26 stycznia, 2015

o zapaleńcach

Próbuję rozciągnąć czas, ale na nic moje starania: doba jest zdecydowanie za krótka. Odkąd daliśmy się porwać edukacji domowej - ciągle czytamy, uczymy się matematyki na rachunkach ze sklepu, omawiamy postacie historyczne, przejeżdżając ulicą Piłsudskiego i skręcając w Pstrowskiego. Podczas kolacji rysuję króliki, które razem z kurami biegają po podwórku i razem mają 24 głowy i 56 nóg. Zasypiam z "Mapami" Mizielińskich na nosie, a budzę się z podstawą programową pod pachą.

Każdy spacer to kolejna porcja wiedzy, zwłaszcza, gdy towarzyszą nam następni zapaleńcy, mieszkający po sąsiedzku. I tak Stasio wrócił kiedyś do domu wołając:
- czy Ty mamo wiedziałaś, że Księżyc nie jest planetą, tylko satelitą?
...to wystarczyło, żeby tata przy obiedzie tłumaczył prawo Keplera, mimo mojego sprzeciwu: bo po co sześciolatkowi wiedza o Keplerze... Nie przewidziałam tego, że miesiąc później podczas naszej wyprawy do obserwatorium astronomicznego, nagle dzięki obiadowemu wykładowi błysnę wiedzą  - niczym Supernowa.
Przewodnik pokazywał licealistom zdjęcia astronomów i pytał:
- czy ktoś zna tego twórcę znanych praw?
Najpierw poczekałam na odpowiedzi licealistów, do których wycieczki przypadkowo dołączyliśmy, a gdy nikt nie wyszedł przed szereg - nonszalancko zawołałam:
- Kepler! -  tak, jakbym właściwie tego astronoma znała od dawna.
Zabiegani i zajęci - wciąż jesteśmy gdzieś: na warsztatach, zajęciach i spotkaniach. Zajęci, zabiegani - ale jednocześnie wolni od prac domowych i porannego wstawania -  odpoczywamy.
Podczas takiego zasłużonego odpoczynku usłyszałam raz z pokoju dziki śpiew Stasia:
- łałałałała! nanana - łałałałała!
Falą dźwiękową z kuchni napłynęła odpowiedź Eli:
- nananana! łałała - nananana- łałała!
Znam to! Arcydzieło westernu: jazda na koniach, rewolwery, Dziki Zachód i pustynna sceneria: tylko skąd u moich dzieci nagłe zainteresowanie Ennio Morricone i motywem z filmu "The Bad, the Good and the Ugly"?


Kolejnego dnia wchodzę do pustej - tak mi się wydawało - kuchni, a tam podrywa mnie znów: "łałała!" To tylko początek dni wypełnionych tymi samymi dźwiękami, wyśpiewywanymi przez prawie wszystkie dzieci - i tylko Józiowa nadwrażliwość na dźwięki i nietolerancja amatorskiego śpiewu nie pozwalała mu dołączyć do zabawy, która opanowała nasz dom. Zatykając porządnie uszy uciekał, wołając:
- Dziki Zachód! o nie!
Skąd ten western u nas w domu? Tylko jedna osoba mogła sprawić, że coś stało się hitem i topem mijających dni. Udałam się do iskry wszystkich akcji w naszej rodzinie:
- Jasiek, czy to Ty zacząłeś śpiewać tę piosenkę z westernu?
- skąd wiesz? a tak w ogóle to skąd wiedziałaś, że to z tego filmu? czy to z Twoich czasów?
Cóż mogłam na to odpowiedzieć? Pozostało mi jedynie zaśpiewać:
- łałała!
Nieraz już mój wiek był przez moje dzieci lekko zawyżany. Nie wnikałam, czy teraz Jaśkowi chodziło o premierę filmu ( 1966 rok - jeszcze się wtedy nie urodziłam!), czy o samą atmosferę Dzikiego Zachodu (na pewno mnie wtedy nie było). Powinnam się właściwie przyzwyczaić: Józek umieścił mnie kiedyś w epoce lodowcowej, a Jaś w wczesnym dzieciństwie zapytał: co pamiętam z II wojny światowej?
Skoro to wymyślił Jasiek, to tak szybko dzieciom się nie znudzi. Trzeba obrać inną taktykę: jeśli motyw Dzikiego Zachodu słyszę nawet, gdy moje dzieci jedzą tosty, okruszkami zdobiąc kuchnię, to czemu by nie poszukać Dzikiego Zachodu na mapie?
Chcieli Dziki Zachód - to będą go mieli.


