24 listopada, 2014

o Afryce w słoiku

Placki kukurydziane już dawno w koszu na śmieci, wojownicy na wieki utknęli w słoikach, pożaru na szczęście nie było, a nasza zatłoczona przestrzeń życiowa powiększyła się nagle o książki o Egipcie.
Z ciekawości zapytałam wczoraj Stasia:
- o czym pomyślisz, gdy powiem: - "Afryka!"?
- ...hmm, hmm... - odpowiedział dyplomatycznie zapytany.



Mogłabym założyć się o milionową sztabę złota, że pierwsze hasło, które od niego usłyszę, zabrzmi egipsko.
- faraon wcale nie miał jednej warstwy, tylko cztery! - zawołał Staś po chwili.
Bingo!


Tematem Afryki zainspirował nas projekt "dziecko na warsztat II". Rozpoczęliśmy od Egiptu i według moich dzieci - mogło już tak pozostać:
- Egipt jest taki ciekawy! Prawie tak ciekawy, jak Kosmos - powtarzał Staś, a w jego ustach to prawdziwy komplement.
Nasz domowy album o pierwszych cywilizacjach długo czekał na tę chwilę. Przetarty z kurzu okazał się jednak niewystarczający:
 - jeszcze więcej! chcę rysować! - zarządził Staś.


 Wracaliśmy z biblioteki obładowani książkami, przy okazji nieświadomie wywołując poruszenie w miejskim autobusie. Staś spokojnie przeglądał zdobyte książki, dopóki nie zobaczył znajomej twarzy na ilustracji:
- patrz, mamo, Howard Carter! - krzyknął z mocą.
Wiele osób rozglądało się dookoła, żeby zobaczyć: kto? co? po co? a być może nawet: z kim?
I tak odkrywca grobu Tutanchamona znów stał się celebrytą z pierwszych stron gazet, przynajmniej w naszym autobusie.
Tego wieczoru Stasia nie mogliśmy oderwać od rysowania. W końcu zadał pytanie, które wiele pasjonatów przed nim już zadało:
- czy sen jest człowiekowi potrzebny?




A jak tu spać, skoro w jednej z książek była egipska gra senet?




Gorzej, że przeciwnik - starszy brat - miał tego wieczoru szczęście, którego życzymy mu także w innych dziedzinach życia. Oby go nie opuszczało! Staśka długo nie widzieliśmy po przegranej. Dopiero po pewnym czasie wypełzł spod łóżka, mówiąc:
- zrozumiałem, że jedna przegrana to nie powód do płaczu!
Też to sobie powtarzam po zrobieniu nieudanych afrykańskich placków kukurydzianych. Ich niejadalność wywołała we mnie chęć wpełznięcia pod łóżko. Przepisu ode mnie nie wyciągniecie, choćby siłą.





Placki wylądowały w koszu, za to przypomniały nam - nawet po usmażeniu - o wspaniałym piasku, którym bawimy się od niedawna.
Piasek kinetyczny, zakupiony do terapii integracji sensorycznej dla Józka i Eli, stał się zabawą dla wszystkich. Jedynie tata nie wciągnął się zupełnie w ten przesypujący się cud. Dobrze dla niego, musiałby się ustawić w kolejkę, tuż po rodzinie i znajomych.





- ... ale mamo, Afryka to nie tylko piasek - wtrąca swobodnie Staś.
- no tak, przecież jest jeszcze Egipt, grób Tutanchamona, piramidy?
- nie, są jeszcze góry Księżycowe. Kazik tam był!
Gdzież ten Kazik Nowak nie był? W latach 1931 - 1936 przemierzył Afrykę wzdłuż i wszerz. Kazik porwał nas swoim pomysłem: aby utrzymać rodzinę, wyjechał do Afryki i przejechał (bez mapy!) 40 tysięcy kilometrów rowerem, konno, czółnem, na wielbłądzie...
Boże Narodzenie spędził na pustyni, Góry Księżycowe przypominały mu zaśnieżonymi szczytami o Polsce. Spotkał króla Rwandy i plemię Pigmejów. Jego listy i artykuły ukazywały się w Polsce, Anglii, Francji. Po powrocie do Polski krótko cieszył się rodziną, umarł zaledwie po roku, gdy przypomniały o sobie choroby tropikalne.
- ...a może to była klątwa faraona? - zastanowił się Staś.
Skąd ja wiedziałam, że to usłyszę?

