01 lutego, 2016

o receptach na życie

Śpieszę dziś z zasobem recept życiowych - prosto z mojego domu. Cóż, jakieś straszliwe mądrale ze mną mieszkają...

- recepta na święty spokój, niedawno przeze mnie poznana. Do świętego spokoju było mi daleko, gdy przed Świętami sytuacja zaczynała się, delikatnie mówiąc, napinać. Zdarzało się wtedy, że burknęłam sobie pod nosem tu lub tam, wcale nie cicho - a najlepiej tak, by inni usłyszeli, że najchętniej wyjechałabym na Święta. Sama! Odpoczęłabym! Ominęłoby mnie to i owo, ale czy tego i owego nie za dużo czasem? Dzieci przysłuchiwały się burknięciom, kiwały ze zrozumieniem głowami, martwiły się tym, że mnie na Święta nie będzie. A potem Eluś, kiwając głową nad niedolą mamy, pobiegła tak szybko, jak tylko mogła do Jasia, wołając radośnie i zacierając ręce:
- Jasio, mama wyjedzie na Święta - będziemy mieć wszyscy święty spokój!

- recepta na słowo: dziękuję!
Ela doszła już dawno do wniosku, że św. Mikołaj nie istnieje- pewnie za sprawą wydarzeń z postu: "nie wymawiaj imienia św. Mikołaja przy mnie". W przedszkolu widziała przed Świętami kilku osobników, na mieście też niejednemu się przyjrzała. Postanowiła swoim przedszkolakom z grupy przedstawić prawdę:
- to ludzie w ubraniach Mikołaja!  - powiedziała i wywołała płacz i żałość.
- hmm - jeszcze jej za to kiedyś podziękują - ocenił sytuację Staś.

- recepta na życie pełne miłości:
Gdy z pudła pełnego zabawek na choinkę Ela wyłowiła poplątane złotym sznurkiem aniołeczki, zawołała: - jak one się kochają, one tak się lubią, że się razem powieszą - dodała z czułością.

- recepta na bycie przekonywującym:
Staś podszedł do mnie chyłkiem i zagadnął: - chcemy obejrzeć tę bajkę. Wiem, że nie chcesz, żebyśmy ją oglądali, ale dzięki niej wiem, ile to jest dwa plus dwa - powiedział mój siedmiolatek.

- recepta na bycie jeszcze bardziej przekonywującym:
Staś wysłał siostrę, aby to ona mnie namówiła do zgody na obejrzenie bajki:
- chcemy tę bajkę, mamusiu, bo ona uczy..., ona uczy... - Ela wycofała się.

- recepta na życie pełne empatii:
Po Świętach nasza choinka smętnie gubiła igłę za igłą:
- golas! golas! - powiedział Józek, gdy z naszej choinki pozostał korpus, a wszystkie igły leżały na podłodze.
- nie mów tak na biedulkę! - oburzyła się Elżbieta, która tak huknęła ostatnio na gołębia, który przysiadł na naszym parapecie, że szyby teraz nie możemy domyć.

- recepta na podtrzymywanie tradycji:
Józek przed szóstym grudnia wyczyścił porządnie buty, postawił je obok innych. Następnie wnętrze wypchał porządnie papierem. Skoro w ubiegłym roku buty były przemoczone i w ten sposób je suszyliśmy, to tradycji powinno stać się zadość! Niech suche buty pełne papieru czekają na świętego Mikołaja!

- recepta na szybką naukę języka angielskiego:
Z jakiegoś powodu Ela była niezadowolona ze mnie. Usłyszałam od niej: - jeśli będziesz taka, to nie powiem Ci: jak są rękawiczki po angielsku!

- recepta na szybką naukę historii:
Przy śniadaniu Józek zagadnął mnie: - Magellan wyruszył. Odkrył ciśnienie Magellana, zabrał stamtąd przyprawy i jedwaby. Odkrył nowe stworzenie o nazwie indyk, potem niestety umarł. Potem umarł, mamo.

- recepta na szybką pobudkę:
Poranne ciche mieszkanie przeszył okropny skrzek:
- musiałam przewietrzyć gardło - wyjaśniła Ela.

- recepta na nowe przeboje:
"Chała na wysokości, a hokój na ziemi!" - śpiewały maluchy przez całe Święta...

- recepta na wyrażanie uczuć:
- jestem zdenerwowana tą kiełbasą bez smaku - powiedziała Ela.

- recepta na życie bez mięsa:
Józek obserwował kurczaka obracającego się na rożnie w sklepie. Kurczak fascynująco pachniał. Zapakowanego w paczuszkę Józef zabrał drób do domu. Po czym zawahał się:
- a jeśli on będzie miał głowę?
Nieodpakowany kurczak nie został zjedzony.

- recepta na dobre decyzje:
Waga łazienkowa, choć nazwa na to nie wskazuje, stoi u nas w pokoju. Obok niej zatrzymał się Józek i myśli. W końcu podejmuje decyzję:
- lepiej się zważę bez skarpet!

- recepta na słodkie kanapeczki:
Józek przeszukuje kuchenne szafki: - gdzie jest ten miód z pszczół? - pyta.

- recepta na spędzanie wolnego czasu:
Jednym ze sposobów na spędzanie przez nas wolnego czasu jest pilnowanie chwili, gdy Józek skończy rysować. Gdy tylko kończy - kasuje swoje dzieło, nad którym spędził kilka dni, albo tygodni. Oto jeden z najnowszych rysunków Józka, z trudem odratowany.

10 komentarzy:

  1. Jestem pod wrażeniem ...recept 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach te recepty! ach te życie! pozdrowienia Kasiu

      Usuń
  2. cudowny post, pełen dobrej energii (i uczuć miłości, też pełen)
    uśmiechnięte pozdrowienia dla Ciebie Bogusiu..... i omijających Was wirusów, bo u nas strasznie się panoszą...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci za każdą tu obecność. Zdrowia Wam życzę - doceniam każdą chwilę u nas bez wirusów, szpitali i tym podobnych detali

      Usuń
  3. Jesteś niesamowita. Pięknie i radośnie. Choć życie daje w kość. Pozdrawiam mocno i moc niech będzie z Wami. Ela Jesteś świetna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i w stawy i w kość - że tak czarnym humorem dokończę :) Dzięki za pozdrowienia. A Ela jeszcze nas zaskoczy - nieraz

      Usuń
  4. dobre recepty nie sa zle ;-) Elusia mnie zastrzelila . Uwazaj na siebie , w tym calym kolowrotku, ok?! buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - a ja w tej samej sekundzie podczytuję Twojego bloga - intuicja jakaś, czy co? przyciąganie?

      Usuń
  5. recepta na usmiech:)))
    Przypomniałaś mi...Wiesz,co to są jakoimy?:)))))Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń