17 września, 2014

o korytarzu szpitalnym

Dwa razy dziennie ostatnio przemierzałam ten sam korytarz szpitalny, czasem z cięższymi myślami, czasem raźniej - ale nigdy w podskokach.
Ten sam głębszy oddech brałam dla dodania sobie odwagi, zanim wchodziłam na oddział onkologiczno-hematologiczny, na którym Jaśko spędził dziesięć dni. Ten czas na oddziale, na którym trudno wierzyć w szczęśliwe zakończenia, pochylał i tak moje niezbyt wyprostowane plecy. Ostatnio moje przejście korytarzem było trochę radośniejsze, bo obładowani plecakami wracaliśmy do domu. Miałam nadzieję na szczęśliwe zakończenie.
Po tygodniu spędzonym w domu płytki we krwi Jaśka znów spadły drastycznie, a małopłytkowość stała się tematem numer jeden. To wszystko sprawia, że tak trudno jest mi pisać. A może jednak lepiej pisać? Sama ostatnio powiedziałam Józkowi: "pisz! - gdy jesteś zły na nas, bo spóźniamy się o minutę -  nie krzycz - tylko pisz! To zawsze pomaga."
Z nadzieją, że i mnie pisanie pomoże - weszłam dziś na stronę blogu.
Bo nic innego nie pomaga, gdy trzeba spakować się do szpitala, w którym prawdopodobnie spędzimy miesiąc.
Tracimy tak dużo - wspólnych wyjść, nawet wspólnych kłótni. Tracimy urodziny przyjaciela (najlepszego, Misiek!), być może nawet wyjazd do Londynu. Na pewno najbardziej w takiej sytuacji widać, jak mocno się kochamy, ale - Panie Boże - ja znam o wiele lepsze sposoby na okazywanie miłości niż pakowanie plecaka do szpitala!
Myślałam o tym, żeby ten wczorajszy dzień-przed-szpitalem spędzić w kinie z Jaśkiem. Nie dałabym jednak rady zrozumieć, co się dzieje na ekranie. Zostaliśmy w domu, w którym znajome hałasy, znajome dźwięki i lektury pozwalały zachować normalność. Nawet ułamki zostały przećwiczone przed snem, a co!
Za godzinę wyjdziemy do szpitala - przypomina mi o tym znajome radio, które za ścianą zawsze o tej porze gra. Jaś jeszcze śpi w swoim łóżku, a nie szpitalnym. Jeszcze godzina do przejścia korytarzem, po którym teraz codziennie będę szła - najpierw szybko, potem trochę wolniej. Znów wezmę oddech głęboki i dopiero wejdę na oddział.

15 komentarzy:

  1. Bogusia, spróbuj boso...zawsze to coś innego
    Uściskuję <3 po stokroć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. challenge accepted! Następne przejście korytarzem będzie boso -tylko nie dziś. Dziś nosem będę ciągnąć po podłodze

      Usuń
  2. Bierz głęboki oddech a z nim wiarę w wyleczenie!To samo doradź Jaśkowi!Nie udało się szybko,uda się powoli!!!Sił dla Was i skuteczności leczenia!Pisz,postaramy się być kijaszkiem dla nosa.Głowa do góry,Jasiek,dobra książka i film -dasz radę,przeleci i szpital:)))Przytulam.Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Małgoś - obraz kijaszka podtrzymującego mój nos jest dla mnie dużym pocieszeniem :)

      Usuń
  3. Przytulam i trzymam kciukasy! elwira

    OdpowiedzUsuń
  4. Bogusiu razem z Tobą będziemy szli korytarzem szpitalnym, jak również będziemy cieszyć się z powrotu Jaśka do domu. Dużo wiary i siły dla całej rodziny. Pozdrawiam :W:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Wando. Tłumnie na ten korytarz wejdziemy, tłumnie.

      Usuń
  5. Pani Bogusiu, dużo siły, cierpliwości życzę. Pani optymizm i pogoda ducha zaraża innych, dziękuję za tę wirtualne wycieczki po Pani codzienności. Ściskam Synia i życzę jak naj naj najlepiej. I niech Pani napisze coś, cokolwieczek na blogu, choćby od czasu do czasu. Bo pewnie wszyscy "czytacze" będą tęsknić...Pozdrawiam serdecznie, Aldona Adamczyk

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Bogusiu. Nikt nie udźwignie takiego problemu jeśli będzie myślał za daleko. Proszę myśleć TYLKO o dniu dzisiejszym, od pobudki do snu - po jednym kroczku, po jednym ziarenku. Proszę nie wybiegać myśleniem do przodu i robić DZIŚ najwięcej jak możecie, a JUTRO będzie dopiero jutro. Jasiu wyzdrowieje ale potrzebuje Was też zdrowych. Będę z Wami całym sercem. Mariliop

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest to! przecież ja tak zawsze mojemu Stasiowi mówię: nie martw się, że tak daleko do domu - podejdźmy tylko do tego znaku/drzewa/latarni. A potem idziemy dalej, znów do znaku, drzewa. Tak trzeba teraz w tej sytuacji, inaczej zwariujemy (a niewiele nam trzeba)

      Usuń
  7. Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło. Sił i wytrwałości.......

    OdpowiedzUsuń
  8. nos do góry, pierś do przodu i do boju - czasem musi być gorszy set żeby mecz był wygrany - dziada przepędzimy innej opcji nie ma - buziaki dla Jaśka a kopniak i przytulas dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrowie najważniejsze, a plany nie stracone, tylko nieco przesunięte w czasie. Jasiu, zdrowiej szybko, a dla Was dużo siły i wiary, że będzie dobrze... Trzymajcie sie cieplutko.

    OdpowiedzUsuń