Pionierzy, czyli poczet niewiarygodnie pracowitych Polaków

- Józku - co Ty zapamiętałeś o Afryce? - pytam naszego ulubionego znawcę prehistorii i dinozaurów.
- wolę o Egipcie - odpowiedział krótko - jak zawsze.
Przewalające się wszędzie egipskie książki przypomniały mu oglądaną kiedyś bajkę o Asteriksie, w której hipnotyzowano kogoś słowami: "na Ozyrysa i na Apisa! jesteś dzikiem!"
Józio - twórca nowomowy - nie byłby sobą, gdyby nie udoskonalił usłyszanego tekstu. W jego wykonaniu brzmi to następująco:
- patrz mi na oczy, patrz mi na oczy: jesteś krowem!
Nawet gdyby człowiek dał się jemu zahipnotyzować, to co miałby robić? Muuuczeć, czy biegać za czerwonym kolorem?

- Jaśko - Afryka - z czym Tobie się teraz kojarzy? - nie ustaję w pytaniach.
- z pożarem w słoiku...
Pożaru w słoiku na szczęście nie było, natomiast ognisko przez moment w słoiku z Afryką płonęło.
Zaczęło się wszystko od prostego pomysłu:
- zamkniemy Afrykę w słoiku i wyślemy ją na na Gliese 581C!
Książkę o Kaziku czytamy na przemian z "Tu jesteśmy" Mizielińskich. Zelektryzowała nas wiadomość o planecie podobnej do Ziemi - prawdopodobnie istnieje tam woda w stanie ciekłym, a więc mogło rozwinąć się życie:
- ogromny teleskop Arecibo wysłał zakodowaną wiadomość, wiadomość dotrze w 2029roku, a odpowiedź - jeśli będzie - też długo przyjdzie nam na nią czekać- czytaliśmy.
- a gdybyśmy my mogli wysłać - i chcieli opowiedzieć mieszkańcom innych planet o Afryce?- zaproponowałam.
 - ale czy my naprawdę wyślemy słoik na inną planetę? - sceptycznie zapytał Staś, który od małego niejednokrotnie jest narażony na próby wkręcania go przez starszych braci.
- to tylko zabawa - musiałam przyznać.
Pomysł wykorzystania słoików, w innym celu niż spożywczym, podpatrzyłam na blogu "dzika Jabłoń" biorącym udział w projekcie "Dziecko na warsztat": dziewczyny przygotowały muzeum w słoiku, a moi chłopcy - m.in. maski afrykańskie.















Jaśkowi nie wystarczyło ognisko z plasteliny, szybko skonstruował prawdziwe ognisko przy użyciu zapałek sztormowych.


Efekt był zbyt krótki dla eksperymentatora-nastolatka, który pobiegł na poszukiwanie denaturatu. Już go znalazł, już odkręcił...
- nie! - zatrzymałam szalonego naukowca.
...i tak pożaru  w naszym domu na szczęście nie było.
Tylko wietrzenie mieszkania. Długie wietrzenie. I okopcony słoik.





Kończmy już czytać książkę o Kaziku. Temat Egiptu już u nas i tak pozostanie - z tym muszę się pogodzić.
- a co teraz, Australia? - pyta Jasiek.
Kto wie? Odkąd od września rozpoczęliśmy edukację domową u dwójki z naszych dzieci, tematy wydają się nam mnożyć i nas pochłaniać. Czas tylko nie chce się rozciągnąć - naprawdę, nie wiem dlaczego.

Pora podsumować Afrykę i naszą naukę. Najlepiej w wykonaniu Staśka:
-  dobrze, mamo, że się uczysz z nami, nie byłaś przecież na wielu studiach, na przykład kucharskich...


tu znajdziecie inne blogi biorące udział w projekcie "dziecko na warsztat"- dziś pojawi się na nich temat: Afryka.


28 komentarzy:

  1. Piękne warsztaty pięknie opisane. Kocham Cię czytać! Dobrze, że tylko na pożarze w słoiku się skończyło. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. denaturat tym razem ocalał, a razem z nim wojownicy w maskach i nasz dom :)

      Usuń
  2. dobra robota... lubię do Was przychodzić w blogowe odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dobrze, bardzo się cieszę - wpadaj, kiedy zechcesz - ja też się cieszę naszym wzajemnym wsparciem blogowym

      Usuń
  3. O matko dobrze, że dom ocalał w pożarze ! Ciekawe ilu pasażerów po powrocie sprawdziło kim był ten Howard Carter! Ciastka spróbuj zrobić raz jeszcze ... może tym razem się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi hi hi, tez o tym pomyslalam, wszyscy googlowali po powrociedo domu :P

      Usuń
    2. i dobrze, że googlowali! tym samym edukacja domowa stała się autobusowo-miejską :)

      Usuń
  4. Afryka do słoika:)))rewelka:)Staś jak zwykle mnie ubawił,ale na szczęście nie byłaś na kucharskich-jeszcze byś pasteryzowała:)))I pamiętam,że pierniczki z ciasteczek super Ci wyszły:)Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pasteryzowana Afryka w słoikach brzmi zaskakująco - masz rację - dobrze, że nie byłam na tych studiach...
      co do pierniczków - to mogę podnieść czoło w górę- mimo, że był to upalny sierpień, mimo, że noc zarwałam, mimo, że w decydującym momencie zostałam sama z surowym ciastem do uformowania - to tak! dałam radę!

