01 sierpnia, 2014

o braku

Tego dnia Józek wcale nie musiał jechać z nami do Warszawy.
Nie załatwialiśmy żadnych spraw, które wymagały jego obecności - pchały nas do stolicy przeróżne dokumenty do podpisania. Dopadła nas jednak codzienność rodziców dziecka z autyzmem: jeśli nie my, to kto zostanie z Józkiem?
Szliśmy do samochodu pełni czarnych myśli - tego dnia może się wszystko wydarzyć: od prób ucieczek poprzez krzyki, tupanie nogami. Józek nie był odpowiednio przygotowany do wyjazdu, nie został dużo wcześniej poinformowany, a w dodatku nie mogliśmy mu zaoferować wielogodzinnych wycieczek po muzeach, które uwielbia.
Bez dinozaurów, dat historycznych, sal muzealnych, bez godzinnych przygotowań i wpatrywania się w mapę zapowiadał się maraton wszystkich trudnych dla nas Józkowych zachowań. Rzeczywiście dał nam chłopak odczuć, że do niczego mu ten wyjazd nie był potrzebny. Jego ucieczki przed palaczami były tego dnia wyjątkowo teatralne. W którymś momencie znalazł się nawet na wąskim krawężniku, pomiędzy kałużą a ulicą. Krzyczał o końcu świata - częściej niż zwykle. Do budynku, naszego celu podróży, wejść nawet nie zamierzał.
Dopiero obietnica późniejszej wynagradzającej straty moralne wizyty w Muzeum Wojska Polskiego przekonała Józka do tego, żeby z ponurą miną pójść za nami do sali w szkole muzycznej.
Nie było nic ciekawego w tym, co ja zobaczyłam w nowym dla siebie pomieszczeniu. Jedynie dokumenty i długopis, którym zapisywałam kolejne kartki. Co zobaczyły moje dzieci? Fortepian, którym należało się natychmiast pobawić. Zajmujący większą część pokoju sprzęt muzyczny przyciągnął również uwagę mojego męża, który odtąd próbował ratować i fortepian i pianino przed rozstrojeniem.
A co zobaczył Józek?
Józef, jak to Józef - widzi zawsze więcej niż inni. Tak było i tym razem: przyjrzał się fortepianowi, dokumentom, biegającym dzieciom, stu innych przedmiotom - a następnie zauważył pewien istotny brak.
Brak był dla nas niezauważalny, ale dla Józka błyszczał niczym Supernowa.
- nie ma "wiosna lato jesień zima"! - krzyknął pokazując na ścianę.
Oderwałam się niechętnie od wypełnianych wniosków i popatrzyłam na ciąg kilkunastu obrazów przedstawiających Wielkich Muzyków.



Były to obrazy, jakie przeważnie wiesza się na ścianach klas muzycznych. Obrazy które mają zdobić, edukować i zżółknąć po latach. Nikt nawet nie zauważy, gdy jeden z nich odpadnie.
Zaraz, zaraz, stop - jest jednak ktoś, kto zauważył ślad po portrecie jednego z mistrzów.
- nie ma go, nie ma! - gorączkował się Józek i natychmiast zabrał się do rysowania.
Jednym rzutem oka sprawdzałam moje dokumenty, od czasu do czasu nogą odganiałam dzieci od fotela na kółkach, na którym postanowiły urządzić wyścigi. Jedynie pochylonym nad kartką Józkiem nie musiałam się przejmować - po raz pierwszy tego dnia. 
- już! - skończył z okrzykiem.
Rysunek przedstawiał mężczyznę z lokami misternie utrefionymi i białym żabotem pod szyją. Ubrany był w koszulę z bufiastymi rękawami, zwężanymi przy mankietach.
- chyba przerysował go z tego drugiego obrazka - stwierdził nieuważnie Jarek, który jedną nogą trzymał drzwi, żeby rozbawione dzieci nie uciekły, a drugą nogą zahamował właśnie pędzący fotel z potomstwem.
- nie - zaoponowałam. Obok pustego miejsca wisiał obraz z Bachem, a na Józka rysunku widniał wyraźny podpis: "Antonio Vivaldi 1678-1741"
Przebiegłam wzdłuż ściany z rysunkiem Józka w ręku, wpatrzona w obrazy, na które chyba już dawno nikt nie zwracał aż takiej uwagi.
- nie ma nigdzie Vivaldiego! - triumfalnie stwierdziłam brak.
- trzeba przyczepić, bo nie ma - potwierdził Józef.
Za pomocą wygiętego spinacza umieściliśmy tam gdzie trzeba brakujący portret.



