12 sierpnia, 2014

o wędkarzach amatorach

- wstawałem! jadę na ryby! - zadowolony z siebie Józek obudził mnie o 4:00.
Też byłam zadowolona z siebie, bo tego chłodnego poranka nigdzie się nie wybierałam. Jeszcze większe zadowolenie budziła we mnie myśl, że nawet powieką nie ruszę, gdy chłopcy będą się szykować do wyjścia.
Stosunkowo szybko usłyszałam marudzenie Józkowe: nie swoje spodnie wyciągnął z szafy.
- to weź inne - odparł Jaś, a ja pogratulowałam sobie, że nie podbiegłam do Józia z gotowym zestawem ubrań.
Trochę pohałasowali szufladami w kuchni - nie wiem absolutnie po co: chyba żadna z pokrywek do garnków nie przyda im się nad jeziorem? Zrobili tosty, do termosu przez omyłkę przygotowali moją yerba mate. 
- ketchup, Józio, musztardę? - zapytał Jaś głosem zaopatrzeniowca.
Tym razem poszurali szufladami w pokoju. Z tego, co teraz widzę amatorzy - wędkarze wybrali sandały jako najlepsze obuwie na przyjeziorne błoto. Jeszcze raz sprawdzili, czy na pewno wstrętnie wijące się robaki - zakupione w sklepie wędkarskim - zostały spakowane.
- dlaczego tata nie wstał? - zmartwił się Józek. To tata wczoraj wymyślił tę przeraźliwie wczesną godzinę dla chętnych wędkarzy. Wakacje rozleniwiły nas do reszty - odzwyczailiśmy się od rannych i ciemnych pobudek, a teraz co chwila terkotał kolejny z budzików, nastawiony zapobiegawczo przez Jaśka. Tata, chcąc nie chcąc - też już wstał.
Nie obudziła się Ela, która wieczorem zapewniała wszystkich, że na pewno rano pojedzie nad jezioro i złowi różową rybę. Wierna kolorystycznej wizji od tygodni prosiła tatę, żeby kupił jej różową wędkę.
- pogasić światła i wychodzimy - komenderuje tata ("nie mów do niego tata, to nie jest twój tata - tylko mąż, powtórz: mąż" - skorygowałby mnie Józek).
- o której wrócimy do domu? - chce wiedzieć Józek, dla którego wyprawa ma sens tylko wtedy, gdy jest konkretnie umieszczona i zamknięta w czasie. Żaden ze śpiących wędkarzy mu nie odpowiedział, każdy już pewnie rozmyślał o ilości i wielkości połowu. A ja też nie zrywam się z łóżka, żeby spieszyć z odpowiedzią. 
Poradzą sobie beze mnie - naprawdę sobie poradzą.

10 komentarzy:

  1. "Poradzą sobie" - ja też powtarzam sobie to zdanie od jakiegoś czasu i o dziwo skutkuje (lepiej lub gorzej,ale działa).
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też sobie poradzimy z tym wolnym czasem, który nagle tak hojnie na nas spływa

      Usuń
  2. brawo mamo ,że nie zerwałaś się . Dadzą sobie radę i z tego co widziała możesz spokojnie zrobić sobie tydzień urlopu po za domem.Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tydzień urlopu uczyniłby mnie innym człowiekiem - czy ja bym siebie rozpoznała po takim czasie?

      Usuń
  3. Jak udała się wyprawa po ryby? Dzielni rybacy, wstawać o czwartej kiedy są wakacje- straszne.
    Myślę,że o tej porze to ryby jeszcze spały;) :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już śpieszę z opowieścią: otóż dzielni rybacy przybyli z pustymi rękami o godzinie 10:00. Ale czy ich to zniechęciło? o nie! wieczorem pojechali z powrotem w okrojonym składzie - Józek został w domu, bo nie uznaje wychodzenia o zmroku. Wróciliby znów z pustą siatką, ale spotkali miłego wędkarza, który łowił na kukurydzę z pominięciem obrzydliwych robaków. Złowionymi rybami podzielił się z Budniakami i wtedy się zaczęło. Ryby trzeba było obrać, ba! trzeba było obciąć im głowy! Józio powtarzał; "biedne rybki!", Ela chwaliła ich "oczki", a potem zdziwiona pytała Jasia: "dlaczego obcinasz im głowy?" Jaś odpowiadał: "przecież nie będziemy jeść ich mózgu" Horror na całego! Jaśko jeszcze popisał się znajomością budowy ryby, mówiąc, że te odbytnicze płetwy najgorzej się odcina. Chyba połowa rodziny przejdzie na dietę wegetariańską po tych przeżyciach

      Usuń
    2. No zdechłam:)))To ciekawe jak ze snem najmłodszych po takiej lekcji kucharzenia:)))
      Mój dziadek tak przynosił do domu duże kosze grzybów,do czasu az pewna pani zadzwoniła do domu, czy dziś pan nie potrzebuje tych grzybków???Małgorzata:)))

      Usuń
    3. ryby nietknięte i usmażone długo czekały na głodnych chętnych - bezskutecznie. Koszyk z grzybami to prawdziwa opowieść rodzinna -takie lubię!

      Usuń
  4. Przyłączam się do Miszcza - biedne rybki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mistrzu zawsze odpowiednio spuentuje sytuację

      Usuń