- róża wiatrów! - rozpoznał od razu Staś, gdy zobaczył odręczny rysunek Jaśkowy i tak rozpoczęliśmy poszukiwanie Dzikiego Zachodu i odkrywanie Ameryki Północnej.
Obłożyliśmy się książkami i czytaliśmy o trzystametrowych skałach i kojotach, które  ostatnio Stasia zainteresowały - z jednego, jedynego powodu: zostały wymienione w książce "Zwierzaki cudaki- księdze najdziwniejszych zwierząt świata" Bibi Dumon Tak.
- czytanie o zwierzętach nie jest aż tak ciekawe, chyba, że w tej książce - powiedział Staś i nie dodał, że baliśmy się czytać niektóre z rozdziałów. Na szczęście kojoty, których umiejętności sprowadzają się do używania innych głosów do każdego komunikatu - nie wpływały zbytnio na nasze sny. Podobnie jak motyle monarchy, które lecą tysiącami kilometrów ze Stanów Zjednoczonych do Meksyku, aby tam spędzić zimę. Potem obsiadają drzewa, na których ich przodkowie spędzali zimę.
Z Ameryki pochodzi też najbardziej zaskakująca jaszczurka Jezusa Chrystusa, która na wyprostowanych nogach biegnie po falach!
O zwierzętach, przez które nie możemy spać - napiszę może innym razem.
Teraz poszukiwaliśmy "naj" związanych z Ameryką Północną. Tak dotarliśmy do miejsca w którym w roku 1913 odnotowano światowy rekord temperatury powietrza: 56,70 stopni Celsjusza. Prezent, który Staś znalazł pod choinką: "Mapownik" wydawnictwa Dwie Siostry - okazał się świetną pozycją: jeszcze nie widziałam, żeby ktoś z taką chęcią rysował popękaną ziemię w Dolinie Śmierci:
 

Kolejne "naj": to największy czynny wulkan na świecie - Mauna Loa na Hawajach.
- myślałem, że Olympus Mons jest największym wulkanem świata - tym razem Staś błysnął niczym Supernowa. Olympus Mons jest największą znaną górą w Układzie Słonecznym, przy tym wulkanem i znajduje się na Marsie.  Zeszlibyśmy na ulubione tematy kosmiczne, ale znów czas nie chciał nam się rozciągnąć w nieskończoność. a jeszcze przed nami była gra z wulkanami na stronie: gry geograficzne.
Ciągle z myślą, że zaledwie dotykamy tematu Ameryki, która okazała się wyjątkowo absorbująca, przeczytaliśmy, że Statuę Wolności zbudował twórca wieży Eiffla, co bardzo ucieszyło Staśka.
- tylko jak oni ją ustawili?

Jeszcze jedno zadanie z "Mapownika":
"pokoloruj stany Stanów Zjednoczonych używając 4 kolorów, tak, żeby stany nie stykały się ze sobą"

Świetne, przemyślane zadanie - szybko okazało się, że Texas jest największy!


