11 kwietnia, 2014

o chodzeniu po wodzie

- ja chcę być morsem! - krzyknęła nasza Ela, siedząc wygodnie na kocu podczas wiosennego pikniku. Właśnie dowiedziała się, że morsem jest pan zanurzający się w rzece o temperaturze pięciu stopni. Pan zdążył wykąpać się i wrócić, a my nadal nie ruszyliśmy się z koca.


Obok nas suszyły się nowe niebieskie buty Józka. Poniżej leżały w słońcu wkładki wyjęte z tychże butów, a na palikach do bramki powiewały mokre skarpetki.
Nie spakowaliśmy butów na zmianę i to był nasz błąd.
Trzeba było buty brać, a może nawet kalosze należało skrzętnie spakować. Nie siedzielibyśmy teraz na kocu, bez szans na umówiony wcześniej spacer po lesie.
- chcę do lasu! - krzyknął mały mors, który zmieniał zachcianki bardzo szybko - jak na trzylatka przystało. 
Skarpetki młodzieńca, który chodził tego dnia po wodzie - a przynajmniej próbował - nie schły.
Nastroje, mimo słonecznej pogody, mieliśmy raczej ponure. Wspólne wyjście do lasu zaplanowaliśmy już dawno. Teraz - zamiast podziwiać rezerwat przyrody w Rusi - zjedliśmy wszystko, co miało być skonsumowane podczas długiego spaceru i nadal tkwiliśmy na kocu nad rzeką.


Jak to z Józkiem bywa - wszystko wydarzyło się szybciej niż ktokolwiek się tego spodziewał.
Zachwyciła go rzeka, którą zobaczyliśmy od razu po wyjściu z auta. Podbiegł do jej brzegu z radością badacza, który już za chwilę zobaczy etapy dorastania kijanek.
Wskoczył na kamień leżący w wodzie, a ten zachwiał się pod Józka ciężarem. Nie przyćmiło to entuzjazmu młodego obserwatora. Dopiero zniknięcie kamienia pod wodą wywołało reakcję Józefa. Nie taką reakcję - jakiej się spodziewałam, ale nie można mieć wszystkiego. Zamiast zeskoczyć na bliski brzeg Józio pewnie postawił stopę na wodzie i stąpając po fali zamierzał wrócić na nieruchomy brzeg.
Nowe buty chlupnęły, gdy Józek opadł na dno - płytkie dno - rzecz jasna.
I tak pozostał nam koc.

- chcę do lasu! - Jaśka plany sięgały gajówki oddalonej od nas o kilka kilometrów.
Gajówka musiała poczekać na lepsze czasy. Niebieskie buty pełne były wody, a zasobów żywieniowych - najzwyczajniej w świecie -  zabrakło. Wróciliśmy do samochodu.
Po piętnastu minutach byliśmy już w domu, choć dla Józka nie do końca było zrozumiałe miejsce naszej wycieczki.
Józio często uważa, że wyjeżdżając poza Olsztyn przekraczamy granicę Polski. Tym razem potwierdzenie swoich obaw znalazł w tablicy z napisem "Ruś".
Początkowo zdziwił się, ale szybko zaczął mówić po rosyjsku, a przynajmniej tak mu się wydawało:
- emere, kweremer!
Następna miejscowość, z której już widać było Olsztyn, okazała się być jeszcze trudniejsza do rozpoznania:
- Bartąg - przeczytał Józek - wiem, gdzie jestem - jestem obok Wrocławia - byłem tu w wakacje!
Wycieczki z Józkiem nigdy nie są łatwe. Gdy uda nam się spokojnie ominąć cieki wodne, to przeszkodą staje się nowy, nieznany mu teren. Gdy wracamy do znanych miejsc, Józek nie może przestać myśleć i mówić np. o panu z amputowaną nogą, którego widział rok wcześniej, w tym samym miejscu... 
- ale gdzie teraz jest ten pan? - zapyta nas wiele razy tego dnia.
Do pełnego obrazu wycieczek, które okazują się prawdziwą szkołą przetrwania - dodajmy perfekcyjne wyczucie czasu u Józka i jego silną potrzebę, aby wszystko trwało określoną ilość minut i ani sekundę dłużej.
Mimo wszystko - niech nam żyją wycieczki!
Najlepiej takie z dodatkową parą butów - tak na wszelki przypadek.




8 komentarzy:

  1. A i tak było CUDNIE!...Wiosennie! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zwlekając pojechaliśmy wczoraj na następną wycieczkę - tym razem w otoczenie jezior

      Usuń
  2. ha ha Ruś zawsze w bagażniku mam plecak z zapasowymi ciuchami,ale butów hmm nie woziłam, hmm dzięki to i buty włożę ;-)
    Józek- ale mama jest zła jak osa na Ciebie- narozrabiałeś ;-(
    Bogusia nie daj się, trudno, nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego
    Ela do lasu pójdziemy u nas :-)))
    Pozdrawiam Bardzo i tak opanowaną Mamę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. weź buty, bo słońce mocno świeci, a nasze dzieci mylą pory roku. Zobaczą wodę i popłyną, w butach na przykład. Wczoraj miałam pole do obserwacji - wycieczka z rodzicami dzieci autystycznymi- co drugie koniecznie chciało się wykąpać - a u nas jeszcze zimno

      Usuń
  3. No czarno na białym,był na Rusi:)))
    Przypomniałaś mi (czesto tak mam przy opisie Waszych przygód),jak moja siostra chciała ukryć przed rodzicami,że się skąpała w rzece zimą-poszła do koleżanki wysuszyć rajstopy i żeby szybciej-nad gazem:)jasne,że się zapaliły:)Nie dało się podmienić,bo koleżanka była niziutka i dużo szczuplejsza od mojej siostry.
    Las,czy nie-i tak piknik na 102:)))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rajstopki pierwsza klasa! uwielbiam takie historie

      Usuń
  4. Jak widać na zdjęciach Józio za bardzo nie przejął się tym, że buty były mokre i z wycieczki nici ;) Wręcz przeciwnie wygląda na zadowolonego z pikniku na kocyku :) Pozdrawiam Cię Józio i Twoją familje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek rozmyślał o kijankach - zawsze cieszy go bliskość rzeki ze względu na te stworzonka. Dzięki za pozdrowienia

      Usuń