Brak został uzupełniony i natychmiast włączyło się marudzenie Józkowe: " już czas się kończy, nie chciałem tu być". Ba - nawet mieliśmy krótką ucieczkę, której się najbardziej obawialiśmy w obcym mieście. Na szczęście popiersie Chopina, stojące na korytarzu niedaleko wyjścia, trochę opóźniło uciekiniera - Józio zatrzymał się, żeby mu się przyjrzeć.
Józek wcale nie musiał tego dnia jechać z nami do Warszawy, ale  - gdzieś tam  - w zaświatach  - Vivaldi na pewno do tej pory zaciera z radości ręce.

30 komentarzy:

  1. Oj porządek musi być. Ciekawe jakby sobie poradził w muzeum, gdzie czasami wymieniają eksponaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie przeglądam setki zdjęć, które Józek zrobił w Muzeum Wojska Polskiego tego dnia. Myślisz, że zrobi rozróbę, gdy następnym razem skontroluje Muzeum, a coś mu przestawią? :)

      Usuń
  2. Niesamowity Józek jest. W życiu bym nie wpadła kogo brakuje, a tu portret i data. Mam nadzieję,że załatwiłaś co miałaś w planach.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko załatwione (nie wiem-jakim cudem w tym rozgardiaszu). Tymi datami też mnie zachwycił -co za pamięć!

      Usuń
  3. ja go kocham ,uwielbiam i nie wiem co jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielki znawca sztuki i niezastąpiony kontroler porządku, jego uwadze nie umknie żadne niedopatrzenie- Józef Van Budny. Wspaniała historia z życia wyjątkowej osobistości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały niezawodny Józefie B. Dzięki Tobie świat jest lepszy
    Bogusiu wspaniale opisałaś ten trudny dla Was dzień- najważniejsze, że jednak udało się również załatwić sprawę Vivaldiego ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj trudny to był dzień - Ty Aniu wiesz

      Usuń
  6. Bogusiu,historie , które opisujesz mnie zachwycają...a to przecież samo życie;) doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo: zachwyt życiem pomimo zmęczenia

      Usuń
  7. Ale mądrala! Godne podziwu, naprawdę. Ale zaskoczenie. Chociaż - to do Józka tylko podobne :) Pozdrawiam serdecznie! Aldona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błyskawiczna to była robota - daty dopiero w domu sprawdziłam- dobrze zapamiętał

      Usuń
  8. Młody inteligent! A propo Vivaldiego - to chyba nasz ukochany kompozytor. Żuk jak była malutka...tak mniej więcej do roku czasu zasypiała przy 4 porach roku...Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. erudyta pełna gębą. Dobrych snów dla małej!

      Usuń
  9. Józio widział kiedyś wcześniej ten rząd zdjęć?Bo przy jego pamięci i spostrzegawczości nie dziwi mnie może ,ze zobaczył jakiś brak.Ale ,że to miał być Vivaldi,z datami.niesamowite:)Małgorzta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie widział wcześniej rzędu muzyków, ale powiedział mi dziś, że na muzyce w szkole uczył się o Vivaldim. Jeden rzut oka wystarczył i nastąpiła błyskawiczna analiza braku kompozytora

      Usuń
  10. Józefie Budny jesteś WIELKI !!!
    Niech te niesamowite zdolności zostaną zauważone i docenione w dorosłym życiu."W"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józio jest jak wielka komoda z szufladami pełnymi wiadomości

      Usuń
  11. Jak zawsze Józek utrzymuje porządek :) Pozdrawiam was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Justyno! tak jest- porządek przede wszystkim!

      Usuń
  12. Niesamowite że wypatrzył brak Vivaldiego. No i portret bardzo udany :).

    OdpowiedzUsuń
  13. spocilam sie czytajac Twoj wpis , Bogusiu - pewnie w drodze powrotnej w samochodzie zasnelas z ulgi , co? - rysunek Jozia kapitalny , a i pomysl , na powieszenie go w odpowiednim miejscu - super :-) - jek to skomentowala obecna tam napewno kadra? :-D - naszym standartowym wytlumaczeniem, na bryk jakiegos eksponatu np. w muzeum , ktory normalnie ZAWSZE tam jest - to " pojechal na wakacje - napewno wroci - choc ostatnio i to nie pomaga - tadeuszek domaga sie wtedy dokladnej daty w kalendarzu ( a raczej ilosci dni , ktore uplyna do czasu , kiedy dany obiekt z wakacji wroci) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani Bogusiu- Kiedy książka???Pani ma naprawdę co pisać!
    A Józio? No cóż- ja numeru telefonu nie pamiętam, a jedyną datę jaką pamiętam to 1410 rok. Wielkie uznanie dla Jego działań promujących ład i porządek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie skończyłam pisać opowieść na konkurs literacki - o Józku. Kawał pracy, ale ciekawej - bardzo!

      Usuń
  15. yyyyyy...aaaaaa.....eeeeeeeee...tego.....no.........naprawdę nie wiem co powiedzieć, totalnie mnie przytkało......szacun Józio!

    OdpowiedzUsuń