17 lutego, 2014

o niebieścicy

Ostatnio zaatakowało mnie 5 balonów i Staś, a może powinnam to napisać w odwrotnej kolejności... Staś na przekór prawom fizyki zamierzał zmieścić się pomiędzy mną a framugą drzwi.
Związane balony, które ciągnął za sobą, miały za zadanie zwiększyć jego prędkość. Zgodnie z fizyką na framudze wylądowała moja noga, a Staś pozostał z nowym wnioskiem na przyszłość i nietkniętymi balonami w ręku. Jak na razie bandaż elastyczny i altacet bardzo mi pomagają, nie narzekam. A już na pewno bandaż mnie nie powstrzymałby, choćby elastyczny, przed wyjazdem do Ostrowa Wielkopolskiego.


Podróż już zaplanowana w szczegółach, miejsca w Jimowym autobusie na mnie i na Monikę czekają, a odległość z Olsztyna do Ostrowa - to zaledwie jeden rzut beretem. Krzyś Marczenia, który przyjechał wesprzeć nas na inaugurację klubu olsztyńskiego - może tę odległość potwierdzić.
Moja wiara w wyjazd trwała niezachwiana do momentu, gdy w ubiegłym tygodniu Ela dotknęła rączką żarówki, a następnie - nie czując gorąca - dłoni nie cofnęła. Oparzenie goi się bardzo dobrze, ale przeszkody medyczne wydają się mnożyć bez końca:
...w sobotę Jaś przewrócił się i stłukł oba kolana...
pomaga octanisept i plastry, wszystko goi się dobrze, ale...
...w niedzielę u Eli pojawiła się wysypka... jak na razie niereagująca na leki i to mnie rzeczywiście może powstrzymać przed zajęciem miejsca (przy oknie!) w Jim-auto z przyjaciółmi...
Przy okazji wysypki Eli wyszło na jaw, kto jest najbardziej spostrzegawczy w domu. O sobie nie muszę wspominać, tak, jak inne mamy najmniejszą krostkę u dziecka natychmiast (i słusznie!) omawiam telefonicznie ze sztabem podobnych ekspertów.
Jedyną osobą, która oprócz mnie zauważyła u Eli krostki, był Józef:
- uciekaj, zarazisz mnie! - huknął na nią, a następnie przybiegł z krzykiem:
- dotknęła mnie! natychmiast lekarstwo!
- dopóki nie masz wysypki, nie dam Ci lekarstwa - zdecydowałam.
Józio za chwilę wrócił do mnie. Na twarzy miał kropki, narysowane niebieską kredką.
- a teraz mi dasz lekarstwo! - nawet się nie zaśmiał na widok mojej miny.
Jak on się nie śmieje, to ja też nie!
- Józeczku, Ty masz przecież...niebieścicę! - wyksztusiłam bardzo poważnym tonem.
- a tak, mam! - spokojnie stwierdził mój syn, odchodząc z witaminą w ręku.
I tak Józek - niby nieznający się na żartach - zrobił mnie w balona!
A może i nawet w pięć balonów...

9 komentarzy:

  1. Kurczę....... i Józef nie zaordynował sobie końskiej dawki zupy pomidorowej ?! :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie uznał, że lepiej nie mieszać kolorów

      Usuń
  2. niebieścica? nawet ja bym na to nie wpadła ha ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje dzieci mają na mnie bardzo dobry wpływ - rozwijam się językowo- jak widać

      Usuń
  3. No i co ja mam na to napisać??? Załamana jestem, że sobie nie pogadamy w podróży :( A tak się cieszyłyśmy!!!!!!!!!!!!!!Nic więcej z siebie teraz nie wykrzeszę - żałoba no :( :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. nie ma żałoby, przynajmniej nie teraz- sytuacja - przynajmniej w tej chwili opanowana!

      Usuń
    2. Całe szczęście ,że opanowana:) Pozdrawiam

      Usuń