robi sam zakupy w sklepie...
Odłożyłam telefon i wydałam komendę:
- Józek - siatka! Idziemy na zakupy! Nauczysz się kupować!
Józek od razu porzucił komputer i rysowanie - choć widać było, że jeszcze nie skończył.

W naszym osiedlowym sklepie rozglądał się tak, jakby był tu po raz pierwszy. Już nie szedł za mną ze spuszczoną głową, teraz trzymał mocno koszyk i miał cel: szukać rzeczy ze swojej listy:


- a gdzie ser? - Józio stanął niezdecydowany na środku sklepu samoobsługowego.
- znajdziesz! - odpowiedziałam pewnie.
Doszliśmy do lady, obsługiwanej przez panie:
- 30 drożdży sera żółtego poproszę - krzyknął Józek.
- ...dekagramów - podpowiedziałam.
- 30 dekagramów sera żółtego poproszę - poprawił się Józek głośno i dobitnie.
- ciszej, Józek, mówisz za głośno - nie byłabym sobą, gdybym go nie poprawiła - być może jednak niepotrzebnie.
Nad nazwami serów żółtych jeszcze popracujemy, na razie panie bez wahania wybierają ten, który tu zawsze kupujemy - mój mąż w kolejce zawsze dyskutuje nad wyższością serów w parafinie i ocenia krytycznie sery wykonywane z tłuszczów roślinnych, a to trudno zapomnieć...
Tak, jak spostrzeżeń Józka nie zapomina się łatwo:
- o nogi! czy są one z martwej świni? - ciekawie przyglądał się produktom mięsnym.
- filetowy kurczakowy? hmm...
- a to mięso - czy jest z krowy? - wskazał na leżącą tuż obok kurczaka wołowinę i zaraz sam sobie odpowiedział:
- ja już wiem: to z konia!
Błagam - nie pytajcie mnie o wzrok ludzi z kolejki.
W sklepie Józek natychmiast wypatrzył to, co daje mu poczucie bezpieczeństwa:
- Tenczynek 1650 rok - miody - przeczytał.
- Warmia 1988 zakłady mięsne.
Daty, na które nie zwracam uwagi, są w tym przypadku chwytem reklamowym. Dla Józka okazały się na tyle ważną informacją, że zapytany przed chwilą od razu mi przypomniał obie daty.
Odchodząc od lady Józek pożegnał się:
- do widzenia paniom!
Korzystając z tego, że liczył pieniądze, podeszłam do kierowniczki sklepu i opowiedziałam jej o Józku.
Natychmiast zareagowała i zachęciła Józka:
- Józio - jak tylko będziesz czegoś potrzebował, my Ci pomożemy! Zawsze nas o wszystko pytaj!
Oczywiście w drodze powrotnej przeżyłam chwilę zwątpienia, gdy zobaczyłam nadchodzącego mężczyznę z papierosem.
Martwiłam się o los toreb, jednak wbrew moim obawom Józek zakupów nie porzucił, tylko mocno ściskając torbę uciekł zatykając nos.
Widocznie zakupione samodzielnie produkty nabierają dodatkowej wartości i nie zostaną tak łatwo porzucone, nawet w sytuacji zagrożenia dymem papierosowym. O powadze zakupów przekonałam się po południu, gdy wróciliśmy do domu ze spaceru: naprawdę nie miałam ochoty przygotowywać kurczaka, którego wcześniej z Józkiem kupiłam. Położyć się chociaż na chwilkę - ot takie miałam marzenie nosząc Elę na rękach wokół jeziora.
- mamo, kupiłem filetowego kurczakowego - to teraz rób! - Józek nie miał nade mną litości.
Chyba następnym moim krokiem będzie nauczenie go gotowania.

25 komentarzy:

  1. Bogusiu bardzo proszę o zdjęcie "fioletowego kurczakowego" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosia FILetowy :0) fioletowy byłby nie do zjedzenia już :p

      Usuń
    2. gdyby u nas w sklepie był fioletowy kurczak, to ja bym Józka już nie odciągnęła od lady. A sama chyba wytrzeszczu oczu bym dostała i tak by mi pozostało.
      To tylko filet z kurczaka, przekręcony po Józkowemu

      Usuń
    3. he he co ślepemu po oczach ;-) a już myślałam, że nowy rodzaj kurczakowy się pojawił

      Usuń
    4. cóż to by była za okazja, pewnie nie dopchalibyśmy się do lady -każdy chciałby sprawdzić, jakiego koloru jest kurczak w środku

      Usuń
  2. Widelcowe, filetowe kurczakowe......? Tak, Józef wie co dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Jozek , brawo Bogusia - ale wrazenia :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prosta rzecz- a jednak: i napięcie było i ulga później

      Usuń
  4. Muszę w tym miejscu z lekka oprotestować informacje związane z serami w parafinie i tymi z tłuszczem roślinnym.
    Sery w parafinie to dla mnie tylko pamiątka przeszłości.
    Tzw sery z tłuszczem roślinnym w rzeczywistości są produktami seropodobnymi.
    A dyskusje przy kupnie sera dotyczą ich dojrzałości. Producenci i sprzedawcy by ograniczyć koszty produkcji, sprzedają sery niedojrzałe, które oceniam jako niesmaczne. Czasami zdarza się, że włożę ser do szufladki w lodówce i nie widząc go na półce "pozwalam" - przez zapomnienie - mu dojrzeć. Gdy go później odkrywam jest najsmaczniejszy.
    Smacznego.
    Jarek

    OdpowiedzUsuń
  5. Miał Józek rację - mamo: kupiłem - no to teraz rób! To najzwyczajniej w świecie logiczne! :D pozdrawiam serdecznie! Aldona A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przydałby mi się wtedy ktoś na przyczepkę - kucharz jakowyś, który sprostałby zadaniu. A tak trzeba było stanąć przy patelni i smażyć

      Usuń
  6. :D
    A teraz czekamy na opis pierwszej lekcji gotowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. cieszę się, że ruszyłaś w tę stronę :-) brawo Józek :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że gdy zacznę, to już Józek nie odpuści- w każdą sobotę będzie stał przy drzwiach

      Usuń
  8. Co do zakupów , SUPER : ) już niedługo Józek z listą będzie sam biegł do sklepu :)
    Co do rysunku, bardzo interesująca kompozycja, świetnie że znów pokazujesz rysunki Naszego Artysty:) :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę Wando nad stworzeniem galerii na blogu, tylko czasem mnie techniczne sprawy przerastają

      Usuń
  9. Rewelacja! :-) Brawo, Józek! Szczególnie za nieporzucenie toreb "w sytuacji zagrożenia dymem papierosowym"!

    OdpowiedzUsuń
  10. Poczekam teraz spokojnie na samodzielne zakupy Józka:)Ciekawe,czy da radę donieść do domu chleb ze skórą:)Ja w dzieciństwie-nie dawałam rady:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba przestanę kupowac masło:)Małgorzata:)

      Usuń
    2. my tylko masło kupujemy, następnym razem wkleję siatkę z zakupami!

      Usuń