      Usuń
  5. ej dawaj przepis na ciastka :D a słoik cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytasz o moje sierpniowe pierniki? :) zaraz poszukam, bo co do kukurydzianych placków - to nie będę dzielić czarnej rozpaczy z innymi
      a opis naszych pierników: tu zapomniałam śmietany i kupowałam przyprawę piernikową o zaskakującej porze roku:
      http://autyzmdzienpodniu.blogspot.com/2012/08/dzien-153.html
      tu już zdjęcia i prawdziwe obżarstwo:
      http://autyzmdzienpodniu.blogspot.com/2012/08/dzien-154.html
      a oryginalny przepis pochodzi stąd:
      http://www.wielkiezarcie.com/recipe39822.html

      Usuń
  6. aaaaa genialny ten słoik!!!!!
    naprawdę fantazja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten osmalony słoik Jaśkowy, czy ten drugi - przygotowany pieczołowicie przez Stasia? :) jeszcze jest jeden słoik ze zwierzętami w Afryce - chyba będą małe problemy z wysłaniem zawartości w kosmos - potrzebowalibyśmy co najmniej wahadłowca

      Usuń
  7. Super napisane rozbawilas mnie kilkakrotnie do lez! Swietny warsztat. My takze od wrzesnia ED, od czerwca pracuje tylko 2 dni w tygodniu. Teoretycznie czasu powinno byc na wszystko wiecej. Jednak tylko teoretycznie bo w praktyce ubylo go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też się wciąż śmieję, gdy przypominam sobie minę Staśka wychodzącego spod łóżka: "zrozumiałem, że jedna przegrana to nie powód do łez"! to jest dopiero mądrość życiowa
      co do czasu - to przybijam piątkę :)

      Usuń
  8. Świetny wpis i świetny warsztat. Pomysł zamknięcia Afryki w słoiku bombowy (że o ognisku nie wspomnę). A Kazik? Mnie też zafascynował. Cieszę się, że dzięki DnW dowiedziałam się o nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za to dzięki Tobie mogłam zobaczyć dziś niepublikowane wcześniej zdjęcia z wyprawy Kazika- dzięki!
      http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,16266324,Rowerem_przejechal_cala_Afryke__bal_sie_luksusow_pierwszej.html

      Usuń
  9. Świetny ten słoik- dobrze, że nie puścili z dymem zanim sfotografowałaś;) A co do Kazika, to mój Napoleon - Brunisław wiele razy uprwniał się: " Mamooo? Ale Pigment istnieją, prawda?" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz - zapomniałam napisać, że autorem zdjęcia jest oczywiście Jaśko- który ulepił, puścił z dymem i jeszcze zdjęcie zrobił - toi się nazywa wielozadaniowość!
      Pigment - hahaha!

      Usuń
  10. jestem po prostu zachwycona formą, opisem i wszystkim, wszystkim - cały czas się uśmiecham - dzięki

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałam tyle napisać, ale po dojściu do końca zabrakło mi słów. Pięknie u Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! jeszcze lepsze podsumowanie niż to Stasiowe!

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. i jakie na czasie (choć my nie z Warszawy)

      Usuń
  13. Ale piękna zabawa czaderskiej rodzinki !
    Miło było Was poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Bogusiu! Całe mnóstwo czasu mnie nie było, ledwie zaczęłam blogować, a login do konta google wyparował mi z pamięci i ani dostać się do bloga ani co. 10 miesięcy zajęło mi wydobywanie z pamięci "klucza" do mojego bloga i poważnie, nie było żadnego innego powodu zaprzestania blogowania oprócz dziury w pamięci. Jakimś cudem zapora w pamięci puściła i oto powracam. Nie wiem czy jeszcze mnie pamiętasz, ale najwyżej odświeżysz mnie w pamięci i zapraszam na mój blog (www.nasz-autystyczny-swiat.blogspot.co.at). Obiecuję, że tym razem będę strzegła loginu jak oka w głowie. Pozdrowienia dla Was i buziaki!

    OdpowiedzUsuń