Na podłodze leżały "Mapy", kilka atlasów, "Mapownik", wydrukowane konturowe mapy, a wokół nich krążył Józek. Wchodził do pokoju i wychodził czym prędzej - wracał do swoich rysunków - nie zapalał się tak, jak my nowym tematem - ale myślę, że za jakiś czas- znany tylko jemu zacznie nam zadawać pytania o Ameryce.
A tymczasem z pokoju dobiegały nowe dźwięki:
- hmhm! hymhym hym! -  to Jaśko rozpoczynał nowy hit kolejnych dni, który szybko rozpoznałam:
- "Wakacje z duchami"
- och! nie!  ludzie bezgłowi! - i już Józka nie było.
Chyba teraz przed nami temat zamków gotyckich, nieprawdaż?

Ameryka jeszcze przed nami: aż do nasycenia się na blogach z projektu: "Dziecko na warsztat":


26 komentarzy:

  1. Pisałam już, że uwielbiam Wasze opowieści? To powtórzę się! Moje dzieci też datują moje urodziny na etapie polodowcowym, generalnie to powinnam znać dinozaury, jaskiniowców, oglądać walki rycerskie z ogromnej wieży oraz kolejne wojny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to my z tej samej epoki jesteśmy! przybijam piątkę!

      Usuń
  2. Kiedy czytam Pani wpisy i historie dnia codziennego to przypominam sobie jakie to były piękne czasy, kiedy z książek czerpaliśmy wiadomości. Gdyby teraz w szkole wykorzystywano choć niewielką część tego, co Pani proponuje dzieciom - może by się nieco świat zatrzymał na chwilkę aby się zastanowić, zrozumieć, wyciszyć. Cieszę się i cieszą się moje książeczki! Jeszcze się Pani Bogusi przysłużymy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cały czas korzystamy - wszystko się przydaje z naszej osiedlowej biblioteki! pozdrawiam!

      Usuń
  3. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam Twoja kolejną relację z Warsztatu. Świetnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! jesteście moją inspiracją- ostatnio robiliśmy lego budowle z Waszych pomysłów

      Usuń
  4. Witaj! Jak fajnie znowu Cię "usłyszeć" (poczytać). Czy na stałe dołączyłaś do edukacji domowej, czy tylko w ramach warsztatów? Jeśli na stałe to witaj w klubie edukatorów domowych i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dajemy sobie rok w edukacji domowej i wtedy zobaczymy :)

      Usuń
  5. Fantastyczna opowieść!! Mogłabym czyyytać i czyyyytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja uwielbiam pisać- tylko ostatnio mając wybór - pisanie: czy zajęcia z dziećmi idę do dzieci- a blog czeka (jak kocha, to poczeka :))

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. warmińsko -mazurskie opowieści - Wasze klimaty :) dzięki za odwiedziny!

      Usuń
  7. Ze śpiewem na ustach,bezstresowo minie ten rok nauki:))))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już jesteśmy po pierwszych egzaminach :) lalalala!

      Usuń
  8. ze śpiewam na ustach..., a Ty masz siły na śpiew? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. siły to mi trochę brakuje, każdą pomoc chętnie przyjmę- Ty wiesz :)

      Usuń
  9. Bardzo fajny Dziki Zachód, a jakie ciekawe historie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę, że mapownik Wam się sprawdza - chyba też się skusimy. Świetna opowieść :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mapownik nawet dziś był już przerabiany - tym razem labirynt Minotaura - naprawdę polecam

      Usuń
  11. Jak zawsze piękna opowieść o niecodzienności dnia codziennego. Ty to się chyba nigdy nie nudzisz? ;-)
    A muzykę Ennio Morricone kocham!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochasz i masz :) do przesłuchania kolejny raz :)

      Usuń
  12. Zapomniałam o wulkanach! Mogłam coś z nimi zrobić, może następnym razem.
    Fajny warsztat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wulkany też wciąż przed nami - tylko trochę dotknęliśmy tematu - a przecież jeszcze trzeba by jakiś zrobić

      Usuń
  13. u was zawsze na wesoło :D to ile pamiętasz z epoki lodowcowej? :D Znałaś Sida i Mańka hahahha

    OdpowiedzUsuń